Czy imienna karta miejska potwierdza tożsamość pasażera jadącego na gapę?

Czy okazanie karty miejskiej potwierdza tożsamość pasażera w wystarczający sposób, by przewoźnik wiedział, od kogo dochodzić należności za nieopłacony przejazd? Czy jednak gapowicz, który nie ma przy sobie dowodu osobistego, powinien postać — kontrolerom i wezwanym policjantom — swoje imię i nazwisko, a informacje wydrukowane na przejazdówce są niewystarczające? (nieprawomocny wyrok SR dla m.st. Warszawy z 23 stycznia 2020 r., V W 4715/18).


okazanie karty miejskiej tożsamość pasażera

Okazanie karty miejskiej nie wystarczy do potwierdzenia tożsamości pasażera — taka (dość niejasna) konkluzja wynika z wyroku sądu (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sprawa dotyczyła pasażera, który złapany na jeździe bez biletu odmówił okazania kontrolerom dokumentu tożsamości — bo jego zdaniem wystarczające jest imię i nazwisko na karcie miejskiej.

art. 33a ust. 7 pkt 1 ustawy prawo przewozowe
Przewoźnik lub organizator publicznego transportu zbiorowego albo osoba przez niego upoważniona ma prawo:
1) w razie odmowy zapłacenia należności — żądać okazania dokumentu umożliwiającego stwierdzenie tożsamości podróżnego

Do gapowicza wezwano policjantów, którzy poprosili o wylegitymowanie się lub podanie danych osobowych, ten jednak znów odmówił, wskazując, że skoro ma przy sobie imienną przejazdówkę, kontrolerzy mogą go sprawdzić w systemie. Po kilkukrotnych próbach przekonania uparciucha policjanci zaprowadzili mężczyznę na komisariat, gdzie przeprowadzono rewizję osobistą (!) na okoliczność posiadania dokumentów; po tym jak okazało się, że mężczyzna nie ma przy sobie dowodu osobistego, zażądał on sporządzenia protokołu kontroli osobistej (którego nie podpisał), został poddany badaniu na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu (zero). Tożsamość jegomościa ustalono na podstawie informacji w bazie policyjnej — w tym momencie gapowicz podał swoje imię i nazwisko kontrolerom — a do sądu trafił wniosek o ukaranie za wykroczenie polegające na nieudzieleniu funkcjonariuszom wiadomości co do własnej tożsamości (art. 65 par. 2 kw).
(Z uzasadnienia wynika, że w tzw. międzyczasie miało dojść do jakichś przepychanek, co jednak z punktu widzenia sprawy jest nieinteresujące. Ciekawe jest natomiast zdanie, które miał wypowiedzieć przesłuchiwany w charakterze świadka policjant — że nie ma prawnego obowiązku noszenia przy sobie dokumentu tożsamości, ale w razie kontroli trzeba dokument taki okazać lub podać swoje dane.)

art. 65 kodeksu wykroczeń
§ 1. Kto umyślnie wprowadza w błąd organ państwowy lub instytucję upoważnioną z mocy ustawy do legitymowania:
1) co do tożsamości własnej lub innej osoby,
2) co do swego obywatelstwa, zawodu, miejsca zatrudnienia lub zamieszkania, podlega karze ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto wbrew obowiązkowi nie udziela właściwemu organowi państwowemu lub instytucji, upoważnionej z mocy ustawy do legitymowania, wiadomości lub dokumentów co do okoliczności wymienionych w § 1.

Sąd przypomniał, że przepis penalizuje zachowania polegające na odmowie zastosowania się do obowiązku okazania dokumentów lub udzielenia informacji na żądane organu lub innej instytucji ustawowo upoważnionej do legitymowania osób. Wykroczenie to ma charakter formalny, zatem kwalifikacja nie wymaga powstania określonego skutku (np. wprowadzenia w błąd co do tożsamości osoby lub uniknięcia odpowiedzialności, etc., por. „Czy osoba powszechnie znana może wprowadzić policjanta w błąd co do swojej tożsamości”) — wystarczy sam fakt odmowy okazania dokumentów lub podania swoich danych osobowych.
Oczywiście nie oznacza to, iżby obywatel miał obowiązek nosić przy sobie jakikolwiek dokument tożsamości — jeśli go nie ma, to wystarczy, że udzieli stosownych informacji, a uniknie kary. Odpowiedzialność nie zależy też od umyślności, zatem ponosi ją także osoba, która błędnie przypuszcza, iż tylko policja ma prawo żądać okazania dokumentów (i odmawia tego prawa kontrolerom w komunikacji zbiorowej lub licencjonowanym pracownikom ochrony).

Jednakże zdaniem sądu „powoływanie się przez obwinionego na przekonanie, że posiadał przy sobie kartę miejską i winna być ona wystarczająca do ustalenia jego danych osobowych” jest nieprawidłowe — policja ma prawo legitymować, obywatele mają obowiązek udzielać informacji lub okazywać dokumenty, zatem działanie sprawcy należy uznać za umyślne. Kropka.
Uznając obwinionego winnym zarzucanego mu wykroczenia sąd ukarał go 200-złotową grzywną, bo taką wysokość uznał za adekwatną do stopnia społecznej szkodliwości czynu i winy sprawcy, a także wystarczający element represji, skłaniający, by w przyszłości nie popełniać takiego wykroczenia.

Zamiast komentarza: wyrok (w świetle jego uzasadnienia) uważam za generalnie błędny, albowiem:

  • sprawca był obwiniony o to, że „wbrew obowiązkowi nie udzielił funkcjonariuszom Policji wiadomości co do tożsamości własnej” — nie o odmowę wylegitymowania się dokumentem tożsamości (którego wszakże nie miał, co potwierdziło nawet przeszukanie);
  • oznacza to, że ewentualne rozważania czy imienna przejazdówka jest czy nie jest dokumentem tożsamości (ewentualne, ponieważ sąd oszczędził ich sobie — ograniczając się do zreferowania poglądów policjanta, który jakoś świadek wyjaśniał, iż dokumentem tożsamości jest „dokument zawierający zdjęcie, PESEL, datę urodzenia, tj. paszport, prawo jazdy, dowód osobisty, legitymacja szkolna, studencka (…). Karta miejska nie jest dokumentem tożsamości (…). Karta miejska nie jest dokumentem wystarczającym do wylegitymowania osoby. Legitymacja szkolna jest dokumentem wystarczającym do wylegitymowania osoby”);
  • wobec tego sąd powinien poświęcić przynajmniej jedno zdanie wielokrotnie złożone na wyjaśnienie dlaczego jego zdaniem okazanie karty miejskiej nie potwierdza tożsamości pasażera? owszem, imienna przejazdówka nie jest dokumentem tożsamości, ale przecież zdecydowanie powinna być być traktowana jako „udzielenie wiadomości lub dokumentów” co do tożsamości (karta miejska niewątpliwie jest dokumentem, zaś art. 65 par. 2 kw nie mówi o okazywaniu dokumentów publicznych);
  • jeśli natomiast chodzi o to, że kontroler i policjant chcieli koniecznie uzyskać odpowiedź „paszczą” (od razu przypomina mi się stary peerelowski kawał „dlaczego milicjanci zawsze chodzą parami?” i jego wersja rozwojowa „…a czasem trójkami?”), to przydałoby się poświęcić jeszcze jedno zdanie na wyjaśnienie — dlaczego okazanie imiennej karty miejskiej nie wystarczy dla uniknięcia odpowiedzialności za odmowę ujawnienia danych osobowych gapowicza?

Z tego względu uważam, że ten — błędny, bo nielogiczny — wyrok powinien być co najmniej uchylony.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

6 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze