O tym, że pomysł na wydłużenie „w locie” kadencji prezydenta to farsa

Patowe sytuacje mają to do siebie, że każde rozwiązanie wydaje się być wyborem między dżumą a cholerą lub zgodą na cuda nad urną — albo majstrowaniem przy ustroju państwa — wszystko po to, by jarosławowsko-andrzejowskiej ekipie zagwarantować prezydenturę na kolejne lata. Nie inaczej oceniam przedstawiony wczoraj pomysł na wydłużenie kadencji prezydenta do 7 lat — także urzędującego prezydenta, co oznacza, że Andrzej Duda wygrałby wybory bez wyborów.

Oto do laski marszałkowskiej trafił projekt nowelizacji ustawy zasadniczej, w myśl którego kadencja prezydenta miałaby trwać siedem lat, ale sprawowanie urzędu ograniczone byłoby do jednej kadencji (dla przypomnienia obecnie prezydent „jest wybierany na pięcioletnią kadencję i może być ponownie wybrany tylko raz”). W uzasadnieniu projektu mówi się o stabilności władzy i różnicach w jej pełnieniu władzy przez osobę, która nie musi marzyć o reelekcji. To trafne i rozsądne argumenty, którym zasadniczo należałoby przyklasnąć.

art. 127 ust. 2 Konstytucji RP (projekt)
Prezydent Rzeczypospolitej jest wybierany na jedną siedmioletnią kadencję.

Gorzej jeśli zrozumiemy rzeczywiste motywy pomysłodawców (poświęcono im ostatni akapit uzasadnienia): „zwiększenie stabilności” prezydentury, a także magiczne „dobro wspólne” i „niespotykane zagrożenie” uzasadnić ma zastosowanie zmian „w biegu”. Zatem wydłużenie o 2 lat kadencji prezydenta dotyczyłoby już Andrzeja Dudy, przekreślony zostałby też trwający proces wyborczy.

art. 2 ustawy o zmianie Konstytucji RP (projekt)
1. Przepis art. 1 stosuje się do kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, która skończy się z upływem terminu ustalonego w zmienionych przepisach Konstytucji.
2. Zarządzone przed wejściem w życie ustawy wybory przed upływem kadencji urzędującego Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej stają się bezskuteczne.

Historia oczywiście zna takie zabiegi i wybiegi (jednym z mniej drastycznych jest przykład Franklina D. Roosevelta, który ubiegając się o trzecią i czwartą kadencję złamał zwyczaj konstytucyjny — dopiero po nim ograniczenie do dwóch 5-letnich kadencji stało się obowiązującym prawem), gorzej (ach, znów cytuję Marksa!) historia zwykła się powtarzać najpierw jako tragedia, a później jako farsa.
Sam w sobie pomysł jest niezły, bo doświadczenie podpowiada, że myślący o reelekcji prezydent rzeczywiście zapomina o realnym sprawowaniu prezydentury (w znacznym stopniu przejechał się na tym Bronisław Komorowski; warto jednak zwrócić uwagę, że ongiś 7-letnia kadencja prezydenta Francji została swego czasu skrócona do lat pięciu) — ale wizja zastosowania konstytucyjnego fortelu dla kupienia dodatkowego czasu dla Andrzeja Dudy jest nie do przyjęcia.

Jeszcze raz podkreślę, że moim zdaniem w obecnej sytuacji — koniec kadencji urzędującego prezydenta w czasie radykalnego ograniczenia swobód obywatelskich — nie ma dobrych rozwiązań, jednak każda propozycja, która ma na celu tylko i wyłącznie zapewnienie Andrzejowi Dudzie kolejnych lat w pałacu (przy błogosławieństwie palcem posłanki Lichockiej) jest rozwiązaniem najgorszym z możliwych.

[edit 15 kwietnia] a jednak PiS zamiaruje wydłużyć kadencję Dudzie (druk sejmowy nr 337)

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

42 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze