„Pomocnik historyczny POLITYKI”, „Dzieje Śląska — czyli historia na pograniczu” — z ziemi obcej do Polski?

Zdarza mi się, nieczęsto, ale niektórzy mogli to słyszeć, przedstawiać jako Wielki Książę Śląsko-Litewski. Lubię ten żart, bo oddaje dwoistość mojej duszy — żubra wileńskiego żywcem przeniesionego w piaskowcem pachnące śląskie okolice, wprost z niedźwiedziowych borów ;-)
Stąd też rzuciłem się jak ten żubr na żubrówkę na kolejny „Pomocnik historyczny POLITYKI” — tym razem poświęcony mojej przybranej małej ojczyźnie — „Dzieje Śląska — czyli historia na pograniczu”.


Dzieje Śląska pomocnik historyczny Polityki recenzja

Pomocnik Historyczny POLITYKI — „Dzieje Śląska — czyli historia na pograniczu”, na papierze 140 stron, bo i wyjątkowo przeczytane na papierze (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Zacznę od pełnej partykularyzmu dygresji: częściej nawet niż wielkoksiążęcym bon-motem rzucam innym tekstem; otóż zapytany skąd jestem? czasem odpowiadam: „ze stolicy Śląska”, aby — pogłębiając konsternację lub cokolwiek — dorzucić — „czyli z Wrocławia”. Ano właśnie, bo przecież jakkolwiek patrzeć na Śląsk, to jego głównym ośrodkiem zawsze było miasto, które w zależności od powiewów historii mogło nosić różną nazwę (Wrotizla, Wretslaw, Presslaw, Bresslau, Breslau, Wrocław) — stąd dzisiejszy obyczaj przypisywania prawa do śląskości tylko i wyłącznie wschodnim rubieżom (bo powstania; i dodawania przymiotnika „Dolny” ziemiom wokół Wrocławia i przylegającym do Sudetów) nieco mnie rozsierdza.
(Pewnie z tego samego powodu rozumiem Czechów, którzy zawsze zwracali uwagę, że nie ma takiego państwa jak Czechy — a zwłaszcza rozumiem Morawian.)

Jeśli ktoś uwielbia takie dyrdymałki — „Dzieje Śląska” są właśnie dla niego! Ja uwielbiam np. takie mapki jak ta, która pokazuje podział Śląska w I połowie XIV wieku — od Krosna Odrzańskiego, przez Głogów, Lwówek, Milicz i Nysę, aż do Opawy, Siewierza i Oświęcimia (ale bez Kotliny Kłodzkiej, no i bez Łużyc rzecz jasna). Albo tę, która pokazuje Śląsk na mapie naszego kawałka Europy — dziś w olbrzymiej części w Polsce, ale przecież właśnie z solidnym kęsem — Opavské Slezsko — u naszych południowych sąsiadów (ślady historycznej granicy Śląska można znaleźć np. w Jesenikach).
Albo opowieści o wojnach, które najmożniejsi toczyli o ten wcale nie taki bagatelny skrawek ziemi: najpierw „Polacy” (po tym jak już wydarli Śląsk epigonom Państwa Wielkomorawskiego) z „Czechami”, później ze Świętym Cesarstwem Rzymskim, później — jak już Królestwo Czech położyło swą łapę — jak się rzezali Husyci i taboryci z katolikami, etc., etc., poprzez kolejny epizod pośrednio wiążący Śląsk z Polską (a to poprzez osobę wnuka Jagiełly, który było nie było królem czeskim był) i tak aż do wojen śląskich, etc., etc.

Nie będę streszczał lub opisywał poszczególnych tekstów — jest tu ich cała masa, a jeden ciekawszy od drugiego — niemniej dodam, że redaktorom wydania udało się ułożyć całkiem ciekawą, przekrojową acz przystępnie sformułowaną opowieść o historii onego Śląska — o jego społecznej i religijnej mozaice (skąd kościół waloński we Wrocławiu? skąd świątynia Wang w Karpaczu?), o ostatnich Piastach (którzy nawet jeśli nie byli całkowicie Polakami, to z pewnością nie byli też całkowicie Niemcami), o węglu (który był potrzebny, bo trzeba było czymś napędzać huty żelaza), o największym w Europie ośrodku tkactwa (Bielawa-Dzierżoniów-Pieszyce — stąd i powstanie 1844 r.).
A my tylko: Edward Gierek — wojewoda Ziętek — górnictwo — zasyfienie.

Warto czytać, żeby sobie we głowach wszystko należycie poukładać — dlatego też „Dzieje Śląska” zdecydowanie polecam uwadze P.T. Czytelników :-)

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o