Czy bezpodstawny wpis dłużnika do rejestru dłużników bankowości stanowi naruszenie dóbr osobistych?

Czy wpis nieistniejącego długu do bankowego rejestru dłużników i odmowa kredytu jako niesolidnemu klientowi może być traktowana jako naruszenie dóbr osobistych? Czy naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych przesądza o tym, że doszło do naruszenia dóbr osobistych ex-klienta banku? W świetle omawianego dziś na tutejszych łamach orzeczenia te na pozór oczywiste pytania nie wydają się już tak oczywiste (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 5 czerwca 2019 r., VI ACa 13/18).


wpis nieistniejącego długu rejestru odmowa kredytu

Odmowa wydania karty kredytowej ze względu na wpis nieistniejącego długu do rejestru niesolidnych klientów nie może być traktowane jako źródło naruszenia dóbr osobistych (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Spór dotyczył przetwarzania przez bank danych osobowych byłego klienta (posiadacza karty kredytowej), którego rachunek kredytowy został zamknięty w 2009 r., co jednak nie przeszkodziło bankowi we wpisaniu go dwa lata później do rejestru niesolidnych dłużników (Centralna Baza Danych — Bankowy Rejestr ZBP). Dane związane z nieistniejącym kredytem zostały następnie przekazane do BIK, o czym mężczyzna — który podpisując umowę nie zgodził się na przetwarzanie swych danych osobowych po wygaśnięciu zobowiązania — dowiedział się dopiero po tym jak wielokrotnie odmówiono mu wydania kolejnej karty kredytowej. Dowiedziawszy się jakie są przyczyny odmów ex-klient próbował wyjaśniać sprawę w banku, który jednak odpowiedział mu, że chodzi o niespłacony kredyt, że w 2010 r. wysłano doń pisma ze stosowną informacją (ta korespondencja nie została do powoda doręczona).
W 2014 r. skarga na przetwarzanie danych osobowych przez bank trafiła do GIODO (22 miesiące później GIODO nakazał bankowi wypełnić obowiązek informacyjny w zakresie przetwarzanych danych), rok później mężczyzna wezwał bank do usunięcia wpisu w rejestrze — finalnie bank usunął dane i przeprosił klienta — zatem mężczyzna przesłał wezwanie do zapłaty 38 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia za bezprawne umieszczenie jego danych na czarnej liście (w odpowiedzi bank zaproponował okrągłe 2 tys. złotych, ale ex-klient odmówił przyjęcia takiej kwoty jako zbyt niskiej).

Zdaniem mężczyzny wpis danych o nieistniejącym długu do rejestru niesolidnych dłużników bankowych naruszał jego dobra osobiste w postaci dobrego imienia, godności i prawa do prywatności, przeto do sądu wpłynął pozew, w którym zażądał on 28 tys. złotych tytułem zadośćuczynienia i dodatkowo 10 tys. złotych na organizację społeczną, a także trwałego usunięcia swych danych osobowych ze zbiorów banku.

Sąd I instancji częściowo uwzględnił żądania i zasądził na rzecz powoda zadośćuczynienie w wysokości 10 tys. złotych. Wpisanie przez bank danych rzekomego dłużnika do rejestru naruszyło jego dobre imię i godność — działanie to miało charakter bezprawny i zawiniony. Wpis doprowadził nie tylko do tego, że powód nie mógł wziąć innego kredytu, ale też żona podejrzewała go o ukrywanie długów (zaś on sam obawiał się egzekucji komorniczej lub tego, że ktoś mógł skraść jego tożsamość). Ograniczenie możliwości korzystania z usług kredytowych jako niesolidnego, nierzetelnego i niewiarygodnego klienta — co spowodowało obniżenie jego wiarygodności kredytowej — prowadzi do naruszenia dóbr osobistych, zaś odczucie krzywdy uzasadnia przyznanie zadośćuczynienia na podstawie art. 448 kc.

W apelacji od niekorzystnego wyroku bank wskazał, że naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych nie może być traktowane jako naruszenie dóbr osobistych, zaś w każdym przypadku zasądzone zadośćuczynienie było zawyżone.

Sąd odwoławczy podzielił ten pogląd: przysługujące każdemu człowiekowi dobra osobiste (art. 23 kc) są pewną wartością niemajątkową, ściśle związaną z osobowością jednostki, przyjmuje się, iż obiektywnie ich zakres wynika ze społecznych zapatrywań prawnych, moralnych i obyczajowych. Konsekwencją obiektywnej koncepcji ochrony dóbr osobistych jest konieczność odnoszenia się do ocen dominujących w społeczeństwie, z pominięciem jednak subiektywnych zapatrywań jednostki (samooceny, etc.).

Oznacza to, że nie sposób przyjąć, iżby wadliwy wpis powoda jako dłużnika do rejestru dłużników, który nastąpił z naruszeniem przepisów o przetwarzaniu danych osobowych, prowadził też do naruszenia dóbr osobistych w postaci dobrego imienia i godności osobistej. Błędna informacja o niespłaconym kredycie nie skutkowała znieważeniem powoda czy nadszarpnęła jego wyobrażeniem o własnej wartości, co oznaczałoby naruszenie sfery godności osobistej. Co więcej obiektywnie nieprawdziwa informacja — działanie to sąd ocenił jako „oczywiście bezprawne i naganne” — nie skutkowała uprzedmiotowieniem osoby powoda, ani też nie naruszyła sfery jego autonomii.
Sęk bowiem w tym, że dane zawarte w Centralnej Bazie Danych — Bankowym Rejestrze ZBP dostępne są tylko i wyłącznie dla banków. Bardzo ograniczony krąg odbiorców takiej informacji (które nie są znane ogółowi) nie mógł spowodować utrwalenia „obrazu powoda jako dłużnika niesolidnego i nierzetelnego”. W ocenie sądu nie istnieje pojęcie zniesławienia w oczach systemu bankowego czy instytucji finansowych, zaś odmowa przyznania kredytu czy wydania karty kredytowej nie może być traktowana jako naruszenie dóbr osobistych w postaci dobrego imienia lub godności. (Wcale nie na marginesie sąd krytycznie odniósł się do poglądów wyrażonych w wyroku SN z 11 lutego 2015 r., I CSK 868/14, por. „Jak to jest z tym „zwykłym przepraszam to za mało” — i zadośćuczynieniem — w kontekście nieusunięcia przez bank informacji o spłaconym długu z BIK”, bo ani ograniczenie dostępu do usług kredytowych, ani utrata poczucia bezpieczeństwa wskutek bezowocnego ubiegania się o kredyt nie mogą być traktowane jako źródła naruszenia dóbr osobistych.)

Oceny tej nie zmienia fakt, że bank w sposób bezprawny i zawiniony naruszył przepisy o ochronie danych osobowych — bo przecież dane osobowe nie są tożsame z dobrami osobistymi (wyrok SN z 13 grudnia 2018 r., I CSK 690/17, por. „Czy Google ponosi odpowiedzialność za link i wygenerowanego snippeta zawierającego dane osobowe?”) — w każdym bowiem przypadku należy odrębnie wykazać, iż w ogóle doszło do jakiegokolwiek uchybienia skutkującego odpowiedzialnością z art. 24 kc. (Wątpliwości, że należy rozdzielać zadośćuczynienie za naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych i za naruszenie dóbr osobistych, nie ma w obliczu tego, że RODO przewiduje odrębne roszczenie — art. 82 RODO i art. 92 ustawy o ochronie danych osobowych, które w sprawie zastosowania nie mają.)
Pozwala to na konkluzję, iż nawet jeśli naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych skutkowało odmową przyznania kredytu, co spowodowało stres, zdenerwowanie czy irytację, to przecież nie każdy uszczerbek niemajątkowy (cierpienia, niepokój) stanowi naruszenie dobra osobistego, które podlega kompensacji.

W ocenie sądu oznacza to, że powód w ogóle nie wykazał, iżby pozwany bank dopuścił się naruszenia jakichkolwiek dóbr osobistych — zatem powództwo podlegało oddaleniu w całości.

Zamiast komentarza: wydaje mi się, że w tym przypadku całkiem słuszny i rozsądny pogląd (że naruszenie danych osobowych nie musi równać się naruszeniu dóbr osobistych, że wpis w „tajnym” rejestrze raczej nie jest upubliczniony) doprowadził sąd do błędnych wniosków. Wszakże powód przez kilka lat bezskutecznie starał się o produkt bankowy, finalnie rzecz rozbiła się o kredyt, który chciał wziąć na zakup mieszkania — myślę, że odmowa przyznania kredytu ze względu na wpis nieistniejącego długu do rejestru dłużników (o ile mówimy o osobie postrzeganej jako solidna i wiarygodna) mogła być oceniana przez jego otoczenie jako dowód, że „coś nie gra”.

4
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
RYBY
Gość
RYBY

Informacja o tym, że ktoś jest nierzetelnym dłużnikiem nie jest tylko informacją „w oczach systemu bankowego czy instytucji finansowych”.
Przecież informację taką widzi pracownik w banku (no, ten być może umie się zachować ze względu na tajemnicę bankową), sprzedawca w w jakimś elektroexpercie czy sklepie meblowym (a ci już pewnie nie mają oporów, żeby gadać o wszystkich „ciekawych” przypadkach z roboty) i każdy, kto udziela kredytów ratalnych.
Swoją drogą, mógł wziąć 2 tysie i pójść na zakupy, a nie ciągał się po sądach.

kjonca
Gość
kjonca

Ale tu jest mowa o bazie która OIDP była dostępna tylko dla banków.