Prasa nie odpowiada za to, że słowa polityka się „nie kleją” — więc czytelnicy biorą go za łapówkarza (Romuald Szeremietiew vs. „Rzeczpospolita”)

Czy polityk może żądać przeprosin i odszkodowania za naruszenie dóbr osobistych od gazety, która napisała o rzekomej korupcji, jeśli zarzuty się nie potwierdziły, a sąd (później) go uniewinnił? Czy jednak zachowanie należytej staranności i rzetelności dziennikarskiej oceniać należy według stanu wiedzy z dnia publikacji — a skoro błądzić mogą nawet organy ścigania, to nie można oczekiwać stuprocentowego „pokrycia faktów” od mediów? Czy prasa odpowiada za to, że słowa polityka się „nie kleją”, więc czytelnicy odbierają go jako osobę skorumpowaną?

wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 4 grudnia 2019 r. (I ACa 657/18)
W odniesieniu do osób publicznych, tj. takich, których działanie wywiera wpływ na kształtowanie życia publicznego, zakres dopuszczalnej krytyki jest szerszy, a udzielana ochrona słabsza. Tym bardziej więc zainteresowanie dziennikarzy pochodzeniem majątku najważniejszych osób w państwie, w szczególności gdy są one odpowiedzialne za dysponowanie środkami publicznymi, jest w pełni uzasadnione. Przedstawienie faktów i ocen w sposób rzetelny, oparty na ujawnionych danych, analizowanych w zgodzie z zasadami logicznego rozumowania i doświadczenia życiowego, nie może być uznane za bezprawne, chociażby owe fakty i oceny dawały podstawy do wyciągnięcia przez czytelników dalej idących wniosków.

Orzeczenie dotyczyło odpowiedzialności za dwa opublikowane na łamach dziennika „Rzeczpospolita” artykuły (z 2001 r. i 2004 r.), w których napisano, że Romuald Szeremietiew, wiceminister MON w rządzie Jerzego Buzka, przyjmował łapówki od producentów sprzętu wojskowego, posiada majątek, który nie ma pokrycia w uzyskiwanych dochodach oraz że bezprawnie dopuścił swego asystenta Zbigniewa Framusa do dokumentów objętych tajemnicą państwową.
W ocenie polityka treść publikacji była nieprawdziwa, o czym świadczy choćby to, że postawione przez prokuraturę zarzuty nie utrzymały się w sądzie, co oznacza, że doszło do naruszenia jego dobra osobiste w postaci czci i dobrego imienia. W skierowanym do sądu pozwie zażądał od dziennikarzy i wydawcy dziennika przeprosin oraz powstrzymywania się od dalszych naruszeń, w szczególności zaprzestania rozpowszechniania informacji o rzekomej korupcji, a także zasądzenia zadośćuczynienia na zbożny cel.

W pierwszym podejściu sąd I instancji oddalił powództwo, jednak częściowo skuteczna okazała się apelacja powoda — sąd II instancji stwierdził, że nieuprawniona była publikacja informacji, iż ex-wiceminister MON nie potrafił wytłumaczyć się z części majątku, zatem nakazał publikację stosownych przeprosin.
Korzystne dla polityka orzeczenie uchylił SN: istotną sporu jest ocena czy pozwani dziennikarze dochowali szczególnej staranności i rzetelności, które to okoliczności należy oceniać według kryteriów z daty publikacji (nie bierze się zatem pod uwagę późniejszego wyroku uniewinniającego od zarzutów karnych).

Badając ponownie sprawę sąd II instancji podkreślił, że z przepisów o ochronie dóbr osobistych wynika domniemanie bezprawności naruszenia (art. 24 kc), zatem rozkład ciężaru dowodu (art. 6 kc) jest następujący: osoba żądająca ochrony musi wykazać, iż doszło do naruszenia jej dóbr osobistych, zaś w takim przypadku strona pozwana musi udowodnić, iż jej działanie nie było bezprawne. Okolicznościami wyłączającymi bezprawność naruszenia dóbr osobistych są m.in. działanie w ramach porządku prawnego, wykonywanie prawa podmiotowego, zgoda pokrzywdzonego, działanie w obronie uzasadnionego interesu — w przypadku działalności prasowej w połączeniu z zachowaniem szczególnej staranności i rzetelności dziennikarskiej (art. 12 ust. 1 pr.pras.).

Odnosząc się natomiast do publikacji: (i) dziennikarze nie napisali, że to powód żądał łapówek — te zarzuty odnoszą się do jego asystenta; (ii) informacja o samochodzie kupionym od dilera ze znacznym rabatem nie zawierała sugestii, iż doszło do korupcji — aczkolwiek sam fakt kupna auta po bardzo atrakcyjnej cenie był prawdą; (iii) media mają prawo krytykować wiceministra za dopuszczenie osoby nieuprawnionej do informacji objętych tajemnicą państwową; (iv) passus odnoszący się do tego, że Romuald Szeremietiew nie potrafił wytłumaczyć się z części majątku i sprzecznie tłumaczył jego pochodzenie — przy czym cały czas przedstawiał się jako osoba żyjąca na bardzo niskim poziomie — miał charakter wypowiedzi ocennej, która nie podlega kwalifikacji jako prawda lub fałsz; (v) mało tego: skoro powód w rozmowie z dziennikarzami nie potrafił jednoznacznie wyjaśnić pochodzenia swego majątku, to gazeta nie ponosi odpowiedzialności za to, że czytelnicy zrozumieli to jako pośrednie przyznanie się do brania łapówek; (vi) zrelacjonowanie faktu wniesienia przez prokuraturę aktu oskarżenia stanowiło wyłącznie przekaz informacji uzyskanej od rzecznika prasowego prokuratury, zatem w ogóle nie może być rozpatrywane w kategoriach przepisów o ochronie dóbr osobistych.
Nie ma więc znaczenia, że Romuald Szeremietiew został uniewinniony od zarzutów prokuratorskich — fakt ten nie przeszkadza przyjąć, iż „Rzeczpospolita” sprostała wymogom wynikającym z przepisów prawa prasowego: dziennikarze przeprowadzili szereg rozmów z różnymi osobami, weryfikowali uzyskane informacje w organach ścigania, pozwolili się wypowiedzieć samemu zainteresowanemu i przedstawili jego wersję (powód nawet autoryzował swe wypowiedzi). Nie można żądać od prasy bezwzględnego wykazania prawdziwości opublikowanych zarzutów — wymóg uzyskania przez dziennikarzy stuprocentowo ścisłych informacji, podczas gdy niejednokrotnie nie udaje się to nawet wyspecjalizowanym organom ścigania, jest nierealny — stąd też dziennikarze nie ponoszą odpowiedzialności za ewentualne naruszenie dóbr osobistych, o ile zachowali szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i opracowywaniu informacji. Konieczność bezwzględnego potwierdzenia prawdziwości każdej opublikowanej w mediach informacji prowadziłaby do rażącego ograniczenia wolności słowa, zwłaszcza, że wyroki wydawano w kilka lat po ukazaniu się artykułów. Nie naruszono także przepisów zakazujących publikacji w prasie danych osobowych i wizerunku osób podejrzanych (art. 13 ust. 2 pr.pras.), ponieważ przekazywanie informacji uzyskanych od organów (rzecznika prasowego prokuratury) oznacza zgodę w rozumieniu art. 13 ust. 3 ustawy.
Niezależnie od tego roszczenia majątkowe o naprawienie krzywdy niemajątkowej wyrządzonej czynem niedozwolonym podlega 3-letniemu okresowi przedawnienia (art. 442(1) par. 1 kc), skoro więc inkryminowane artykuły ukazały się w 2001 i 2004 roku, zaś Romuald Szeremietiew wniósł pozew o ochronę dóbr osobistych w 2012 r., w tej części zarzut przedawnienia był skuteczny.

Sąd podkreślił, że wolność prasy oznacza także prawo publikowania materiałów krytycznych wobec polityków i osób sprawujących władzę — osoba publiczna musi zaakceptować to, że media będą się interesowały wszystkimi okolicznościami związanymi z pełnieniem przezeń funkcji — zaś działanie w obronie uzasadnionego interesu społecznego w oczywisty sposób wyłącza bezprawność naruszenia dóbr osobistych (por. wyrok SN z 8 lutego 2008 r., I CSK 345/07 — nb. dotyczący pomówienia jakoby premier Buzek wziął pieniądze od aferzysty Józefa Jędrucha). Celem publikacji było piętnowanie negatywnych zjawisk w życiu publicznym, a nie dążenie do wzbudzenia sensacji, opublikowany na łamach „Rzeczpospolitej” tekst nie był tendencyjny i napisany pod z góry założoną tezę (por. uchwała 7 sędziów SN z 18 lutego 2005 r., III CZP 53/04).

Z tego względu prawomocnym wyrokiem sąd oddalił całość roszczeń Romualda Szeremietiewa wobec dziennikarzy i wydawcy „Rzeczpospolitej”.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

3 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze