Czy klient, którego adwokat zwodził przez 7 lat, może żądać odszkodowania z jego polisy OC?

Czy klient, którego adwokat zwodził przez kilka lat, wskutek czego roszczenia się przedawniły, może żądać naprawienia wyrządzonej w ten sposób szkody? Czy odpowiedzialność ubezpieczyciela z polisy OC adwokata — wszakże sama „główna sprawa” została przegrana — będzie zależała od wykazania, że pozew miałby jakiekolwiek szanse? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 26 września 2018 r., sygn. akt VI ACa 590/18).


odpowiedzialność ubezpieczyciela polisy adwokata

Rzeczywistość ma to do siebie, że czasem diametralnie odbiega od tego co się komu błędnie wydaje. Przekonanie, że zakład energetyczny na pewno będzie płacił za linię średniego czy wysokiego napięcia potrafi sprowadzić na manowce (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Orzeczenie dotyczyło odpowiedzialności ubezpieczyciela z tytułu polisy OC adwokata za szkodę wyrządzoną wskutek nieprawidłowego świadczenia usług pełnomocnika procesowego.

Właściciel działek, przez które przebiegają 3 linie energetyczne, postanowił wystąpić do zakładów energetycznych o odszkodowanie za bezumowne korzystanie z jego nieruchomości. W tym celu (w 2005 r.) skontaktował się z adwokatem, który miał renomę jeśli chodzi o tego typu sprawy. Pełnomocnik wziął dokumentację techniczną i 1 tys. złotych zaliczki, po czym obiecał, że w ciągu 2 tygodni wniesie pozew do sądu; 5 tygodni później adwokat powiedział, że właśnie ma podobną sprawę, więc lepiej poczekać na jej wynik. I tak minęło 7 lat, w ciągu których adwokat zapewniał, że pozew jest już napisany, sprawa się nie przedawni — aż w końcu powiedział, że sam nie wie jak to się stało, ale w międzyczasie nastąpiło zasiedzenie, więc już nic nie da się zrobić (i oddał zaliczkę).
W 2012 r. klient złożył na adwokata skargę do ORA, ale odmówiono wszczęcia postępowania dyscyplinarnego ze względu na przedawnienie przewinienia służbowego; okazało się jednak, że w tym czasie adwokat nie prowadził żadnej innej sprawy przeciwko energetyce.
Finalnie klient wniósł stosowne powództwo przeciwko zakładom energetycznym (o 600 tys. złotych), ale sąd nie uwzględnił jego racji i sprawę oddalono.

Zdaniem nieszczęsnego klienta zaniechanie przy wykonywaniu obowiązków pełnomocnika procesowego skutkowało wyrządzeniem mu szkody wskutek przedawnienia potencjalnego roszczenia, zatem do sądu trafił kolejny pozew — przeciwko ubezpieczycielowi adwokata, o 234 tys. złotych z polisy OC.

Całość roszczeń została prawomocnie oddalona: oddalając roszczenia przeciwko energetyce sąd stwierdził, iż ZE dysponuje tytułem do nieruchomości, zwłaszcza doszło do skutecznego ustanowienia służebności. Skoro więc powód przegrał później, to przegrałby i wcześniej — tymczasem dla przyjęcia odpowiedzialności pełnomocnika prawdopodobieństwo uzyskania korzystnego rozstrzygnięcia powinno być bardzo wysokie — zaś argument, że sądy w tamtym czasie „liberalnie” oceniały podobne powództwa jest nietrafny. Owszem, jedno z praw ZE zasiedziało się dopiero w 2008 r. — ale ponieważ adwokat zeznał, że temat był trudny, nie wiedział nawet jak napisać pozew i do którego sądu go wnieść, to nie ma dowodu, że istniała obiektywna możliwość wniesienia pozwu w ciągu tych 3 lat od złożenia zlecenia.
Mało tego: nawet gdyby adwokat wniósł planowany pozew, nie doszłoby do przerwania biegu terminu zasiedzenia (art. 175 kc). Przerwanie biegu terminu wymaga wniesienia odpowiedniego środka prawnego (art. 123 par. 1 kc), czyli do sądu musiałaby wpłynąć pozew z roszczeniem windykacyjnym (o usunięcie linii energetycznej), podczas gdy udzielone adwokatowi pełnomocnictwo dotyczyło sprawy o zapłatę odszkodowania za bezumowne korzystanie z nieruchomości — w ocenie sądu niewłaściwie określone żądanie nie skutkowałoby przerwaniem zasiedzenia służebności gruntowej (por. uchwała 7 sędziów SN z 26 listopada 2014 r., III CZP 45/14).

Prowadzi to do konkluzji, że w sprawie brak jest związku przyczynowego między zaniechaniem adwokata a zasiedzeniem służebności przez przedsiębiorstwo przesyłowe — do zasiedzenia doszłoby nawet gdyby sprawa od razu trafiła do sądu — zaś pełnomocnik co do zasady nie ponosi odpowiedzialności za wynik sprawy (por. „Czy można przerzucić na adwokata odpowiedzialność za przegrany proces?” oraz „Adwokat odpowiada za przegrany proces klienta tylko jeśli można mu zarzucić brak należytej staranności”).

Odpowiedzialność ubezpieczyciela z polisy OC adwokata wyklucza także rażące niedbalstwo pełnomocnika, który przez 7 lat motał klienta — a klient motać się pozwolił. Owszem, jest pewnego rodzaju rozdźwięk między dyspozycją art. 827 par. 1 kc i art. 9 ust. 2 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych i UFG (który jako lex specialis stoi na przeszkodzie wyłączeniu odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną umyślnie lub w wyniku rażącego niedbalstwa) — ale rozważania te o tyle nie mają znaczenia, że skoro brak adekwatnego związku przyczynowego między zaniechaniem pełnomocnika a powstaniem szkody, to roszczenie jest generalnie bezzasadne.

3
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
sjs
Gość
sjs

Czemu wystąpił przeciwko ubezpieczycielowi, a nie bezpośrednio adwokatowi?