Sokoliki (i jeszcze kawałek Rudaw Janowickich)

Rok 2020 jest pod wieloma względami nietypowy. Ot, weźmy pod uwagę choćby nasze górskie wyjazdy: mało ich, bo realizację części planów uniemożliwiło zamknięcie granic, ale dzięki temu pojawiliśmy się w rewirach, które zwykle dotąd mijaliśmy w wielkim pędzie — i to mimo tego, że nie wyściubiliśmy nosa poza Sudety! W takim dziwnym roku naszym cichym „odkryciem” okazały się… Rudawy Janowickie. Zabawne, bo mamy tu bliżej niż w wiele innych rewirów, które odwiedzamy częściej i chętniej, dojazd też jakby lepszy niż np. w Broumovské stěny, a przecież dopiero teraz tak naprawdę je bliżej poznajemy (no dobra, część część wspomnień jakbym nieco łatwiej wydobywał z odmętów pamięci — jak tego japcoka wypitego na szkolnej wycieczce w krzokach obok „Szwajcarki”).
No dobra, po tym przydługim i przynudnym wstępie czas na proste stwierdzenie faktu: tydzień temu udało się nam znów wyskoczyć w Rudawy Janowickie. Na początek były Sokoliki „właściwe” (piję do mylnego określania tą nazwą całego pasma, a przecież Góry Sokole to tylko te skałki za Szwajcarką), na które wtarabaniliśmy się od „niewłaściwej” strony, a później — nieco wystraszeni ogromną ciżbą (takie tłumy można zobaczyć chyba tylko na Ślęży) — zdecydowaliśmy się uderzyć na dalsze szlaki.
A że miałem aparat i zrobiłem parę zdjęć…


Highland cattle

Pierwsze zdjęcie dość nietypowe, ale po prostu po drodze zaskoczył nas widok stada takich oto krówek. Pierwsze skojarzenie oczywiste — wygląda jak jak ;-) ale przecież nie te góry — jednak weryfikacja w internetach pozwoliła stwierdzić, że to szkocka odmiana bydła Highland cattle (fot. Olgierd Rudak, CC-BY 2.0)


Sokoliki psem

Sokolik okazał się tak oblegany przez turystów i wspinaczy, że cudem udało się nam cyknąć taką oto pamiątkową fotę (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sokolik

Przypomina mi się słynny opis Zamarłej Turni pióra Józefa Nyki („w dole widać wspinających się taterników”, czy jak to tam szło). O Sokoliku w ciemno też można stwierdzić, że ktoś się będzie wspinał (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Rudawy Janowickie

Nareszcie w lesie, nareszcie sami — odejście od rewiru Sokoliki-Szwajcarka pozwala odetchnąć od tłumów (dość rzec, że tego dnia naliczyliśmy na szlaku ok. 30 psów! w Polsce!! tego jeszcze nie było) (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Sokoliki psem

Powtórzę się: Rudawy Janowickie to świetne góry na połażenie z psem, a jesienią są po prostu wybitne (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Rudawy Janowickie pies

W pewnym momencie zerwał się taki wiatr i zrobił się taki ziąb, że z Lwiej Góry wialiśmy w podskokach — inaczej mogłoby nas stamtąd zwiać! (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Karkonosze Lwiej Góry

I znów Karkonosze widziane z dystansu — bo Śnieżka tylko z pewnej odległości wygląda porządnie (najlepiej w kontrze) — tym razem z Lwiej Góry (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


góry psem

Psiapsiółka takie klimaty — trawka, lasek, niezbyt gorąco, mało ludzi — lubi najbardziej; dość rzec, że tylko o tej porze roku możemy szwendać się kilka godzin przy jednym tylko dłuższym odpoczynku, latem jest to po prostu niemożliwe — taki urok suki po byku (fot. Olgierd Rudak, CC-BY 2.0)


Sokoliki psem

I jeszcze ten właściwy familijny pstryk z górskiego szlaku :-) (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Dla chętnych do wybrania się w Sokoliki i Rudawy Janowickie (z psem albo i nie) odnośnik do mapki: Trzcińsko — (momentami podejście na szagę) Sokolik — Krzyżna Góra (zejście zdecydowanie na szagę) — Szwajcarka — Przełęcz Karpnicka — rozdroże pod Jańską Górą — (przejście po części na szagę) Piec — Lwia Góra — rozdroże po Jańską Górą — Przełęcz Karpnicka — powrót trawersem Sokolików — przez Tabor pod Krzywą — Trzcińsko; całość zajęła nam niespełna 7 godzin, z jednym dłuższym i dwoma krótszymi popasami.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

12 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze