Nazwanie polityka „szmalcownikiem” narusza jego dobre imię

A skoro niedawno media podawały, że pewien madziarski europarlamentarzysta został przyłapany na gej-party, chociaż nikt nie powinien się go tam spodziewać, dziś czas na kilka akapitów o tym, że nazwanie polityka przez polityka „szmalcownikiem” narusza dobre imię obrażonego — zaś bezprawności takiego naruszenia nie wyłącza rzekomy spór polityczny i debata publiczna.


Ryszard Czarnecki Róża Thun wyrok

Ujęcie czysto ilustracyjne — i nie dotyczy TEGO posła Czarneckiego (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 29 września 2020 r. (V ACa 61/20)
Debata publiczna, polityczna dyskusja, musi mieć charakter merytoryczny i nie może stanowić ataku ad personam. Uczestnicy debaty mają prawo bronić swoich poglądów i krytykować poglądy innych, muszą jednak szanować przeciwnika owej debaty i uwzględniać jego godność. W demokratycznym państwie prawa nie ma przyzwolenia na hejt (obraźliwy, agresywny komentarz, działanie przejawiające złość, wrogość, nienawiść wobec kogoś).

Orzeczenie wydano w sprawie o ochronę dóbr osobistych Róży Marii Barbary Gräfin von Thun und Hohenstein, posłanki do Parlamentu Europejskiego, o której Richard Henry Czarnecki, także eurodeputowany, powiedział w wywiadzie „podczas II Wojny Światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein” oraz „pani Róża von Thun und Hohenstein wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj, co nie jest tak bardzo zaskakujące skoro wiadomo, że wcześniej była ambasadorem UE w Polsce, a więc reprezentowała interesy Unii, a potem ruchem konika szachowego przeskoczyła na funkcję europosła z Polski, reprezentującego rzekomo Polskę w Brukseli. Wydaje się, że cały czas czuje się przedstawicielem UE w Polsce, a nie odwrotnie” (dzień później sformułowania te pojawiły się na blogu prowadzonym przez Richarda Henry’ego Czarneckiego). Wypowiedzi te były reakcją na wyprodukowany przez niemiecką telewizję NDR film, w którym powódka skrytykowała polskie władze (por. „Wiceprzewodniczący PE o antypolskim filmie”).

Zdaniem polityczki doszło w ten sposób do naruszenia jej dobrego imienia i indywidualnej tożsamości jako Polki (jej liczni przodkowie walczyli o Polskę, od Powstania Listopadowego do II Wojny Światowej i przeciw komunizmowi), zatem zażądała publikacji przeprosin w mediach oraz zasądzenia od pozwanego kwoty po 25 tys. złotych na dwie organizacje społeczne.
W ocenie pozwanego wypowiedź stanowiła dopuszczalną krytykę w ramach debaty publicznej i korzystania z wolności słowa, zaś eurodeputowana jako polityk powinna być szczególnie odporna na krytykę polityczną.

art. 54 ust. 1 Konstytucji RP
Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Odnosząc się do sporu sąd podkreślił, iż co do zasady debata publiczna wyłącza bezprawność naruszenia dóbr osobistych — przedstawianie sprzecznych i konfrontacyjnych stanowisk, a także ostra polemika wpisują się w nieskrępowaną, pluralistyczną i wolną od ingerencji państwa debatę, która może też obejmować krytyczną ocenę poglądów i postaw osób publicznych. Nie oznacza to jednak, by bezprawność naruszenia wyłączało każde powołanie się rzekomą debaty publicznej: publiczna krytyka zawsze polega na korzystaniu z wolności słowa, ale w przypadku kolizji tego prawa z dobrami osobistymi należy rozważyć — uwzględniając konieczność zwiększonej tolerancji ze strony osób publicznych na krytyczny osąd ich poczynań i poglądów — ochronę godności jednostki. Niezależnie od tego, że wolność słowa jest wartością konstytucyjną, nie ma wszakże charakteru nieograniczonego, zaś ochrona czci i dobrego imienia jednostki jest także chroniona konstytucyjnie.

art. 47 Konstytucji RP
Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym.

Biorąc zatem pod uwagę, że szmalcownik to osoba, która w okresie niemieckiej okupacji wymuszała na Żydach okup pod groźbą zadenuncjowania (historycy zaliczają szmalcowników do współuczestników Holocaustu) — porównanie Róży Marii Barbary Gräfin von Thun und Hohenstein do szmalcownika naruszyło jej dobre imię. Sęk w tym, że Richard Henry Czarnecki miał prawo skrytykować słowa eurodeputowanej reprezentującej konkurencyjne ugrupowanie, jednak nie można pomijać, iż inkryminowana wypowiedź nie odnosiła się do (krytycznych wobec aktualnych polskich władz) sformułowań powódki, lecz miała na celu jej poniżenie w oczach odbiorców. W ocenie sądu nie budziło wątpliwości, iż naruszenie dóbr osobistych miało charakter zawiniony — wypowiedziane słowa padły na zimno, podczas udzielanego wywiadu, a następnie zostały powtórzone na blogu.
Rzecz jasna mniejszy zakres ochrony przysługuje osobie publicznej, jeszcze mniejszy takiej, która która sama używa sformułowań „ostrych, brutalnych, obraźliwych, czy naruszających dobre imię innych osób”, pewnego rodzaju sformułowania mogą być dopuszczalne w ferworze bezpośredniej utarczki słownej — jednak żadna z tych przesłanek, zdaniem sądu, nie została wykazana przez pozwanego.

Uwzględniając powództwo sąd prawomocnie nakazał złożenie w jednym z portali internetowych i na blogu oświadczenia o określonej treści („użyłem niestosownych i głęboko obraźliwych słów pod adresem [powódki]. Moja wypowiedź była bezprawna i naruszała dobre imię ww. osoby. W wyniku przegranego procesu sądowego przepraszam i wyrażam ubolewanie z powodu krzywdy, jaką wyrządziła moja wypowiedź”) oraz zasądził po 15 tys. na rzecz wskazanych organizacji społecznych.

Zamiast komentarza: baranem człowiek się rodzi, co gorsza nie wszyscy z tego wyrastają.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

6 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze