Czy sprzedający cudzą (kradzioną) rzecz ponosi odpowiedzialność za jej wadę prawną?

A teraz coś z całkiem innej beczki: jak wygląda odpowiedzialność za sprzedaż cudzej rzeczy, która została skradziona, czego sprzedający nie wiedział? Czy można wówczas mówić o wadzie prawnej? Czy taka umowa może być traktowana jako ważna? A na marginesie: czy powództwo powinno być oddalone jeśli powód określił żądanie jako wynikające z pośrednictwa, a sądy obu instancji zastosowały inną podstawę prawną?


odpowiedzialność sprzedaż cudzej rzeczy

Sprzedający pojazd należący do innej osoby ponosi odpowiedzialność za sprzedaż cudzej rzeczy jak za niewykonanie umowy (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z 5 kwietnia 2019 r. (I ACa 744/18)
W umowie sprzedaży sprzedawca zobowiązuje się do przeniesienia własności rzeczy na kupującego, jest to zatem jego zobowiązanie główne. Zgodnie z art. 155 § 1 kc — przy braku odmiennych zastrzeżeń stron — własność rzeczy oznaczonej co do tożsamości przechodzi na kupującego mocą samej umowy sprzedaży. Nie dochodzi jednak do tego wówczas, gdy w chwili zawarcia tej umowy rzecz sprzedana stanowi własność osoby trzeciej (zgodnie z art. 140 zd. 2 kc przenieść własność może tylko właściciel rzeczy albo osoba upoważniona do działania w jego imieniu albo na jego rachunek). Zawarta w takich okolicznościach umowa sprzedaży jest ważna, co oznacza, iż jej mocą sprzedawca jest zobowiązany przenieść własność na kupującego oraz odpowiada za wadę prawną rzeczy sprzedanej.

Sprawa dotyczyła odpowiedzialności prywatnego importera używanego, przywiezionego z Wielkiej Brytanii ciągnika, który okazał się pochodzić z kradzieży — za wyrządzoną w ten sposób szkodę.

Powód znalazł ogłoszenie o sprzedaży traktora w internecie, maszyna mu odpowiadała (zwłaszcza, że sprzedający go pisemnie zapewnił, że jej stan techniczny i legalność są OK), zatem postanowił go kupić. W tym momencie pozwany powiedział, że formalnie nie jest właścicielem pojazdu, bo ze względów podatkowych go nie kupił — ale ma przy sobie umowę in blanco podpisaną przez poprzedniego właściciela, więc właściwie wystarczy dopisać kupującego i będzie OK. Cenę sprzedaży ciągnika określono na 10 tys. funtów szterlingów, jednak kupujący uiścił 83 tys. złotych (reszta stanowiła prowizję „pośrednika”). Kupujący przewiózł ciągnik na lawecie, zarejestrował go i opłacił polisę OC — ale dwa miesiące później wpadła policja i zajęła maszynę jako pochodzącą z kradzieży.

Zdaniem kupującego (który w tzw. międzyczasie został prawomocnie uznany winnym przestępstwa fałszowania umowy celem zarejestrowania pojazdu) taki obrót spraw oznaczał, że towar miał wadę prawną, zatem odstąpił od umowy zawartej ze sprzedającym, zaś powołując się na odrębne oświadczenie ściągającego pojazdu (o odpowiedzialności za legalność i stan techniczny) zażądał od pozwanego jako pośrednika zwrotu zapłaconej ceny oraz prowizji pośrednika, a także innych związanych kosztów (m.in. lawety, tłumaczenia papierów, ubezpieczenia OC, przeglądu, opłaty za przerejestrowanie).
Pozwany był zdania wprost przeciwnego: roszczenia są całkowicie bezzasadne, o czym świadczy fakt, że transakcja była przedmiotem postępowania karnego, on sam był współoskarżonym z powodem — ale skazując kupującego sąd go uniewinnił od zarzutów z art. 270 par. 2 kk (wyrok SO w Białymstoku z 3 lipca 2018 r., VIII Ka 348/18). Sąd cywilny jest związany orzeczeniem sądu karnego, musi zatem wziąć pod uwagę, że nie można go czynić odpowiedzialnym za czyn, co do którego został uniewinniony. Cała afera była tylko wynikiem niedopatrzenia, za które żadnej winy nie ponosi, bo nie prowadzi działalności gospodarczej w zakresie stałego pośrednictwa w sprowadzaniu pojazdów — o tym, że sprzęt jest trefny wszyscy dowiedzieli się dopiero „w efekcie prowadzonego na szeroką skalę postępowania”. Co więcej powód jest właścicielem spornego ciągnika, przez co w ogóle nie można mówić o jakiejkolwiek szkodzie.

Sąd I instancji zauważył, że roszczenia powoda oparte są na koncepcji, iż strony wiązała umowa pośrednictwa, a pozwany zobowiązał się do pośredniczenia w kupnie ciągnika rolniczego sprowadzanego z Anglii. Jednak zdaniem sądu nie można mówić o żadnym pośrednictwie, ponieważ powód nie zlecał pozwanemu zakupu maszyny — pozwany kupił sprzęt za swoje, wystawił ogłoszenie w internecie, na ogłoszenie odpowiedział kupujący, zatem była to umowa sprzedaży.

Jednak całość okoliczności sprawy wskazuje, że sprzedany ciągnik okazał się obarczony wadą prawną (art. 556(3) kc): w postępowaniu karnym wykazano, iż traktor pochodził z kradzieży, a pozwany podrobił umowę sprzedaży (sam wypełnił wcześniej podpisany blankiet umowy), zaś dane pojazdu nie zgadzały się z danymi z dokumentów. Pozwany został uniewinniony, ponieważ sąd doszedł do wniosku, że skoro firma wpisana jako sprzedający nigdy nie była właścicielem ciągnika, a także nie wiadomo kto podrobił podpis jej prezesa, to „nie sposób rozważać, a tym bardziej ocenić” czy jego działania były podjęte wbrew woli i na szkodę firmy wpisanej jako sprzedawca.
W takim przypadku kupujący był uprawniony do odstąpienia od umowy sprzedaży (art. 560 par. 1 kc), a także mógł żądać naprawienia wyrządzonej w ten sposób szkody, nawet jeśli powstała ona wskutek okoliczności, za które sprzedawca nie ponosi odpowiedzialności. W przypadku wady prawnej obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody obejmuje m.in. koszty zawarcia umowy, koszty odebrania, przewozu, przechowania i ubezpieczenia rzeczy oraz zwrotu dokonanych nakładów (art. 574 par. 1 kc); w sprawie przełożyło się to na 83 tys. złotych tytułem ceny pojazdu, 400 złotych za przewóz ciągnika lawetą, 200 złotych podatku, 62 złotych za obowiązkowe badania techniczne, 50 złotych za ubezpieczenie, i opłata za przerejestrowanie pojazdu w kwocie 123 złotych — ale odmówiono nakazania zwrotu 500 złotych na przegląd z wymianą płynów eksploatacyjnych (bo powód poniósłby te wydatki także w przypadku nabycia legalnego traktora), a także kosztów tłumaczenia dokumentów (tu ze względu na brak dowodu ich poniesienia).

W apelacji pozwany powołał się na zakaz orzekania ponad żądanie powoda (art. 321 kpc): skoro kupujący jako podstawę roszczenia wskazał rzekome pośrednictwo, to sąd, który stwierdził, że o pośrednictwie nie może być mowy, nie miał prawa uwzględnić powództwa na podstawie przepisów o rękojmi za wady prawne sprzedanej rzeczy.

Sąd odwoławczy nie podzielił tego stanowiska. Zakaz wyrokowania co do przedmiotu nie objętego żądaniem pozwu oraz zasądzania ponad żądanie oznacza niedopuszczalność orzekania na innej podstawie faktycznej, niż przywołana przez powoda w pozwie (art. 187 par. 1 kpc). Jednak powód nie ma obowiązku określić podstawy prawnej swoich roszczeń, a jego argumentacja prawna nie jest wiążąca dla sądu, nawet jeśli powód jest reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika. Skoro zatem powód żądał określonej kwoty, powołując się na niewykonanie umowy pośrednictwa, a sąd doszedł do wniosku, iż kwota ta mu się należy, jednak ze względu na wadę prawną sprzedanego pojazdu, uwzględnienie roszczenia nie oznacza naruszenia procedury.

Niezależnie od tego zdaniem sądu II instancji i taka ocena prawna jest błędna. Wszakże kupujący, który dowiedział się, że kupił kradziony ciągnik, złożył dwa oświadczenia: w pierwszym odstąpił od umowy sprzedaży zawartej z rzekomym sprzedawcą (i zażądał zwrotu 10 tys. funtów), w drugim natomiast zażądał od rzekomego pośrednika odszkodowania z tytułu wady prawnej nabytego traktora. Tymczasem wezwania do zwrotu zapłaconej ceny (w postaci odszkodowania) nie można utożsamiać z odstąpieniem od umowy sprzedaży, zwłaszcza, że treść oświadczenia złożonego pozwanemu nie obejmowała odstąpienia od umowy.
W takim przypadku odpowiedzialność oszusta wynika z przepisów o niewykonaniu zobowiązań (art. 471 kc): treścią umowy sprzedaży jest przeniesienie własności rzeczy (z mocy samej umowy, art. 155 par. 1 kc); co do zasady rzecz może być sprzedana wyłącznie przez właściciela (art. 140 zd. 2 kc), chyba że upoważnił inną osobę do działania w jego imieniu lub na jego rachunek. Doktryna i orzecznictwo są jednak zgodne: taka umowa sprzedaży jest ważna, zatem sprzedający jest zobowiązany przenieść własność umówionej rzeczy na kupującego i odpowiada za wadę prawną sprzedanej rzeczy (por. wyrok SN z 20 listopada 2009 r., III CSK 56/09) — zaś niewykonanie umowy sprzedaży rodzi po stronie sprzedającego odpowiedzialność odszkodowawczą.

Oznacza to, że powództwo należało uwzględnić, aczkolwiek z powołaniem się na inną podstawę prawną. Nie ma bowiem znaczenia czy ciągnik był kradziony czy nie, liczy się to, że sprzedający nie był jego właścicielem i nie był przez właściciela uprawniony do sprzedaży — jego odpowiedzialność za sprzedaż cudzej rzeczy wynika z ogólnych reguł odpowiedzialności za niewykonanie zobowiązania, przeto musi zwrócić kupującemu wskazaną kwotę jako odszkodowanie za niewykonanie umowy sprzedaży.

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
RYBY
Gość
RYBY

Dziwię się, że ciągle wielu ludzi godzi się na taki proceder kupna samochodu u handlarza.
Jak można dać się wpisać w umowę ze stroną (zwłaszcza zagraniczną), której się nie widziało na oczy?