Gwizdek ratunkowy (w górach)

Wiele, naprawdę wiele lat temu znajoma opowiadała mi jak to pakowała się z pewnymi Anglikami w góry. Panowie, w ramach pokazywania sobie (sprzętu, sprzętu!) wyciągnęli gwizdki, co było pretekstem do takiej oto wymiany zdań (w języku lengłydż, przytoczę ją w wolnym, także ze względu na upływ czasu, tłumaczeniu):

– po co wam gwizdek?!
– jak to po co? a jak wezwiesz pomoc, jeśli będzie to potrzebne?

Kochani, gwizdek ratunkowy to kolejny niepotrzebny gadżet, który jednak w górach warto — zgodnie z zasadą lepiej nosić, niż prosić — mieć.


Arc'teryx Atom LT gwizdek ratunkowy górach

Gwizdek ratowniczy to jeszcze jeden gadżet, który w górach warto mieć — byle się nigdy nie przydał (fot. Magdalena Rudak, CC-BY 2.0)


Z góry zastrzegam, że w górach nie należy gubić się, łamać nóg i czynić niczego innego, co wymagałoby wzywania pomocy — ale przecież nie od dziś wiadomo, że bywa z tym różnie. Dopóki jest zasięg komórek (z tym w terenie bywa różnie) można próbować wzywać na pomoc GOPR/TOPR (telefon 601100300 — wbijcie sobie w te komórki, które macie ;-) ale zorganizowanie akcji też wymaga czasu, no a przecież zawsze w pobliżu może być ktoś, kto zdoła pomóc lub chociaż potowarzyszyć w oczekiwaniu na ratowników. Po zmroku do zaalarmowania otoczenia może przydać się latarka (bez niej na szlak też się nie ruszamy, chociaż zasadniczo nie używamy), natomiast za dnia nieodzowny może być właśnie tytułowy gwizdek ratunkowy.
Funkcjonalność gwizdka ratunkowego jest prosta: ma być BARDZO GŁOŚNY i łatwy w użyciu, a do tego zawsze pod ręką — na tyle zawsze, żebyśmy generalnie nie zwracali nań uwagi. Dlaczego akurat gwizdek, skoro każdy ma aparat gębowy, którym może wzniecać donośne okrzyki? Ano dlatego, że zasadniczo dmuchanie w gwizdek jest mniej wyczerpujące, niż wydzieranie się wniebogłosy, co może robić różnicę jeśli się okaże, że wzywamy pomocy między 22.00 a 6.00 dnia następnego, no i warto zauważyć, że porządny gwizdek ratowniczy potrafi dobyć z siebie dźwięk o głośności ok. 120 dB!


czołówka Petzl gwizdek

Moja stara czołówka Petzl Tikka XP2 wyposażona jest w gwizdek pełniący równocześnie funkcję klamerki; znacznie starszy model Zoom takiego dodatku był pozbawiony (fot. Olgierd Rudak, CC-BY 2.0)


Skąd wziąć taki górski gwizdek ratunkowy? I teraz najlepsze: jest całkiem możliwe, że już taki survival whistle macie! Sęk bowiem w tym, że wcale nierzadko bywa on elementem zwykłego sprzętu używanego przez turystów — gwizdkami nierzadko są np. sprzączki pasów piersiowych przy plecakach czy klamerki przy czołówkach, bywają też wbudowane w noże (gwizdek jest np. wyposażeniu multitoola Leatherman Signal). Przyzwyczaiłem się do tego na tyle, że za niezrozumiałą, wstydliwą i niewłaściwą oszczędność uważam pominięcie tego detalu przez producenta w jakimś fajnym i drogim plecaku (na szybko mogę podpowiedzieć, że gwizdki da się zaobserwować m.in. w plecakach Black Diamond, Gregory, Jack Wolfskin, La Sportiva, Lowe Alpine (przynajmniej od czasu jak kupił ich Rab), Mammut, Osprey, czy też The North Face.
Co jednak zrobić jeśli się okaże, że przy Waszym plecaku czy latarce takiego ustrojstwa brak? To niewielki problem, bo akurat gwizdek ratunkowy jest jednym z najtańszych gadżetów do kupienia w górskim sklepie (ceny zaczynają się już od kilku złotych; jeśli „tak tanio to nie dla nas”, zwracam uwagę na biżuteryjne gwizdki produkowane przez brytyjską firmę ACME — jeśli nie mistrzów świata, to przynajmniej odpowiednika Rolls-Royce gwizdkologii). Nabyć, przytroczyć do czegoś, co zwykle macie ze sobą na wycieczce, zapomnieć — oby nigdy się nie przydał…


gwizdek ratunkowy górach

O gwizdku pamiętali także w przypadku plecaka The North Face, który mam od kilkunastu lat; plecak jest trwały lecz raczej do bani, jednak wiem, że jak już będę go wyrzucał — ten drobny przydasiek na pewno zabiorę (fot. Olgierd Rudak, CC-BY 2.0)


Jak używać gwizdka ratunkowego? Głupie pytanie, bo przecież wystarczy siąść i dąć, a dźwięk się sam dobędzie… Niby tak, ale jak to zwykle bywa: najlepiej być dobrze zrozumianym, więc warto zapamiętać, że pomocy w górach wzywamy wysyłając 6 (sześć) sygnałów (świetlnych, dźwiękowych, etc.) na minutę, w równych odstępach, po przerwie trwającej minutę ponawiamy procedurę. Natomiast słysząc czyjeś wezwanie o pomoc odpowiadamy 3 (trzema) sygnałami na minutę (czyli co 20 sekund).
Całkiem na marginesie pozwolę sobie dodać, żeby nie machać bez potrzeby do przelatujących helikopterów czy aeroplanów (ratowniczych i nie tylko) — bo kształt litery „Y” (jak „YES”) w ratownictwie oznacza „potrzebuję pomocy!”, zaś wezwanie pomocy może być sygnalizowane właśnie uniesieniem w górę obu rąk (wówczas figura ludzka przypomina „Y”). Więc pamiętajcie też, że gdyby już doszło do takiego nieporozumienia (albo gdyby ratownicy się Wami niepotrzebnie zainteresowali), należy odchylić jedną rękę skosem w dół, co symbolizuje literę „N” jak „NO”.


wzywanie pomocy górach

Mieć przy sobie gwizdek to nie wszystko, bo przecież trzeba jeszcze wiedzieć jak gwizdać, żeby wezwać pomoc. W przypadku niektórych plecaków jest o tym sprytna przypominajka: GWIŻDŻEMY/BŁYSKAMY ŚWIATŁEM 6 RAZY NA MINUTĘ, w równych odstępach (fot. Olgierd Rudak, CC-BY 2.0)


Czy gwizdek ratunkowy, który niewątpliwie może przydać się w górach, może przydać się też jako drobny suwenir (w kontekście nadchodzących Wielkich Świąt Prezentów)? Ja nie wiem, bo mam, ale jakbym nie miał, to bym się pewnie cieszył (mój typ: dowolny ACME Tornado w barwie oranżowej — i zwracam uwagę, że na ich stronie można sobie posłuchać dźwięku, więc się okaże, że można sobie dobrać nawet ton).

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze