Petzl Zoom — czołówka w stylu vintage

W poprzednim teście czołówek Petzl (kilkuletnich już egzemplarzy Tikka 2 i Tikka XP2) pojawiła się wzmianka o używanym przeze mnie ćwierć wieku temu modelu Petzl Zoom, jednak z racji jej zapodziania, stosowne zdjęcie na tutejszych łamach pojawić się nie mogło. Sprzęt się odnalazł, przeto czas nadrobić ówczesne niedopatrzenie, tak, by opowieść zamknęła się pewną klamrą.


czołówka Petzl Zoom

Czołówka Petzl Zoom — ćwierć wieku temu tak wyglądała porządna latarka górska: olbrzymi reflektor, w środku zwykła żarówka, potężne gniazdo baterii na giętkim przewodzie (fot. Olgierd Rudak, CC-BY 2.0)


Zaczynając: czołówka Petzl Zoom to wzorcowy model latarki górskiej (czyli takiej montowanej na głowie użytkownika) z lat 80-90-tych ubiegłego stulecia. Wikipedia podaje, że monsieur Petzl opracował ten model w 1981 roku, jednak na stronie firmy można znaleźć informację, że pierwsza czołówka marki Petzl to kwestia roku 1973… Mniejsza z tym; tę sztukę kupiłem osobiście w jednym z oszałamiających sklepów w Chamonix w 1993 r. (być może rok później), kosztowała, o ile mi się wydaje, coś kole 200 franków, czyli gigantyczne $40). Było warto, bo na mojej głowie zastąpiła beznadziejną radziecką podróbę (która na pewno nie była gniotsa-nie-łamiotsa), dzięki czemu wzrósł zasięg wycieczek i zmalało ryzyko wracania do ustawionego gdzieś na Mer de Glace namiotu po ciemku.

Na tamte czasy (końcówka XX wieku) czołówka Petzl Zoom była technologiczną rewelacją na miarę późniejszego iPoda, ponieważ:

  • można było ją założyć na głowę dzięki trzem elastycznym taśmom (dwie po bokach, trzecia centralnie przez czubek głowy);
  • pojemnik na baterie (pieruńsko ciężka 3R12) mocowany był z tyłu głowy (Petzl Arctic miał dłuższy kabel, dzięki czemu baterie można było schować pod kurtkę);
  • za światło odpowiedzialna była pojedyncza żarówka 4,5 volt (zapas schowany pod reflektorem); z czasem dokupiłem jakiś handmejdowy zestaw diod wlutowanych w zwykłą oprawkę od żaróweczki — taki apgrejd był rewelacyjny, bo LED-y żarły znacznie mniej prądu;
  • zaś całość włączało się (i regulowało szerokość snopu światła, a przy okazji zasięg) banalnie prosto — kręcąc pierścieniem na reflektorze;

czołówka Petzl Zoom

Przy (wcale już nie najnowocześniejszych) modelach Tikka 2 i Tikka XP2 czołówka Petzl Zoom wygląda jak solidny pikap przy miejskim autku. Jednak wybierając się teraz w podróż wybrałbym te mniejsze — bo są lepsze (fot. Olgierd Rudak, CC-BY 2.0)


Całość wielka, ciężka (175 g bez baterii) i nieporęczna, kabel potrafił sprawić przykrą niespodziankę, świeciła fatalnie… — ale jak ona pięknie świeciła! ;-) i jakie wrażenie robiła tu i ówdzie — człowiek z czołówką miał szacunek nieomal jak górnik przed Barbórką.

Z perspektywy czasu — dawno jej nie uruchamiałem, ale biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw raczej nie boleję z tego powoduj — nie zamieniłbym odrapanej czołówki Petzl Tikka na Zooma. Ba, patrząc na tego kloca mam wrażenie, że mało który element górskiego ekwipunku zmienił się przez te wszystkie lata tak bardzo na plus jak właśnie oświetlenie — no i chyba mało gdzie tak widać sensowne efekty postępu.

Nie wyrzucam, schowam, odłożę, takie rzeczy na pewno kiedyś będą mile widziane w muzeum.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze