„Goebbelsowska propaganda” jako figura retoryczna

Pamiętając, że ten, kto stosuje argumentum ad Hitlerum przegrywa (tako rzecze Prawo Godwina), zaś kilka dni temu było o tym, że nawet opowiadającego głupoty o historii nie można nazwać „kanalią” , dziś czas na kilka akapitów o tym, że felietonista może więcej — może nawet całkiem subiektywnie się powyzłośliwiać więc „celebrytka” i „telewizyjna gwiazdeczka” ujdą — ale „goebbelsowska propaganda” jako figura retoryczna i swoisty argument narusza dobra osobiste (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 16 września 2019 r., V ACa 140/18).


Goebbelsowska propaganda

Proszę nie regulować odbiorników! to tylko fotomontaż! (fot. i opracowanie Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sprawa zaczęła się od zamieszczonego przez pewną „telewizyjną gwiazdeczkę” na Fejsbóku kąśliwej obserwacji najmodniejszych sposobów na wypoczynek panujących w, było nie było, miejscówce odwiedzonej przez kobietę:

Podróż samochodem z H. do T. w lipcowy dzień potrafi trwać 6 godzin. We W. jest totalny armagedon — zjechali wszyscy państwo (…)z rodzinami i przyjaciółmi, jedzenie jest drogie i przeważnie niedobre — ryby smażone na oleju niepierwszej świeżości, króluja gofry i fryty. Wszędzie gra muzyka, w każdej knajpie faceci w gastronomicznej ciaży opędzają się od swoich dzieci i umęczonych żon. Wiadomo, dobry browar to podstawa! Wieje, pada deszcz i bywa zimno.
A jednak w przebłyskach łaskawego słońca wieczorna joga na tarasie, spacer brzegiem morza, rower wzdłuż Zatoki , zachód słońca w (…) zapach sosen wynagradzają wszystko! Szukam miejsc bez ludzi, z dala od tych, którzy niszcza ten rajski kawałek Polski, bez samochodów, co jest prawie niemożliwe. Jak wiemy szczęście i spokój sa zawsze w głowie a wakacje nad naszym morzem doskonałym wyzwaniem by taki stan osiagnać. Dobrego odpoczywania życzę bez chamstwa i hałasu:)

Wpis spotkał się z oczywistym (nieprzychylnym, często wulgarnym) odzewem krajan, zatem pięć dni później kobieta napisała:

W ostatnich dniach odczułam na własnej skórze, co to znaczy efekt internetowej kuli śniegowej (czy może raczej piaskowej burzy) po moim wpisie na temat wakacji nad (…). Moją intencją nie było generalizowanie i w efekcie sprawienie komukolwiek przykrości. Odkładając zatem na bok wszystkie ekstremalnie hejterskie wpisy, których autorzy biją rekordy kreatywności mając nadzieję, że ich adresat może wreszcie strzeli sobie w łeb, chcę odnieść się do komentarzy internautów mających do mnie pretensje o to, co napisałam.
Jak bowiem głosi ludowa mądrość, jeśli Ci dwóch mówi, że jesteś pijany, to idź do domu!
Przepraszam zatem wszystkich, których mój wpis uraził lub dotknął, nie taki był mój zamiar. Biorę to „na klatę” i traktuję jak cenną lekcję. Na przyszłość będę uważniejsza i bardziej precyzyjna w formułowaniu myśli.

Zgodnie z niepisaną zasadą „uderz w stół” okazję do zabrania głosu wykorzystał publicysta opiniotwórczego portalu internetowego, który w opublikowanym felietonie pozwolił sobie na zawarcie takiej oto figury retorycznej (cały tekst był znacznie dłuższy, uzasadnienie orzeczenia cytuje utwór w całości, oczywiście po zanonimizowaniu).

Niestety, pani M. daje popis postawy, którą na własne potrzeby nazywam „celebryckim rasizmem”. Nie przesadzam: pani M. buduje obraz zwykłych Polaków, który opiera się na podobnych figurach retorycznych, co obrazy Żydów w hitlerowskiej propagandzie. Absolutnie, celebrytka M. nie wzywa do eksterminacji –- za to współtworzy specyficzny przemysł pogardy w jego wersji „celebryckiej”. Przypomnijmy: w goebbelsowskiej propagandzie istniał określony estetyczno-etyczny wizerunek Żydów był on zawsze podwójnie brzydki: fizycznie/biologicznie i etycznie.

Pod tekstem znów pojawiły się komentarze, niektóre „za”, inne „przeciw”, tradycyjnie nie zabrakło wulgaryzmów (ja tego, kurwa mać, naprawdę nie pojmuję!) — a do sądu trafił pozew, w którym dziennikarka zażądała przeprosin, usunięcia felietonu wraz z komentarzami z portalu internetowego, a także 50 tys. złotych zadośćuczynienia.
(Pozostawione w tekście okruszki pozwalają ustalić, że powódką była Agata Młynarska, zaś stroną pozwaną Słowo Niezależne Sp. z o.o., wydawca portalu Niezależna.pl, por. „Agata Młynarska wygrała proces z Niezalezna.pl. Serwis musi przeprosić dziennikarkę i zapłacić jej odszkodowanie”.)

[pozwana] przeprasza [powódkę] za naruszenie Jej godności i dobrego imienia w artykule (…) poprzez porównanie Jej wypowiedzi do retoryki stosowanej w czasach hitlerowskiej propagandy w odniesieniu do Żydów.

Sąd I instancji stwierdził, że naruszająca dobra osobiste wypowiedź ma charakter wartościujący, zatem nie podlega ocenie z perspektywy prawdy i fałszu. Sformułowana ocena opiera się na systemie aksjologicznym, przez co ma charakter subiektywny, zaś okolicznością wyłączającą bezprawność dopuszczalnej krytyki jest istnienie uzasadnionego interesu społecznego. Wypowiedź wartościująca tylko wyjątkowo — w przypadku zawarcia elementów obelżywych (a nie jest nim określenie „telewizyjna gwiazdeczka” lub „celebrytka”) — może prowadzić do naruszenia art. 23 kc.
Oznacza to, że autor felietonu miał prawo rzetelnie (bez przeinaczania) zacytować wypowiedź, zestawić ją ze „stereotypowo przytoczonymi wypowiedziami propagandowymi wyciągniętymi z wybranego okresu historycznego wybranego państwa”, a następnie podsumować podobieństwa i różnice. Porównanie może odnosić się także do poglądów nazistowskich Niemiec, jeśli jego wynikiem jest konkluzja, iż zachodzi podobieństwo między stosowanymi figurami retorycznymi („goebbelsowska propaganda” vs. wpis na Fejsbóku); sąd podkreślił, iż samo „porównywanie” nie jest zakazane, a więc nie może być uznać — w przeciwieństwie do ewentualnego „zrównania” — działaniem bezprawnym.
Jednak nawet gdyby powódka miała rację, jej żądania zbyt daleko idące: treść przeprosin nie jest adekwatna do treści felietonu, podobnie żadna z okoliczności sprawy nie uzasadnia żądania w zakresie zadośćuczynienia.

W apelacji powódka zarzuciła m.in. błędne przyjęcie, iż porównywanie jej słów do stosowanych podczas Holokaustu propagandy Josepha Goebbelsa mieści się w graniach dozwolonej krytyki. Jej zdaniem czynem zabronionym może być także publiczna nieadekwatna wypowiedź wartościująca, która pozbawiona jest jakichkolwiek podstaw — na przykład użycie w felietonie potocznych sformułowań („telewizyjna gwiazdeczka” czy „celebrytka”), które były nieadekwatne i nacechowane negatywnymi emocjami.

Rozpatrując wniesione odwołanie sąd II instancji podkreślił, że osoba publikująca w internecie kąśliwe wpisy musi liczyć się z ostrymi reakcjami, które mogą mieć postać felietonu — formy, która służy do przedstawienia w złośliwy sposób subiektywnego punktu widzenia autora. W ramach takiej wypowiedzi publicystycznej dopuszczalne jest określenie postawy powódki mianem „celebryckiego rasizmu” czy nazwanie jej „rozochoconą własną błyskotliwością celebrytką” lub — felietonista miał prawo zakwestionować autorytet powódki, która przypisała sobie prawo do publicznego osądu sposobu wypoczynku — „telewizyjną gwiazdeczką”. Niezależnie od dorobku zawodowego kobiety, fakt, iż występuje ona w programach telewizyjnych nie może oznaczać negowania prawa do jej wartościowania, choćby w celach polemicznych (uzyskania silniejszego efektu zdeprecjonowania jej poglądów).

Poza granicami swobody wypowiedzi pozostaje natomiast ta część felietonu, w której „goebbelsowska propaganda” posłużyła jako figura retoryczna. Porównanie wypowiedzi powódki do retoryki stosowanej przez Trzecią Rzeszę wobec Żydów jest niezwykle krzywdzące i nie przystaje do wpisu na Facebooku (bo ma na celu wyłącznie wzbudzenie sensacji) — trzeba bowiem dostrzegać różnice między piętnowaniem sposobu spędzania wakacji i kondycją fizyczną rodaków, nawet jeśli zinterpretujemy te wypowiedzi jako wywyższanie się czy nawet pogardę — a propagandą hitlerowską, której celem było przygotowanie społeczeństwa do planowanej eksterminacji (ludobójstwa). Porównanie takie jest szczególnie rażące jeśli weźmiemy pod uwagę, że gros zbrodni hitlerowskich miał miejsce na ziemiach okupowanej Polski.

Prowadzi to do konkluzji, iż w tej części działanie pozwanego wydawcy stanowiło bezprawne naruszenie dóbr osobistych powódki w postaci jej dobrego imienia. Naruszenie tego rodzaju usprawiedliwia żądanie opublikowania przez wydawcę serwisu internetowego przeprosin, a ponieważ naruszenie miało charakter zawiniony — uzasadniało także uwzględnienie roszczenia w zakresie zadośćuczynienia (art. 448 kc) w wysokości 20 tys. złotych.
Sąd nie nakazał jednak usunięcia inkryminowanego felietonu z serwisu Niezależna.pl — żądanie takie nie jest proporcjonalne ze względu na konieczność ochrony dobrego imienia powódki, albowiem zakwestionowany został tylko jego niewielki fragment (żądanie pozwu nie obejmowało „wycięcia” tylko tego akapitu, więc sąd nie mógł orzekać ponad żądanie).

Reasumując: wychodzi na to, że Prawo Goebbelsa obejmuje także frazę „goebbelsowska propaganda” — jeśli autor felietonu zastosuje ją w niedopuszczalnym kontekście.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

2 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze