Mariusz Surosz, „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów” — swoje chwalicie, cudzego nie znacie…

Kontynuując wyimaginowaną podróż poza południowe granice naszego pięknego kraju i zgłębiając tajniki historii tamtego pięknego kraju natrafiłem na kolejną ciekawą książkę — „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów”którą napisał Mariusz Surosz.


mariusz surosz pepiki recenzja

Mariusz Surosz, „Pepiki. Dramatyczne stulecie Czechów” , Wydawnictwo Czarne, na papierze 375 stron


Zaczynając od początku: „Pepiki” to właściwie zbiór niedługich biograficznych felietonów o 23 najważniejszych postaciach XX-wiecznej Czechosłowacji, osób, które wywarły największy wpływ na ich przeszłość i teraźniejszość. Wybór całkiem subiektywny, bo na kartach książki znajdziemy wzmianki o wielu Czechach i bodajże tylko trzech Słowakach — nie tylko o politykach, bo przecież swoje miejsce znaleźli także Václav Laurin i Václav Klement.

A mianowicie, w pewnym skrócie:

  • TGM pojawia się właściwie dwukrotnie: raz jako tlo do opowieści o Charlotcie Garrigue-Masarykovej (godny odnotowania jest fakt, że po ślubie profesor przejął fragment nazwiska małżonki) oraz jako ojciec swego syna (kontrowersyjnego Jana Masaryka, który zmarł w do dziś niewyjaśnionych okolicznościach po przejęciu władzy przez komunistów );
  • Milan Štefánik (ten od schroniska pod Ďumbierem) i jego tragiczna (i też niewyjaśniona śmierć) tłumaczy nam jakim cudem powstała i ostała się naprędce wymyślona idea czechosłowakizmu — w przeciwieństwie do przecież wcześniej wyklutej i jakby bardziej wymarzonej przez samych zainteresowanych idei illyryzmu;
  • bardzo wiele uwagi Mariusz Surosz poświęca zdarzeniom z lat 1938-45: od monachijskiej zdrady, poprzez niezwykle trudną w jednoznacznej ocenie prezydenturę Emila Háchy; dość rzec, że autor podkreśla współpracę Pragi z emigracyjnymi władzami Beneša, który znał i akceptował większość działań „władz” Protektoratu Czech i Moraw — chodziło bowiem tylko i wyłącznie o to, by nie dać Niemcom powodów do niszczenia narodu czeskiego — aby po wojnie brutalnie odwrócić się odeń (co ciekawe to właśnie sam Beneš wypada na kartach historii raczej nieszczególnie);
  • jeszcze wyraźniejszym przykładem takiej postawy jest Alois Eliáš — premier rządu Protektoratu Czech i Moraw i równocześnie założyciel i działacz konspiracyjnej Obrany národa, za co zresztą odpowiedział głową; żeby nie mieć wątpliwości, że historia Czechów wcale nie jest mniej popierniczona niż nasza: formalnie totalitarna i antysemicka organizacja Národní souručenství też kryła w sobie drugie dno, którym była obrona czeskości przed Niemcami — zaś jej antyhitlerowski charakter początkowo dostrzegli tylko… prawdziwi czescy naziści;
  • na przeciwnym biegunie natomiast niewątpliwie plasuje się Emanuel Moravec — ostatni z tych, którzy chcieli się bić w 1938 r., pierwszy, który poszedł na kolaborację z hitlerowcami (formalnie tylko jako odpowiedzialny za szkolnictwo i edukację w Protektoracie, w praktyce jego rola była bardziej znacząca);
  • (z ciekawostek: mając dość proniemieckiej propagandy sączącej się z gazet premier Eliáš zaprosił do siebie na obiad 7 redaktorów naczelnych czołowych tytułów, aby poczęstować ich potrawami, w które wstrzyknięto… bakterie tyfusu i gruźlicy oraz jad kiełbasiany);
  • Klement Gottwald natomiast został sportretowany jako kuty na cztery nogi cwaniak, który formalnie będąc członkiem rządu powojennego rządu Beneša cały czas kopał pod nim dołki — aż do „pokojowego” przejęcia władzy przez komunistów w lutym 1948 r. — aby później skwapliwie wykonywać najkrwawsze polecenia Stalina wobec własnych towarzyszy (dla jasności: w Czechosłowacji Władysław Gomułka z pewnością nie doczekałby 1956 r….);
  • drugim ze Słowaków wzmiankowanych w „Pepikach” jest ks. Tiso — także postać niejednoznaczna, bo w/g Surosza do rozbicia ówczesnej Czecho-Słowacji i ogłoszenia (wymarzonej) niepodległości Słowacji popchnęła go przede wszystkim obawa przed wykorzystaniem sytuacji przez Madziarów, którzy już-już ruszali, żeby odebrać to, co utracili po 1918 r. W książce cytuje się też historyka, który zauważył, iż „klerofaszyści nie wykonali ani razu kary śmierci na komunistach jako swoich przeciwnikach (a zasądzili chyba tylko jeden taki wyrok) (…) komunista został skazany tylko na rok więzienia za nalepianie komunistycznych ulotek pierwszomajowych wzywających Słowaków do oporu przeciw reżimowi” (oczywiście nie mogę wykluczać, że skoro pisał to słowacki historyk, to mógł chcieć wybielać postać proboszcza).

Słowem: całkiem ciekawe i chyba polecam, aczkolwiek rzecz jasna raczej nie każdemu :-)

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

3 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze