Czy naprawianie większego urządzenia (np. statku) może być przedmiotem umowy o dzieło?

A skoro tydzień temu było o tym, że zdaniem SN redaktor i korektor nie wykonują swoich czynności na umowę o dzieło, bo skutkiem ich pracy nie jest powstanie dzieła, to dziś czas na kilka akapitów o tym, że zdaniem SN pracownik, który naprawia jakieś większe urządzenie (np. statek) też nie pracuje na dzieło — bo przecież literalnie on nie naprawia statku, lecz jego kawałek.


naprawa urządzeń dzieło zlecenie

„Służbowo, na statek” chciałoby się westchnąć, ale warto pamiętać, że w dzisiejszych czasach z umową o dzieło nie poradzi sobie nawet jednostka tak genialna i wszechstronna jak Leonardo da Vinci… (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


wyrok Sądu Najwyższego z 14 listopada 2018 r. (III UK 176/17)
Zlecenie naprawy jednego elementu w wysokospecjalistycznym urządzeniu, stanowiącym system połączonych wzajemnie części w ujęciu fizycznym i funkcjonalnym, nie może być związane z rezultatem w postaci naprawienia maszyny jako całości.

Orzeczenie dotyczyło odwołania od decyzji ZUS, w której uznano, że świadczenie usług przez specjalistów od prac spawalniczych, hydraulicznych i monterskich na rzecz spółki zajmującej się m.in. naprawą i konserwacją statków i łodzi nie jest umową o dzieło — lecz umową zlecenia, która podlega oskładkowaniu.

Praktyka przedsiębiorcy była taka, że jeśli naprawy odbywały się na podstawie dokumentacji technicznej statku, podpisywano umowy o świadczenie usług (ok. 720 umów), zaś jeśli zlecenia wymagały większych umiejętności, a brakowało dokumentacji technicznej — umowę o dzieło (ok. 66 umów). Sporne umowy obejmowały natomiast m.in. „wykonanie systemu rurociągu układu balastowania na statku, stworzenie projektu prac, z wykorzystaniem doświadczenia i posiadanej wiedzy”, „wykonanie instalacji hydraulicznej hamulców zrzutowych przez wykonanie projektu instalacji i planu prac”, „naprawa elementów grodzi zbiornika paliwowego, wykonanie elementów grodzi zbiornika paliwowego na statku”, „wykonanie dodatkowego systemu ssania ze zbiornika wody pitnej systemu przeciwpożarowego i jego zamontowaniu na statku” — wszystkie usługi były świadczone samodzielnie, bezpośrednio na naprawianym statku, bez dokumentacji, bez nadzoru ze strony firmy, w godzinach wybranych przez wykonawców, zwykle akcentowano także „posiadaną wiedzę i doświadczenie” wykonawców.

Sąd prawomocnie oddalił odwołania: nie ma znaczenia jak strony nazywają umowy, liczą się bowiem wyłącznie faktyczne warunki ich wykonywania. Posłużenie się wyrazami „naprawa” czy „wykonanie”, a także wymóg posiadania wiedzy i doświadczenia może sugerować, iż były to umowy o dzieło — ale kluczowe okazała się ocena, że przedmiotem umowy nie by konkretny, zindywidualizowany, możliwy do weryfikacji rezultat, a raczej wykonanie prac, które wymagały dość specyficznych kwalifikacji łączących różne umiejętności, a ponadto nie istnieje możliwość poddania efektów pracy pod kątem osiągnięcia konkretnego, zindywidualizowanego rezultatu — zaś każda z umów dotyczyła pojedynczego elementu, który jest elementem większej całości, co oznacza, że brak jest samoistnego „dzieła”.
Oznacza to, że praca polegała na wykonywaniu powtarzalnych czynności w systemie pracy ciągłej — „remont” i „naprawa” to etap procesu produkcyjnego, co wyklucza ich zindywidualizowany charakter — zaś użycie formuły umowy o dzieło miało na celu wyłącznie uniknięcie obowiązków składkowych — czemu nie może służyć nawet zasada swobody umów.

W skardze kasacyjnej spółka powołała się m.in. na naruszenie zasady ciężaru dowodu, bo to nie spółka miała udowodnić, że wykonywane umowy nie są umowami zlecenia, lecz ZUS powinien udowodnić, że sporne umowy nie były umowami rezultatu.  Co więcej w sprawie błędnie przyjęto, iż powierzenie zadania dotyczącego elementu większego urządzenia wyklucza zakwalifikowanie umowy jako o dzieło.

Sąd Najwyższy nie podzielił żadnego z zarzutów: art. 6 kc odnosi się wyłącznie do etapu odtwarzania faktów, wpływ ciężaru dowodu na subsumpcję ma charakter wtórny. Jeśli jednak określone fakty zostały stwierdzone (udowodnione), to podlegają ocenie z punktu widzenia prawa materialnego, niezależnie od tego, która ze stron przedstawiła dowód — „podciągnięcie” określonej sytuacji pod normę prawną jest już etapem stosowania prawa.

Merytorycznie natomiast SN podkreślił, iż przedmiot umowy o dzieło musi być określony jako rezultat pracy (fizycznej lub umysłowej), materialny lub niematerialny, którego cechy pozwolą uznać go za przedmiot zamówienia  — czyli efekt tej pracy musi być zgodny z zamówieniem, zaś oznaczenie dzieła musi nastąpić już w umowie. Wykonanie dzieła może polegać na wytworzeniu rzeczy, ale też na dokonaniu zmian w rzeczy już istniejącej (naprawieniu, przerobieniu, uzupełnieniu, rozbudowie), zaś wykonawca odpowiada za rezultat.
Umowę zlecenia charakteryzuje natomiast wykonanie określonej czynności (lub szeregu powtarzających się czynności), bez względu na ich rezultat — przyjmujący zlecenie nie ponosi odpowiedzialności za ryzyko wyniku podejmowanej czynności, lecz odpowiada na zasadzie należytej staranności (art. 355 par. 1 kc). Efektem wykonania umowy zlecenia może być także określony rezultat — aczkolwiek ów wynik nie stanowi istotnego elementu umowy (zleceniobiorca nie odpowiada za ten rezultat).

Jednym ze sposobów rozróżnienia umowy o dzieło i umowy zlecenia (o świadczenie usług) jest test dzieła na istnienie wad fizycznych (por. wyrok SN z 3 listopada 2000 r., IV CKN 152/00; wyrok SN z 21 lutego 2017 r., I UK 123/16) — warunkiem możliwości przeprowadzenia takiego testu jest precyzyjne określenie w treści umowy cech i parametrów indywidualizujących dzieło; brak możliwości przeprowadzenia takiego sprawdzianu pozwala na przyjęcie, iż nie jest to umowa, o której mowa w art. 627 kc. Sposób oznaczenia dzieła może mieć charakter dość ogólny, wówczas zostanie ono dookreślone na podstawie wytycznych wskazanych w umowie (lub zwyczajowo lub w sposób wynikający z zasad uczciwego obrotu, art. 56 kc), natomiast przy dziełach bardziej skomplikowanych indywidualizacja przedmiotu umowy o dzieło następuje poprzez bardziej precyzyjny opis rezultatu (techniczny, funkcjonalny, estetyczny, por. wyrok SN z 5 marca 2004 r., I CK 329/03).

Zdaniem SN powierzenie wykonania wycinku większej całości (etapu procesu produkcyjnego) nie prowadzi do powstania nowego, indywidualnie określonego i samoistnego rezultatu. Nie sposób polemizować z tym wskazując, że na statku znajduje się szereg samodzielnych urządzeń, których naprawa może być elementem umowy o dzieło — pogląd ten jest słuszny, acz nie odnosi się do meritum sprawy, ponieważ żadna z umów nie dotyczyła takiego samodzielnego urządzenia. Nie ma też znaczenia, że naprawy miały charakter „twórczy”, bo nie były dokonywane w/g instrukcji, lecz zgodnie z własnym konceptem wykonawcy.
„Nawet dla laika oczywiste jest”, iż naprawienie urządzenia nie polega li tylko na naprawieniu jego poszczególnych elementów — naprawienie maszyny powinno dotyczyć jej całości, bo przecież doprowadzenie do ładu jednego z detali nie gwarantuje sprawności całego urządzenia. A skoro tak, to zlecenie naprawy jednego elementu skomplikowanej maszynerii nie może być traktowane jako nakierowane na osiągnięcie rezultatu w postaci naprawienia maszyny jako całości — zatem „część procesu produkcyjnego, który nie zamyka się stworzeniem i samoistnego rezultatu (poddającego się testowi na istnienie wad) nie może być ujmowana w ramach umowy o dzieło”.

Skoro zatem przywrócenie właściwych parametrów urządzenia przez wykonawców nie mogło doprowadzić do naprawy całego statku — a to dlatego, że naprawa statku zależna była też od innych okoliczności (np. od działań innych osób) — to wykonawcy nie mogli ponosić odpowiedzialności za rezultat swojej pracy, co wyklucza traktowanie zawartych umów jako dzieła. Reguły tej nie sposób podważyć nawet z powołaniem się na zasadę swobody umów, albowiem przepis art. 353(1) kc nie pozwala na takie ukształtowanie treści stosunku prawnego, która byłaby sprzeczna z jego naturą — czyli podstawowym cechom rodzaju umowy.

Zamiast komentarza: to jest bardzo ciekawa koncepcja, zgodnie z którą być może na umowę o dzieło mogłaby liczyć tylko bardzo wszechstronna lecz działająca w pojedynkę jednostka — bo przecież nawet taki Leonardo da Vinci, który wszakże wspierał się szeregiem asystentów i pomagierów, rzadko wykonywał swoje dzieła od A do Z.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

15 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze