Czy odpowiedzialność za komentarze internautów jest tożsama z odpowiedzialnością za naruszenie dóbr osobistych?

Czy odpowiedzialność za komentarze internautów pod tekstem opublikowanym w portalu prasowym, który rzekomo narusza dobra osobiste opisywanego podmiotu, może sprowadzać się do oceny czy treść komentarza narusza dobra osobiste? Czy jednak roszczenie o ochronę dóbr osobistych to jedno, a roszczenia dotyczące wypowiedzi internautów to kompletnie inna bajka? (wyrok Sądu Najwyższego z 24 maja 2019 r., I CSK 231/18).


odpowiedzialność komentarze

To tak jak z tą apteczką z hipermarketu, która trochę kosztuje, a w środku generalnie wozi się powietrze (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Wyrok dotyczył sporu sprzedawcy urządzenia „do terapii zmiennym polem magnetycznym o niskiej częstotliwości”, którego dobra osobiste miały zostać naruszone w opublikowanym w prasie tekście, w którym prowadzoną działalność określono jako „naciąganie” (bo cudowne „urządzenie, które ma pomagać przy ponad 40 dolegliwościach, w pakiecie z biblijnymi ziołami firma sprzedaży bezpośredniej proponuje emerytom za 4,4 tys. zł. Do tego materac z polem magnetycznym za jedyne 590 zł”).
Do sądu trafił pozew, w którym spółka zażądała zaprzestania dalszego naruszenia dóbr osobistych, usunięcia z portalu artykułów i komentarzy, przeprosin oraz 70 tys. złotych zadośćuczynienia.
(Pozostawione w tekście okruszki pozwalają ustalić, że stroną powodową jest spółka Vigget (która rajcuje się w sieci frazą „dać ludziom więcej zdrowia i szczęścia”), stroną pozwaną Agora S.A., zaś spór dotyczył tekstu „Tak naciągają emerytów: cudowne urządzenie i biblijne zioła”).

Sąd I instancji powództwo oddalił: rozpowszechniony artykuł narusza dobra osobiste strony powodowej — ale owo naruszenie nie jest bezprawne, ponieważ publikacja ma na celu obronę uzasadnionego interesu społecznego. Dziennikarz miał na celu zwrócenie uwagi, zwłaszcza osób starszych wiekiem, na różne oferty sprzedaży towarów składane podczas pokazów. Działalność spółki jest legalna, produkt ma deklarację zgodności (ale nie figuruje w rejestrze Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych) — ale legalność prowadzonej działalności gospodarczej nie wyklucza prawa jej oceny pod względem etycznym. Media mają prawo do uzasadnionej i zweryfikowanej krytyki, a dziennikarz zachował należytą staranność — są to okoliczności wyłączające bezprawność w rozumieniu art. 24 par. 1 kc.

Nieco odmiennie rzecz oceniono po apelacji sprzedawcy: owszem, pozwany wydawca nie odpowiada za artykuł — ale należy rozgraniczyć odpowiedzialność wydawcy prasowego za opublikowany artykuł i za bezprawne komentarze w portalu (art. 14 ust. 1 uośude). Powódka w pozwie wskazała dwa takie komentarze i zażądała ich usunięcia (w uzasadnieniu pojawia się tylko „banda (…) i cała masa podobnych naciągaczy może działać i okradać naiwnych ludzi tylko dlatego, że styropianowe rządy po kolei zezwalały i zezwalają na taką złodziejską działalność”) — zaś zwroty „banda oszustów” i „okradać, złodziejska działalność” naruszają renomę spółki — to obowiązkiem usługodawcy było uniemożliwić do nich dostęp (art. 14 ust. 1 uośude).
Z tego względu sąd prawomocnie nakazał zablokowanie dostępu do komentarza (ale nie jego usunięcie, por. wyrok SN z 30 września 2016 r., I CSK 598/15) oraz zamieszczenie przeprosin („za naruszenie jej dóbr osobistych polegającej na odmowie usunięcia obraźliwych komentarzy i tym samym tolerowaniu ich upublicznienia przez znaczny okres”) — ale odmówiono przyznania zadośćuczynienia pieniężnego.

Rozpatrując skargę kasacyjną strony pozwanej Sąd Najwyższy podkreślił, iż różnią się zasad odpowiedzialności wydawcy portalu za artykuł redakcyjny i za komentarze pod tekstem — ale to nie oznacza, że wydawca zawsze ponosi odpowiedzialność za bezprawne treści pochodzące od czytelników.

Sęk w tym, że roszczenia dotyczące artykułu i roszczenia dotyczące tolerowania komentarzy, które naruszają dobra osobiste są roszczeniami oddzielnymi — w pierwszym przypadku pozwany występuje jako wydawca prasowy, w drugim jako podmiot świadczący usługi hostingu — zaś w przypadku kumulacji tego rodzaju sąd powinien odrębnie zbadać podstawę faktyczną w odniesieniu do każdego naruszenia i dokonać odrębnej oceny prawnej. (Z kontekstu tuszę, że SN dostrzegł, iż przed pozwem nie było „wiarygodnej wiadomości” o komentarzach, ani też powód nie wykazał, że portal miał wiedzę o ich bezprawnym charakterze, a nie można do nich przykładać po prostu miary art. 23 i 24 kc.)
Jednakże zamiast tego sąd II instancji ograniczył się wyłącznie do oceny żądań dotyczących opublikowanego artykułu — ale nie badając istoty sporu o komentarze (czyli owego zgłoszenia) uwzględnił żądanie ich dotyczące.

Taki zarzut dowodzi, iż sąd nie zbadał istoty sprawy, zaś naruszenie art. 386 par. 4 kpc, które może mieć istotny wpływ na wynik sprawy, musi skutkować uchyleniem zaskarżonego wyroku i zwrotem do ponownego rozpoznania.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze