Czy 12-latek, którego poraził prąd — bo wlazł na transformator — jest sam sobie winien?

Czy dziecko bawiące się na transformatorze jest samo sobie winne, jeśli dojdzie do porażenia prądem i upadku z wysokości kilku metrów? Jeśli płot jest uszkodzony, ale na jego resztkach wisi ostrzeżenie? Jeśli urządzenie jest położone tuż przy jego miejscu zamieszkania? Jeśli rodzice ostrzegali, ale nie upilnowali? Czy zakład energetyczny ponosi odpowiedzialność za porażenie dziecka prądem podczas zabawy na transformatorze? Czy w przypadku małoletniego, któremu nie można przypisać winy, można mówić o przyczynieniu się do powstania szkody? (wyrok Sądu Najwyższego z 21 marca 2018 r. V CSK 355/17).


porażenie prądem dziecka zabawa transformator

Zakład energetyczny ponosi odpowiedzialność za porażenie prądem dziecka, które bawiło się na nieprawidłowo zabezpieczonym urządzeniu energetycznym — ale naruszenie przez małoletniego zakazu może być traktowane jako przyczynienie się do powstania szkody (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sprawa zaczęła się od tego, że 12-latek wspiął się na stację transformatorową przy (nieczynnym, ale zamieszkałym m.in. przez chłopaka z rodzicami) dworcu PKP, gdzie został ciężko porażony prądem i poparzony spadł z wysokości 3,5 m. Stacja nie była już ogrodzona, po płocie pozostały tylko postumenty, słupki i tablice „Wysokie napięcie, Nie dotykać”.
Ubezpieczyciel określił wysokość zadośćuczynienia za uszczerbek na zdrowiu na kwotę 70 tys. złotych, ale przyjmując 80% przyczynienie się dziecka do szkody (art. 362 kc), wypłacił 14 tys. złotych.

art. 426 kodeksu cywilnego
Małoletni, który nie ukończył lat trzynastu, nie ponosi odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę.

Sprawa trafiła do sądu, który w I instancji stwierdził, że chociaż dwunastolatkowi nie można przypisać winy (art. 426 kc), to przecież był świadom, że nie wolno mu bawić się na transformatorze — ale skoro mieszkał w budynku dworcowym, to przyległy teren traktował po prostu jako plac zabaw. Brak zabezpieczenia terenu przez PKP stanowiło niedbalstwo, zatem ponosi odpowiedzialność na zasadzie art. 435 par. 1 kc. W takim przypadku adekwatna wysokość zadośćuczynienia wynosi 250 tys. złotych, ale stopień przyczynienia poszkodowanego sąd ocenił na 50%.

art. 435 par. 1 kodeksu cywilnego
Prowadzący na własny rachunek przedsiębiorstwo lub zakład wprawiany w ruch za pomocą sił przyrody (pary, gazu, elektryczności, paliw płynnych itp.) ponosi odpowiedzialność za szkodę na osobie lub mieniu, wyrządzoną komukolwiek przez ruch przedsiębiorstwa lub zakładu, chyba że szkoda nastąpiła wskutek siły wyższej albo wyłącznie z winy poszkodowanego lub osoby trzeciej, za którą nie ponosi odpowiedzialności.

Nieco odmienne wnioski pojawiły się po apelacji: przyczyną wypadku było nieprawidłowe zachowanie powoda, który zignorował ostrzeżenia rodziców i tabliczkę, a w dodatku wspiął się na dużą wysokość. Natomiast fakt, iż nie można przypisać winy małoletniemu, to odszkodowanie można miarkować ze względu na stopień przyczynienia się opiekuna — skoro rodzice pozostawili dziecko bez nadzoru, to niewątpliwie nadal można mówić o przyczynieniu się pokrzywdzonego (w takim samym stopniu 50%).

Oceniając skargę kasacyjną powoda, Sąd Najwyższy wyraził pogląd, iż zgodnie z dominującym poglądem miarkowanie szkody powinno być „odpowiednie” do stopnia przyczynienia się poszkodowanego do powstania szkody (tzw. kauzalna koncepcja przyczynienia), także w sytuacji jeśli chodzi o zachowanie małoletniego, któremu nie można przypisać winy, zaś odpowiedzialność odszkodowawcza opiera się na zasadzie ryzyka. Przyczynienie się poszkodowanego polega natomiast na działaniu lub zaniechaniu poszkodowanego, którego następstwem jest powstanie szkody. Ustalenie, iż poszkodowany przyczynił się do powstania szkody uzasadnia miarkowanie wysokości odszkodowania; określenie stopnia tegoż przyczynienia się zależy od decyzji sędziego, zaś pod uwagę należy wziąć konkretną i zindywidualizowaną sytuację.

Odpowiedzialność prowadzącego przedsiębiorstwo, o której mowa w art. 435 par. 1 kc wyłączona jest tylko w przypadku wyłącznej winy poszkodowanego — zatem niezawinione zachowanie nie wyłącza tej odpowiedzialności, nawet jeśli było jedyną przyczyną powstania szkody. Ocena taka nie może być podważona nawet po przyjęciu, iż poszkodowany przyczynił się do powstania szkody, z oczywistych przyczyn także w odniesieniu do małoletniego poniżej 13 roku życia (tu SN zwrócił uwagę, iż wraz z wiekiem człowieka powinna wzrastać jego świadomość i poczucie odpowiedzialności — ustawodawca dostrzega to np. w niektórych przepisach o ruchu drogowym lub art. 89 kw). Stąd też wzorzec prawidłowego postępowania powinien być dostosowany do wieku dziecka.
W odniesieniu natomiast do przedsiębiorstwa wprawianego w ruch za pomocą sił przyrody należy uwzględniać nie tylko ewentualne nieprawidłowości, ale także ryzyko stwarzanego przez ten ruch wobec dzieci — nawet jeśli nie doszło do żadnych nieprawidłowości (wszakże mowa o odpowiedzialności na zasadzie ryzyka).

Prowadzi to do konkluzji, iż zachowanie pokrzywdzonego było obiektywnie i subiektywnie nieprawidłowe: 12-latek złamał znany mu i zrozumiały zakaz, przez co naraził się na niebezpieczeństwo; nie można też jednak zapominać, iż dzieci w tym wieku traktują zagrożenia związane z prądem w sposób dość abstrakcyjny (wynika to po części z rzadkości takich wypadków, po części z braku znajomości fizyki — wyładowania łukowe).
Szkoda powstała wskutek zabawy na transformatorze, który usytuowany był przy budynku zamieszkałym przez ludzi (w tym pokrzywdzonego), na wysokości łatwo dostępnej dla nastolatków. Teren taki powinien być zatem zabezpieczony (ogrodzony); skoro płot został zniszczony, to takie oznaczenie strefy niebezpiecznej właściwie nie odgrywało żadnej roli ochronnej — bo przecież urządzenie stwarzało ponadprzeciętne zagrożenie dla otoczenia.

Nietrafny był też zarzut, iż to rodzice nie upilnowali dziecka: z punktu widzenia oceny przyczynienia się pokrzywdzonego nie ma znaczenia czy można rodzicom zarzucać zaniedbania w nadzorze nad małoletnim (zaniedbania takie mogłyby mieć znaczenie, gdyby to rodzice dochodzili zadośćuczynienia na podst. art. 446 par. 4 kc, ale ich skutki nie mogą obciążać samego małoletniego).

Finalnie należy przyjąć, iż powód przyczynił się do powstałej szkody w stopniu uzasadniającym obniżenie zadośćuczynienia o 25%. Stąd też finalnie SN zmienił zaskarżony wyrok i przyznał powodowi 173,5 tys. złotych zadośćuczynienia.

Tytułem komentarza: mam wrażenie, że wyrok jest nieco niespójny. Skoro bowiem dziecku poniżej 13 roku życia nie można przypisać odpowiedzialności za szkodę, zaś SN wyraźnie stwierdził, iż ekskulpacja w przypadku odpowiedzialności na zasadzie ryzyka możliwa jest wyłącznie w przypadku wyłącznej winy pokrzywdzonego — to nie powinno się brać pod uwagę przyczynienia, nawet w tak drastycznym i oczywistym przypadku naruszenia zasad bezpiecznej zabawy.

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
k3iran
Gość

Dziwna sprawa i dziwny wyrok. Rozumiem 5 latka, który dłubie w gniazdku, ale 12 latek to już, abstrachując od prądu, rozumie, że jak spadnie to się zabije.