„Pan T.” — „Dobry”

W mylnym błędzie kto myślał, że „1917” wygrywa także w konkursie na najkrótszy tytuł — i skoro wcześniej na tutejszych łamach było o tym, że akcentowanie różnic w ocenie „dorobku PRL” nie może polegać na naruszaniu dóbr osobistych — aktualnie czas na krótką recenzję filmu „Pan T.”.


film Pan T recenzja

„Pan T.”, scenariusz Marcin Krzyształowicz, Andrzej Gołda, reżyseria Marcin Krzyształowicz, w roli głównej Paweł Wilczak, a poza tym: Sebastian Stankiewicz, Maria Sobocińska, Wojciech Mecwaldowski, Jacek Braciak, a także Jacek Fedorowicz, Leszek Balcerowicz, Kazimierz Kutz i Michał Urbaniak


W skrócie i nie paląc: twórcy filmu zapewniają, że film „Pan T.” nie jest oparty na żadnej biografii, ale pomyślmy sami — Warszawa, rok 1953, tow. Bierut przemawia w najlepsze (i pali skręty w kiblu), inwigilowany przez UB literat (tytułowy Pan T., w tej roli kamienny Paweł Wilczak) kumpluje się z samym Kisielewskim (który nawet przywozi mu ogórki małosolne), słucha jazzu („muzyki uciśnionych Murzynów”), ma romans z licealistką i pomysł na książkę (jej tematyka powoduje jeszcze większe zainteresowanie organów bezpieczeństwa); książka będzie nosić tytuł „Dobry”. Nie trzeba być alfą ni łamagą, żeby prawidłowo odcyfrować kod…

U mnie 6,5/10: plus za smaczki i nastrój, za formalny zabieg polegający na użyciu czarno-białego obrazu; natomiast momentami mogłoby być bardziej dynamicznie (film nie jest długi, ale zdarzyło mi się podczas seansu ziewnąć…).
Dobry film, polecam, ale uprzedzam, że „Pan T.” nie jest dla każdego — zdecydowanie bardzo pomaga uprzednie przeczytanie „Dzienników 1954” i „Złego”, można też zahaczyć o „U brzegów jazzu”, troszkę się rozświetli.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

11 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze