Czy wprowadzenie w błąd co do warunków kredytu może skutkować nieważnością umowy?

Czy wprowadzenie kredytobiorcy w błąd co do warunków kredytu — przedstawienie kredytu indeksowanego do CHF jako tańszego od złotówkowego, podanie nieprawdziwej RSSO, nierzetelna informacja o ryzyku walutowym — może skutkować podważeniem całej umowy jako nieważnej? Czy jednak sąd powinien oceniać umowę taką, jaką klient zawarł z klientem, nie bacząc na składane w toku negocjacji zapewnienia?

wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 31 stycznia 2019 r. (I ACa 7/18)
Badaniu po kątem sprzeczności umowy z zasadami współżycia społecznego podlega nie tylko treść i cel umowy, ale także znaczenie mają okoliczności, które doprowadziły do zawarcia umowy.

Sprawa zaczęła się w 2007 r. od tego, że małżeństwo, które odłożyło trochę pieniędzy, chciało zainwestować swoje oszczędności, poszło do banku, gdzie trafiło na rozmowę z doradcą pracującym w spółce powiązanej z bankiem (pośrednik, który „prowadzi działalność gospodarczą polegającą m.in. na pośrednictwie pieniężnym, działalności maklerskiej związanej z rynkiem papierów wartościowych i towarów giełdowych, działalności agentów i brokerów ubezpieczeniowych”). Człek ten zarysował im świetlaną przyszłość: po co wpłacać pieniądze do banku na 6%, skoro zwrot z kapitału po zakupie produktów pośrednika wynosić będzie 20-30%? Uradowani klienci za taką poradą podpisali umowy Ubezpieczenia na Życie z Ubezpieczeniowym Funduszem Kapitałowym i wpłacili po 1,5 mln złotych.
Rychło małżeństwo poszło za ciosem i postanowiło pożyczyć 2,1 mln złotych na 3 lata, na zakup jednostek uczestnictwa TFI.  Ze względu na koszty takiego kredytu bank zaproponował kredyt indeksowany do kursu CHF, klientów o ryzyku walutowym (pokazując symulację jak dla kredytu na 200 tys. złotych na 30 lat (sic!)), dla pewności doradca oszukał ich co do kosztów kredytu — udzielona kwota (po spreadzie w wysokości 4,55% i za prowizją 4,5%) została przeliczona 940 tys. CHF.

Dwa miesiące później wartość jednostek uczestnictwa zaczęła spadać, więc bank wezwał kredytobiorców do uzupełnienia zabezpieczenia kredytu. Trochę później podpisano aneks, w myśl którego okres kredytowania został nieco wydłużony (za kolejną prowizją w wysokości 5,45% salda na dzień zawarcia umowy), a następnym aneksem (z czerwca 2011 r.) zmieniono rodzaj kredytu z indeksowanego do CHF na kredyt walutowy w CHF (za kolejną drobną prowizją w wysokości 0,5% salda). Po tej czynności saldo kredytu wynosiło 1,009 mln CHF — dzień później bank jednostronnie podwyższył oprocentowanie o 2 p.p.
W 2013 r. przyszedł czas spłaty kredytu, na co małżeństwa już nie było stać, więc zaczęto rozmawiać o możliwości jego restrukturyzacji (klienci nie zgodzili się na zaproponowane warunki) — do połowy roku spłacili tylko 703 tys. złotych, więc bank sprzedał jednostki TFI i polisolokaty (za łączną kwotę ok. 3,3 mln złotych) — a brakujące 61 tys. CHF spłacili do końca roku…

…aby kwartał później wezwać pośrednika do zwrotu 4,8 mln złotych tytułem odszkodowania — a następnie skierować pozew, domagając się zapłaty 2,1 mln złotych tytułem bezpodstawnego wzbogacenia. Odpowiedzialność strony pozwanej miała wynikać z tego, że umowy były sprzeczne z prawem i zasadami współżycia społecznego oraz najeżone klauzulami abuzywnymi — co skutkowało jej nieważnością. Ponadto powodowie zażądali po 20 tys. złotych odszkodowania za niewłaściwe wykonanie umowy doradczej — bo ponieśli stratę na funduszach.

Sąd prawomocnie uwzględnił powództwo w przeważającej części: bank udzielił kredytu w kwocie 2,1 mln złotych, kredyt został uruchomiony w walucie polskiej, zaś przeliczenie na CHF miało na celu wyłącznie możliwość zastosowania korzystniejszych stóp procentowych. Taka klauzula indeksacyjna skutkuje ryzykiem, iż kwota do spłaty może być znacznie wyższa, niż kwota samego otrzymanego kapitału — przez to klient w żaden sposób nie może określić jaką kwotę właściwie musi spłacić. Zaproponowany przez bank kredyt w CHF był rekomendowany jako alternatywa dla droższego produktu w złotówkach, jednak z wyliczeń wynika, że była to nieprawda nawet zakładając niezmienność kursu waluty — a przecież dodatkowo kredyt obarczony był ryzykiem walutowym. Bank okłamał też klientów co do kosztu kredytu: zgodnie z umową RSSO wynosiło 5,87%, podczas gdy biegły wyliczył jego wartość na 9% (nawet gdyby mieli oddawać tylko pożyczony kapitał, wyniosłoby ono 6,54%).
Bezzasadne były przy tym argumenty banku, że zawarcie w czerwcu 2011 r. oznaczało uznanie długu lub jego nowację — zmiana waluty kredytu i sposobu spłaty nie oznacza zawarcia nowej umowy i powstania nowego zobowiązania w miejsce umorzonego (por. wyrok SN z 1 grudnia 2017 r., I CSK 101/17). Przyczyną aneksu było wyłącznie ryzyko znacznej straty finansowej po wypowiedzeniu kredytu — jeśli bank uważał, że skutkiem jest też nowacja, to powinien to literalnie wpisać w treści aneksu, bo takiego zamiaru stron nie można domniemywać (art. 506 par. 2 kc).

Sumarycznie oznacza to, że zawarta umowa była dla kredytobiorców skrajnie niekorzystna, albowiem nakładała na nich nieograniczone ryzyko związane z kursem franka szwajcarskiego, nie zapewniając np. korzystnych warunków (kosztu) spłaty — a przecież bank (chociaż nie jest instytucją zaufania publicznego, jak stwierdził sąd odwoławczy) powinien działać nie tylko w interesie własnym, ale też z uwzględnieniem interesu klientów, w tym rzetelnie informować o wszystkich okolicznościach umow (por. wyrok SN z 9 listopada 2017 r., I CSK 53/17).
Bank nie wywiązał się z obowiązku udzielenia rzetelnych i kompletnych informacji, które umożliwiałyby podjęcie świadomej i racjonalnej decyzji — taki sposób zawarcia umowy jest sprzeczny z zasadami współżycia społecznego (uczciwości, lojalności, równości stron) — skoro zatem bank dopuścił się wprowadzenia kredytobiorcy w błąd co do warunków kredytu, to skutkiem takiego działania jest nieważność całej umowy
 (art. 58 par. 2 kc). Sprzeczność z zasadami współżycia społecznego polegać może także na naruszeniu sprawiedliwości kontaktowej, równomiernego rozkładu uprawnień i obowiązków, korzyści i ciężarów, szans i ryzyk związanych z umową, zwłaszcza wówczas gdy do zawarcia umowy doszło bez świadomej i rozważnie podjętej decyzji, lecz strona polegała presji, a kontrahent wykorzystał jej brak wiedzy ekonomicznej. Zasady współżycia społecznego są jedną z przesłanek limitujących zasadę swobody umów, konstrukcja ta pozwala na moralną ocenę nie tylko samej treści czynności prawnej, ale też trybu i okoliczności zawarcia umowy.

Konsekwencją stwierdzenia nieważności umowy kredytowej jest uznanie spełnionego przez kredytobiorcę świadczenia za nienależne (art. 410 par. 2 kc) — skoro więc dostali 2,1 mln złotych, a na poczet spłaty odsetek wpłacili 703 tys. złotych i jeszcze później 217 tys. złotych tytułem kapitału, zaś po sprzedaży jednostek bank odzyskał 3,3 mln złotych — to owo nienależne świadczenie wynosi 2,161 mln złotych.

Nieważność umowy skutkuje bezprzedmiotowością badania, czy zastosowana przez bank klauzula indeksacyjna stanowiła niedozwolone postanowienie umowne — a strona pozwana nie może skutecznie apelować od takiego zaniechania wskazując, iż uznawszy, że nie było abuzywności, być może powództwo zostałoby oddalone.

Odmówiono natomiast przyznania odszkodowań za rzekome błędy w świadczeniu usług doradczych: przyczyną straty na funduszach była inwestycja w ryzykowne instrumenty i zamiar uzyskania zysku w obiecywanej wysokości 20% zamiast 6% z lokaty. Powodowie wiedzieli ile mogą zarobić na lokacie bankowej, zatem chociaż to doradca zaproponował im inwestycję w TFI, decyzja o zakupie jednostek była ich własną decyzją. Żaden przepis nie nakładał obowiązku informowania o ryzyku straty, nie można zatem pozwanej przypisać odpowiedzialności za brak takiej informacji; bank nie ponosi także odpowiedzialności za skutki niższych niż oczekiwane notowań funduszy — wyłączne ryzyko obciążało powodów (podobnie jak wyłączny zysk byłby ich zyskiem).

Dodaj komentarz

avatar

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
Powiadom o