Czy covidowy negacjonizm będzie przestępstwem?

A skoro wczoraj było o tym, że kompleks dyktatora nakazał pewnemu wicepremierowi rzucić hasło tworzenia sztafet ochronnych (na wzór roku 1920, bo to wówczas DAP powołała pierwsze oddziały Sturmabteilung), dziś czas na kilka akapitów o tym, że posłowie Lewicy chcą karnej penalizacji epidemicznego negacjonizmu — przestępstwem ma stać się publiczne zaprzeczanie COVID-19.


publiczne zaprzeczanie COVID-19

Publiczne zaprzeczanie COVID-19 ma być przestępstwem — co oznacza, że wyśmiewając się z zakazu wstępu na wrocławskie pola irygacyjne (bo koronawirus) będę przestępcą (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Chodzi oczywiście o przedstawiony kilka dni temu do laski marszałkowskiej projekt nowelizacji ustawy zakaźnej przewidujący karę grzywny lub ograniczenia wolności (po autopoprawce została tylko grzywna) za publiczne zaprzeczanie — po wprowadzeniu stanu epidemii, wbrew „aktualnej wiedzy medycznej” — zagrożeniom dla zdrowia publicznego. Warunkiem tak zakreślonej odpowiedzialności karnej za negacjonizm zakaźny ma być zachęcanie lub podżeganie do niestosowania lub niewdrażania procedur ochronnych.

art. 49a ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi (projekt po autopoprawce)
Kto w czasie stanu epidemii wbrew aktualnej wiedzy medycznej publicznie zaprzecza zagrożeniu dla zdrowia publicznego lub podważa jego istnienie, zachęca lub podżega do niewdrażania lub niestosowania procedur zapewniających ochronę przed zakażeniami oraz chorobami zakaźnymi, podlega grzywnie.

To oczywiście bardzo ciekawe, że Lewica zamierza penalizować korzystanie przez ludzi z konstytucyjnie gwarantowanej im wolności słowa, która wszakże obejmuje także prawo do pytlowania trzy-po-trzy (w uzasadnieniu projektu dostrzega się, że projekt ogranicza wolność słowa i swobodę ekspresji, ale od razu znajduje usprawiedliwienie w art. 31 ust. 3 Konstytucji RP). Nie jest też chyba nieuzasadnione jest pytanie dlaczego publiczne zaprzeczanie COVID-19 ma być aż przestępstwem, w przeciwieństwie do samego niestosowania procedur sanitarnych, nawet w szpitalu lub naruszenie obowiązków informacyjnych związanych z szerzeniem się chorób zakaźnych, które stanowią tylko wykroczenie (a chodzi o art. 54 ustawy, którego wnioskodawcy zmienić nie planują).

Niezależnie od tego jak oceniamy tego rodzaju negacjonizm, chciałbym zwrócić uwagę wątpliwość, która nasunęła mi się po lekturze projektu (moim niewprawnym okiem). Otóż ściganiu podlegać ma wygłaszanie opinii — bo jak inaczej kwalifikować „zaprzeczanie” czy „podważanie istnienia” zagrożeń? — „wbrew aktualnej wiedzy medycznej” ale czy wnioskodawcy (ich przedstawicielem jest poseł Krzysztof Śmiszek) zauważyli, ale nawet obecnie medycy dość mocno różnią się jeśli chodzi o niektóre aspekty epidemii koronawirusa, zaś wolty ministra Szumowskiego w/s noszenia maseczek przeszły już do anegdoty? Ba, tak sformułowana dyspozycja normy może nawet uniemożliwić naukową polemikę — bo przecież publikacja tekstu „łagodniejszego” w ocenie skutków choroby może być oceniana jako podważanie istnienia zagrożenia dla zdrowia. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że prokurator i sąd mają mechanizmy do oceny sprawy (zamawiając ze dwie opinie biegłych), ale czy naprawdę mamy dawać organom ścigania jeszcze jeden mechanizm do gnębienia i tak mocno już zgnębionych ludzi?!

To oczywiście głupi i szkodliwy pomysł (oceniałbym go inaczej, gdyby sprowadzał się do ścigania tego, kto „zachęca lub podżega do niewdrażania lub niestosowania…”) — ale jest też dowodem na to, że każda władza odbiera rozum, zaś zasiadanie w ławach opozycji nie jest antidotum na szalone i antywolnościowe pomysły.

Pomyślałem Sobie [troszkę później], że taki przepis wymaga od każdego bycia na bieżąco z aktualną wiedzą medyczną — która może nie jest widzą tajemną, ale uzależnianie odpowiedzialności karnej Polaka-szaraka za myślozbrodnię od tego, co aktualnie poszło w „The Lancet” jest więcej niż wątpliwie…
Wyszło mi też, że jakiekolwiek pitolenie o obostrzeniach koronarwirusowych (jakiekolwiek one są — sensowne, bezsensowne) nie może być traktowane jako publiczne pochwalanie przestępstwa (art. 255 kk, art. 52a kw; pochwalanie wykroczenia w ogóle nie jest karalne)… więc już tylko musimy się uporać z oficjalnymi wypowiedziami, jeśli nie ex-ministra Szumowskiego, to może choćby klinicznym przypadkiem negacjonizmu w służbie partii: „cieszę się, że coraz mniej obawiamy się tego wirusa, tej epidemii. To jest dobre podejście, bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się go bać!”.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

23 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze