Czy satyryczny charakter felietonu prasowego zwalnia z odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych?

Czy możliwe jest naruszenie dóbr osobistych w satyrycznym felietonie? Czy żartobliwa forma takiego gatunku prasowego jest okolicznością wyłączającą bezprawność naruszenia? Czy wydawca portalu, który aktywnie promuje blogi internautów, może powołać się na wyłączenie swej odpowiedzialności jako host providera?


naruszenie dóbr osobistych satyrycznym felietonie

Ujęcie czysto podchwytliwe (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


wyrok Sądu Najwyższego z 25 marca 2019 r. (I CSK 25/18)
Typową cechą satyry jest dążenie do ośmieszenia tego, co jej autorowi wydaje się szkodliwe, bezwartościowe lub błędne, stąd zwykło się mówić, że przedstawia ona rzeczywistość „w krzywym zwierciadle”. Wypowiadanie w formie satyrycznej jest prawem dozwolone i mieści się, co do zasady, w granicach konstytucyjnej wolności słowa. To wszystko jednak nie oznacza, że satyra jest całkowicie poza „kontrolą”, że nie dotyczą jej kryteria oceny stosowane do innych wypowiedzi publicznych. Brak jest podstaw do założenia, że satyryczny charakter utworu niejako z góry wyłącza bezprawność działania autora, z tym jedynie zastrzeżeniem, że granice swobody wypowiedzi wyznaczyć tu należy szeroko. Przekraczając granice wyznaczające legalność krytyki (satyry), dziennikarz naraża się na poniesienie odpowiedzialności za naruszenie cudzych, prawem chronionych, dóbr osobistych. Także więc satyra podlega ocenie z punktu widzenia zasad współżycia społecznego i rzetelności.

Omawiane dziś orzeczenie kończy drugą rundę opisywanego już na tutejszych łamach sporu Tomasza Lisa i Michała Lisieckiego (por. „Czy „cinkciarski kapitał” — o adwersarzu, w polemicznym felietonie — to dozwolona satyra czy podziw dla przedsiębiorczości?”).
Celem krótkiego przypomnienia: zaczęło się od wpisu Tomasza Lisa na jego blogu, w którym napisał o Michale Lisieckim, że stoi za nim „cinkciarski kapitał”, co zdaniem ówczesnego prezesa PMPG S.A. naruszało jego dobra osobiste.

W pierwszym podejściu nieprawomocny wyrok był niekorzystny dla pozwanego, jednak SN stwierdził, że słowo „cinkciarz” nie może być odbierane wyłącznie pejoratywnie (jako działających za PRL oszustów-waluciarzy), ponieważ dziś działa także jako synonim osoby przedsiębiorczej, czego dowodzi także fakt, że biorą je do firmy poważne przedsiębiorstwa (Cinkciarz.pl sp. z o.o.). Co więcej inkryminowany tekst był satyrą, która to forma dziennikarska co do zasady wyłącza odpowiedzialność (art. 41 pr.pras.).
Sprawa wróciła do sądu II instancji, który zdania nie zmienił: przymiotnik „cinkciarski” nadal ma charakter pejoratywny, ponieważ odnosi się do przestępczej działalności oszustów. Epitet „cinkciarski kapitał” miał zatem na celu wywołanie negatywnego odbioru działalności wydawnictwa, zaś nawet jeśli chodziło o satyrę i krytykę, to przekroczenie jej granic wiąże się z odpowiedzialnością prawną. Z tego względu ponownie orzeczono obowiązek publikacji przeprosin przy tekście „Niepokornych walentynkowo ściskam” w portalu NaTemat.pl.

Przeprosiny. W materiale prasowym pt. „Niepokornych walentynkowo ściskam”, opublikowanym 14 lutego 2013 r. na stronie internetowej „Na Temat.pl” stwierdziłem, iż za tygodnikiem „Do Rzeczy” stoi cinkciarski kapitał. Oświadczam, że było to bezprawne i nieuzasadnione sformułowanie. Przepraszam za nie Pana Michała Lisieckiego – Prezesa Zarządu i głównego akcjonariusza Platformy Mediowej Point Group S.A. – obecnie PMPG Polskie Media S.A. w Warszawie, Orle Pióro sp. z o.o. – wydawcę tygodnika „Do Rzeczy” oraz Platformę Mediową Point Group S.A. – obecnie PMPG Polskie Media S.A. w Warszawie, która założyła i kieruje holdingiem medialnym, w ramach którego wydawany jest tygodnik „Do Rzeczy”. Tomasz Lis.
Przeprosiny. W materiale prasowym pt. „Niepokornych walentynkowo ściskam”, opublikowanym 14 lutego 2013 r. na stronie internetowej „Na Temat.pl”, której jesteśmy wydawcą, Tomasz Lis stwierdził, iż za tygodnikiem „Do Rzeczy” stoi cinkciarski kapitał. Oświadczamy, że było to bezprawne i nieuzasadnione sformułowanie. Przepraszamy za nie Pana Michała Lisieckiego – Prezesa Zarządu i głównego akcjonariusza Platformy Mediowej Point Group S.A. – obecnie PMPG Polskie Media S.A. w Warszawie, Orle Pióro sp. z o.o. – wydawcę tygodnika „Do Rzeczy” oraz Platformę Mediową Point Group S.A. – obecnie PMPG Polskie Media S.A. w Warszawie, która założyła i kieruje holdingiem medialnym, w ramach którego wydawany jest tygodnik „Do Rzeczy”. GLOB 360 sp. z o.o. – wydawca portalu „Na Temat.pl”.

Do Sądu Najwyższego trafiła kolejna skarga kasacyjna wniesiona przez pozwanego Tomasza Lisa i wydawcę portalu NaTemat.pl, w której m.in. wytknięto brak uwzględnienia nakazanego przez SN „poszerzenia analizy znaczenia słów „cinkciarz”, „cinkciarski” również z uwzględnieniem pozytywnych cech”. Co więcej skoro spółka o takiej nazwie jest oficjalnym sponsorem reprezentacji Polski w piłce nożnej, to nikt nie powie, że wyraz ma konotację pejoratywną, zwłaszcza w kontekście satyrycznego charakteru publikacji.

art. 41 ustawy prawo prasowe
Publikowanie zgodnych z prawdą i rzetelnych sprawozdań z jawnych posiedzeń Sejmu, Senatu i organów stanowiących jednostek samorządu terytorialnego oraz ich organów, a także publikowanie rzetelnych, zgodnych z zasadami współżycia społecznego ujemnych ocen dzieł naukowych lub artystycznych albo innej działalności twórczej, zawodowej lub publicznej służy realizacji zadań określonych w art. 1 i pozostaje pod ochroną prawa; przepis ten stosuje się odpowiednio do satyry i karykatury.

Tym razem SN nie podzielił tych zarzutów: badając sprawę po raz kolejny sąd odwoławczy dokonał szerokiej i prawidłowej analizy słów „cinkciarz” i „cinkciarski”, zarazem niezależnie od kierunku wcześniejszego orzeczenia SN, nie był zobowiązany do poszukiwania wyłącznie pozytywnych kontekstów znaczeniowych. Pozwoliło to na konkluzję, iż nie można porównywać istnienia spółki, która z własnej woli nadała sobie taką nazwę (i używa określenia w reklamie) lub filmu o sympatycznych cinkciarzach do publikacji prasowej, w której nazywa się działalność konkurencji jako finansowanej przez „cinkciarski kapitał” — w konsekwencji nie sposób przyjąć, iżby strona pozwana skutecznie obaliła domniemanie naruszenia dóbr osobistych. W dodatku taka argumentacja była wewnętrznie sprzeczna i alogiczna, bo przecież nie sposób przyjąć, iżby autor krytycznego artykułu, w którym porównywał finansowanie działalności prasowej przez PMPG z „wySkokowym” kapitałem zachwycał się nad przedsiębiorczością i obrotnością swego adwersarza — bo jednak teza tekstu jest taka, że za wydawcą stoą nieustalone źródła finansowania. Uzasadnieniem dla użycia takiego sformułowania nie może być fakt, iż 3 lata wcześniej KNF nałożyła na spółkę karę za nierzetelny raport finansowy — bo wpis na blogu w ogóle nie odnosił się do tego przewinienia.

Zakwestionowana wypowiedź wyszła także poza granice wolności słowa — która chroni prawo do wypowiedzi ocennych i krytycznych, ale pod warunkiem, iż krytyka ta jest rzeczowa i konstruktywna, a nie dowolna. W odniesieniu do takiej formy wypowiedzi prasowej jak felieton czy satyra kwestie granic rzetelności dziennikarskiej są nieco przesunięte, niż w przypadku artykułu informacyjnego (który można oceniać w kategoriach prawdy i fałszu), co jednak nie oznacza, iż w razie przekroczenia granic gatunku nadal można skutecznie powołać się na przesłankę wyłączającą bezprawność działania. Owszem, art. 41 pr.pras. może być przesłanką egzoneracyjną w rozumieniu art. 24 par. 1 kc — jednak pod warunkiem spełnienia przesłanek wskazanych w przepisie prawa prasowego — zaś powołanie się na tę normę nie skutkuje automatycznym wyłączeniem bezprawności naruszenia dóbr osobistych. (Co ciekawe w swych rozważaniach o nadużyciu wolności słowa SN powołał się także na wyrok w ETPCz w sprawie Prager i Oberschlick vs. Austria — które wszakże uważane jest za kamień milowy orzecznictwa chroniącego nawet bardzo ostrą wypowiedź prasową.)

Odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych może ponosić także wydawca portalu internetowego NaTemat.pl, który w odniesieniu do spornego wpisu Tomasza Lisa na blogu nie był li tylko neutralnym host providerem, który jako usługodawca czysto technicznie i automatycznie przetwarza dane. Tymczasem będąc wydawcą portalu, decydującym o publikacji tekstów, spółka pełniła rolę zdecydowanie czynną, która pozwalała powziąć wiedzę o przechowywanych danych lub sprawować nad nimi kontrolę (najpóźniej od momentu, w którym doręczono odpis pozwu), zaś przesłanka wiedzy wyłącza możliwość skutecznego powołania się na art. 14 ust. 1 uośude. (Zaakceptowanie takiego poglądu prowadziłoby do wyłączenia odpowiedzialności wydawcy np. za stałą rubrykę prowadzoną przez określonego autora, co byłoby sprzeczne z art. 38 pr.pras., a także przepisem nakazującym redaktorowi naczelnemu dbałość o poprawność języka i przeciwdziałanie wulgaryzacji materiałów prasowych.)

Redaktor naczelny ponosi odpowiedzialność za dopuszczenie do opublikowania materiału, a wydawca za niewłaściwe zorganizowanie procesu przygotowania tekstów do druku i nadzoru nad ich zgodną z prawem formą i treścią. Każda z tych osób ponosi odpowiedzialność za swoje własne zachowanie.

Stwierdzając, iż naruszenie dóbr osobistych w satyrycznym felietonie rzeczywiście miało miejsce, Sąd Najwyższy nie uwzględnił skargi kasacyjnej felietonisty i jego wydawcy.

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Jerzy
Gość
Jerzy

Na zdjęciu Moto One czy Moto G7?