O tym, że żądanie przesunięcia wyborów ze względu na koronawirusa to klasyczny wybór między dżumą a cholerą

Publikując jakiś czas temu na tutejszych łamach krótki tekścik o możliwości odroczenia wyborów głowy państwa ze względu na epidemię koronawirusa nie sądziłem, że moje nieudolne political-fiction tak prędko trafi do mainstreamu — i coraz to kolejny kandydat zaczyna domagać się późniejszej daty elekcji, choćby wymagało to wprowadzenia stanu wyjątkowego.
Dziś zatem czas na kilka zdań o tym dlaczego przesunięcie wyborów to bardzo zły pomysł, nawet jeśli może mieć całkiem dużo sensu.


Przesunięcie wyborów koronawirus

Przesunięcie wyborów ze względu na epidemię koronawirusa to dywagacje o wyższości dżumy nad cholerą (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


A mianowicie, zaczynając od początku i zbierając nieco rzeczy powiedziane w komentarzach w tutejszej koronowirusowej rubryce:

  • przesłanką wprowadzenia stanu nadzwyczajnego jest nie tylko szczególne zagrożenie dla państwa lub obywateli, ale też wymóg, by „zwykłe środki konstytucyjne” okazały się „niewystarczające” dla przeciwdziałania zagrożeniom (art. 228 ust. 1 Konstytucji RP);
  • zwyczajne środki zwalczania zagrożeń związanych z koronawirusem z pewnością mamy: jest stara ustawa o zwalczaniu chorób zakaźnych, jest spec-ustawa w/s COVID-19 — tę ostatnią którą poparł praktycznie cały parlament, co oznacza, że zasadniczo jest konsensus polityczny co do metod radzenia sobie z epidemią;
art. 228 ust. 7 Konstytucji RP
W czasie stanu nadzwyczajnego oraz w ciągu 90 dni po jego zakończeniu nie może być skrócona kadencja Sejmu, przeprowadzone referendum ogólnokrajowe, nie mogą być przeprowadzane wybory do Sejmu, Senatu, organów samorządu terytorialnego oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej, a kadencje tych organów ulegają odpowiedniemu przedłużeniu. Wybory do organów samorządu terytorialnego są możliwe tylko tam, gdzie nie został wprowadzony stan nadzwyczajny.
  • przy całej mojej niechęci do obecnej władzy politycznej nie wydaje mi się, by wprowadzone już mechanizmy nie zdawały egzaminu; rząd skorzystał z przysługujących mu kompetencji, wprowadził niezbędne obostrzenia (dla przypomnienia: instytucja stanu zagrożenia epidemicznego nie została wymyślony wyłącznie ze względu na koronawirusa) — ludzie siedzą w domach, nie ma szczególnej paniki, nie grasują zombiaki, nie ma zamieszek ani nawet rabowania opuszczonych sklepów;
  • ba, prezydent cały czas jeździ i się spotyka z ludźmi, jakby dowodząc, że „nic to!”; (mała dygresja: do wczoraj wykonano bodajże 8 tys. testów i stwierdzono ok. 250 zakażonych — szalenie niewielka trafność, co powinno cieszyć, albo… martwić, że testuje się nie tych co trzeba);
  • moim zdaniem nie ma zatem przesłanek do wprowadzenia któregokolwiek z rozważanych konstytucyjnych stanów nadzwyczajnych — zwłaszcza, że wprowadzone wówczas ograniczenia mogą sprowadzać się nie tylko do zamknięcia części sklepów i przejść granicznych, ale też do internowań i strzelania do ludzi, cenzury i zagłuszania mediów, kontroli korespondencji, reglamentacji zaopatrzenia i kontroli cen (jeśli byłby to stan wyjątkowy) lub choćby wysyłania ludzi do przymusowej pracy (dla chętnych na stan klęski żywiołowej);
