Alexandra Richie, „Warszawa 1944. Tragiczne powstanie” (recenzja)

My, Polacy, jesteśmy takim narodem, który lubi zwycięstwa, nawet jeśli odnosimy je za cenę porażek — a jeśli sukcesu nie będzie nawet za tak wysoką cenę, to uznamy choćby porażkę za wybitne osiągnięcie. Czysto teoretyzując (za młody jestem, za głupi) zasada ta pasuje mi także do Powstania Warszawskiego, którego historii — przyczynom, przebiegowi, skutkom — swą książkę „Warszawa 1944. Tragiczne powstanie” poświęciła Alexandra Richie.


 Richie Warszawa 1944 Tragiczne powstanie recenzja

Alexandra Richie, „Warszawa 1944. Tragiczne powstanie”, tłum. Zofia Kunert, wydawnictwo W.A.B., na papierze 750 stron


Na początek godzi się ćwierć akapitu poświęcić osobie autorki: Alexandra Richie jest historyczką, prywatnie żoną Władysława Teofila Bartoszewskiego, co w naszych warunkach oznacza, że prawo do osobistego stosunku do opisywanych wydarzeń mogła mieć — i z prawa tego niewątpliwie skorzystała. Być może eksperci traktują osobisty stosunek do przedmiotu badań jako zarzut (badacz powinien być obiektywny, subiektywizm może wypaczać obraz rzeczy) — ale skoro rok temu oddaliśmy głos żołnierzowi Wehrmachtu, to dlaczego nie pozwolić się wypowiedzieć komuś całkiem innemu? (Tak czy inaczej momentami w książce brakowało mi nieco swady, ale w przypadku tłumaczeń nigdy nie wiem na ile to efekt przełożenia z języka oryginału na polszczyznę.)

Przechodząc natomiast do konkretów, z tej ciekawej i oczywiście doskonale udokumentowanej książki dowiadujemy się m.in.:

  • o tym, że decyzja o wznieceniu Powstania była oczywistym błędem, o czym oczywiście musieli wiedzieć główni decydenci — ‚Bór” Komorowski dał się podpuścić „Monterowi”, wbrew przyniesionym przez Iranka-Osmeckiego ostrzeżeniom wywiadu AK, wbrew planom akcji „Burza”, która nie miała obejmować dużych miast (stąd też do ostatniej chwili z Warszawy broń wywożono), wbrew najświeższym doświadczeniom ze „współpracy” z Armią Czerwoną, etc. — właściwie jedynym argumentem za był wybuch chwilowej paniki hitlerowców, którzy wiali pod naporem ofensywy Bagration;
  • o tym, że nieistniejące plany opracowane przez „Montera” obejmowały zadania, które były obiektywnie niewykonalne — frontalny atak na dzielnicę policyjną (koszary, bunkry, siedzibę gestapo — wszystko bronione nawet przez czołgi), w dodatku podjęty w najgorszym możliwym momencie (spiskowcy zwykle atakują nad ranem, nie o 17.00);
  • o tym, że los powstańców chyba nie mógł być inny, po tym jak — wskutek nieudanego zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 r. — praktyczne kierownictwo machiną wojenną objął Himmler, który z jednej strony na wojaczce się nie znał (nie tylko nigdy nie dowodził choćby plutonem, ale przecież w ogóle nie był żołnierzem), ale podporą byli dlań bandyci pokroju von dem Bach-Zelewskiego, Dirlewangera, Bronisława Kamińskiego…
  • o tym, że Dirlewangera — jednego z czołowych zbrodniarzy, na którego Reinefarth postawił w momencie, kiedy trzeba było szybko i zdecydowanie zdusić powstanie — za zbrodniarza i zwyrodnialca (głównie po „wyczynach” na Białorusi) mieli nawet jego Kameraden i Parteigenossen, a zwłaszcza ci, którzy twierdzili, że w walce ze Stalinem trzeba podeprzeć się nienawidzącą bolszewików ludnością;
  • kryminalistów Dirlewangera i RONA Kamińskiego użyto głównie dlatego, że rozbity Wehrmacht bał się walk ulicznych („drugi Stalingrad”) — nieliczące się z niczym dzikie bandy skuszone zostały tylko wizją bezkarnych mordów, gwałtów i grabieży (co dość zaskakujące Bronisław Kamiński za niesubordynację swoich ludzi został przez Niemców stracony tuż po kapitulacji Powstania);
  • niezwykle plastycznych i sugestywnych — bo opartych na zapiskach bezpośrednich świadków — opisów rzezi Woli, masakry Ochoty, późniejszych wydarzeń na Mokotowie, Starym Mieście i Śródmieściu — pozwolę sobie oszczędzić, ciekawe natomiast są uwagi pozwalające przypuszczać, że nieco lepszy los ludności (oraz zgoda na wyjście oddziałów AK) po kapitulacji był efektem kalkulacji Himmlera, który w tym samym czasie powoływał Volkssturm — którego bojownikom chciał zagwarantować uprawnienia kombatantów wynikające z konwencji regulujących prawa wojny (które rzeczywiście pozwalają na dość surowe traktowanie uzbrojonych cywili);
  • autorka — my takie stwierdzenia kochamy — nazywa Powstanie Warszawskie „pierwszą bitwą zimnej wojny”. Decyzja Stalina o braku wsparcia dla Warszawy (nawet jeśli wynikająca z obiektywnych uwarunkowań strategicznych, to jednak nic nie stało na przeszkodzie choćby użyciu lotnictwa, nie mówiąc o pozwoleniu aliantom na korzystanie z radzieckich lotnisk) w zamyśle Niemców miała poróżnić Polaków i Brytyjczyków z Sowietami, dzięki czemu linia Wisły miała być końcowym etapem cofania się ich wojsk — od tego miejsca wspólnie prowadząc walkę z bolszewicką nawałą;
  • (wsparciu temu raczej nie pomógł sam Mikołajczyk, który 3 sierpnia spotkał się osobiście ze Stalinem, aby zakomunikować mu, że jego rząd zamierza wrócić do Warszawy zaraz po opróżnieniu jej z Niemców — jakby na to nie patrzeć Stalin nie miał motywacji do ułatwiania życia Londyńczykom);
  • ciekawa jest też informacja, że ustalenia von dem Bacha-Zelewskiego z „Borem” Komorowskim mogłyby być odrzucone, gdyby nie to, że jego adiutant dowiedział się, że dowódcą AK jest jego uwielbiany rywal z Olimpiady ’36 — więc mimo początkowej niechęci załatwił zgodę Hitlera (ten adiutant, H. Fegelein, niedoszły szwagier Führera, skądinąd sam marnie skończył).

Słowem: ciężki temat, dramaty ludzkie nie do wyobrażenia — natomiast na pewno warto przeczytać (jeśli nie „Warszawa 1944” to jakąś inną książkę poświęconą Powstaniu) — bo jak człowiek jest mądry, to czyta książki i się dowiaduje, a im więcej się dowie, tym prędzej zrozumie, że robienie zadym i ciskanie kamieniami przez to, że ktoś inny myśli coś innego o rzeczach nam miłych lub ważnych (ale w gruncie rzeczy bardzo często nieistotnych) do niczego nie prowadzi — bo przecież SA też zaczynało od kamieni…

14
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
11 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
mmm777
Gość
mmm777

“że rozbity Wehrmacht bał się walk ulicznych”
.
Nie, nie dlatego. Dlatego, że nie ma sensu używać regularnego wojska do walki do walki z nieregularnym.
Z takimi poradzą sobie różne ‚odpadki’, tanie i zużywalne, a nie nadające się do walki z regularnym wojskiem.
Kiedy użyto WH, to poradził sobie z powstańcami sprawnie i szybko.

b52t
Gość
b52t

Zupełnie na marginesie: autorka napisała też „biografię” Berlina. Jako zupełną ciekawostkę – kuriozum, wydano w PL jedynie tom I, który można kupić w składach taniej książki, a t. II nie było i, chyba, nie będzie.

mmm777
Gość
mmm777