  • można powiedzieć, że żądający wprowadzenia stanu wyjątkowego chcą wprowadzenia prawa, które pozwala na internowanie kwękaczy, strzelanie do protestujących lub manifestujących swoje przekonania, ograniczenie w informowaniu obywateli, a nawet zamknięcia internetu; owszem, wymarzonym bonusem jest to, że w czasie stanu nadzwyczajnego i w ciągu kolejnych 90 dni po jego zakończeniu nie wolno m.in. przeprowadzić wyborów (art. 228 ust. 7 ustawy zasadniczej) — ale czy to oznacza, że mamy dobrowolnie godzić się na tak rażące ograniczenie naszych swobód (i popierać kandydatów, którzy tego żądają?);
  • słyszy się też głosy wzywające do przesunięcia wyborów ze względu na epidemię koronawirusa bez wdawania się w szczegóły („trzeba przesunąć i już”). Sęk jednak w tym, że nie ma takiego prawa — kadencja prezydenta trwa 5 lat i jedyny ustrojowy sposób na wydłużenie kadencji to wprowadzenie stanu nadzwyczajnego, ergo przesunięcie terminu wyborów bez żadnego trybu jest prawnie niemożliwe. Wezwania do odroczenia wyborów głowy państwa to — niezależnie od tego czy w tych warunkach da się prowadzić kampanię czy nie — proszenie się o coś w rodzaju dyktatury;
  • (nb. sytuacja, w której wszyscy zgodnie proszą rządzących, by odwołać wybory i przedłużyć kadencję urzędującego prezydenta, to chyba marzenie każdego dyktatora — nie trzeba puczu czy zamachu stanu, wystarczy się wsłuchać w żądania społeczeństwa artykułowane przez kontr-kandydatów);
  • pokrótce można rozważyć czy stan zagrożenia epidemicznego mógłby wiązać się z przesunięciem zaplanowanych wyborów? moja odpowiedź brzmi: proszę bardzo, ale lepiej rozważyć za i przeciw — ot choćby to, czy chcielibyśmy, żeby o terminie wyborów decydował minister zdrowia (choćby i w porozumieniu z MSWiA i Głównym Inspektorem Sanitarnym)? ten środek jest praktycznie poza kontrolą społeczną (oczywiście Trybunał Konstytucyjny ma prawo weryfikować rozporządzenie, a Rada Ministrów może uchylić w głosowaniu akt wydany przez każdego z ministrów) — więc czy naprawdę chcemy, żeby jakiś urzędnik dość arbitralnie decydował o dacie wyborów? na przykład ze względu na epidemię ASF?
  • potencjalnie bezpieczniejsze wydawałoby się rozwiązanie umożliwiające na przesunięcie daty wyborów w nadzwyczajnych przypadkach, np. większością 2/3 głosów w obu izbach Sejmu —  ale nie dość, że takie rozwiązanie wymaga uprzedniej nowelizacji konstytucji, to w dodatku też dostrzegam w takiej propozycji wielki dylemat polityczno-moralny.

Dla jasności: oczywiście, że dostrzegam niedogodności i trudności dla prowadzenia kampanii i organizacji głosowania (przecież o tym już pisałem), dostrzegam też, że prawodawca najwyraźniej nie przewidział takiego ryzyka wcześniej — jednak nie potrafię nie zauważyć, że proszenie się o stan wyjątkowy lub inne doraźne rozwiązania umożliwiającego ad hoc wydłużenie kadencji władz to klasyczny dylemat między dżumą a cholerą. Zwłaszcza, że już są dowody, że za część paniki odpowiadają rosyjskie trolle, którym przecież bardzo w smak jest zdestabilizowanie — poprzez wytworzenie poczucia zagrożenia — reszty Europy.

Całkowicie na marginesie: stan takiego limbo nie może trwać wiecznie — czy P.T. Czytelnicy potrafią sobie wyobrazić świat, w którym będziemy kupować maseczki i rękawiczki podobnie jak dziś papier toaletowy i chusteczki higieniczne? 

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

71 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze