Alexandra Richie, „Berlin. Metropolia Fausta” — historia z miastem w tle

Widzisz: książka z nazwą miasta w tytule — myślisz: przewodnik? I słusznie, ale co powiesz na przewodnik z historią w tle? Z historią miasta, ale też państwa (państw), które kręciły się wokół tego miasta? Jak dla mnie bomba, co potwierdza lektury dzieła „Berlin. Metropolia Fausta. Tom 1” pióra Alexandry Richie.


Richie Berlin Metropolia Fausta recenzja
Alexandra Richie, „Berlin. Metropolia Fausta. Tom 1” (’Faust’s Metropolis: A History of Berlin'), tłum. Zofia Kunert, Wydawnictwo W.A.B., na papierze 576 stron

A mianowicie, w dużym skrócie:

  • początek historii miasta dziś znanego jako Berlin pisać zaczęli rzecz jasna Słowianie (Wieleci — Hawelanie, Szprewianie), którzy najpierw wypędzili (albo: wytrzebili) zajmujących te podmokłe ziemie Germanów (którzy wcześniej wyparli słowiańskich Wenedów), aby założyć kilka osad z Kopanicą (Köpenick), Spandau, Teltow czy Barnim na czele; ba, słowo Berlin nie pochodzi, jak chcieliby pyszni Brandenburczycy, od dumnego bär, lecz racze od starosłowiańskiego brl (bagna, błota);
  • ponowne pojawienie się plemion germańskich było efektem późniejszego już Drang nach Osten, co jednak nie zmienia faktu, że przez wiele stuleci ówczesny Berlin był kiepskim miasteczkiem w kiepskiej okolicy, władanym przez nieznaczących Hohenzollernów — gdzież mu do Augsburga, Norymbergi, Pragi, Wretslawia, etc.? Dość rzec, że długo Brandenburgia była niewielkim państewkiem wciśniętym gdzieś pomiędzy potężną Rzplitę Obojga Narodów i silną Saksonię;
  • pierwszą okazją do wzmocnienia pozycji Marchii Brandenburskiej i Berlina stała się Reformacja — konwersja elektora na luteranizm wraz z nieco wcześniejszą sekularyzacją Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie z czasem pozwoliło na połączenie unią personalną z Księstwem Prus; wojna trzydziestoletnia miasta nie oszczędziła (także „sojusznicza” okupacja przez wojska szwedzkie); ciekawą konsekwencją targających Europą waśni religijnych była konwersja elektora na kalwinizm — przy pozostaniu większości mieszkańców Brandenburgii przy wierze luterańskiej — co dało zaczątek pruskiej tolerancji religijnej (rzecz jasna tolerancji w granicach rozsądku — jeszcze za Fryderyka Wilhelma praktykowanie religii było zakazane „papistom, arianom, fotynianom, anabaptystom, zwolennikom Valentina Weigla i minimitom”, zaś na szczególną uwagę zasłużyli sobie jezuici jako „diabły zdolne do każdego zła i intryg przeciwko władcy i całej społeczności”;
  • Berlin nadal jednak wyglądał jak „brudna prowincjonalna dziura” — jego szczęściem okazało się władanie przez Hohenzollernów, którzy z czasem okazali się najsprytniejszą europejską dynastią: od Fryderyka Wilhelma („Wielkiego Elektora”), poprzez Fryderyka Wilhelma I („króla sierżanta”) aż do Fryderyka Wielkiego (tego samego, który zdobył Schlesien i uczynił jedną z prowincji Prus); Hohenzollernowie szybko postawili na unowocześnianie państwa — wymusili szereg reform, po których wprawdzie nadal państwo było ubogim krewnym wielu możniejszych sąsiadów, ale już mogło równać się z Rzplitą (dla przypomnienia: to właśnie budująca się siła Prus sprawiła, że polscy panowie postanowili oprzeć antypruską koalicję na unii z Saksonią);
  • (inna sprawa, że właśnie od tamtych czasów zaczyna się zapał do ingerencji i regulacji całego życia poddanych — praktycznie każdy król widział swoje państwo zorganizowane na modłę centralnie sterowanej armii, z władcą decydującym nie tylko o tym czym poddani surowej dyscyplinie (nomen-omen) poddani mają się zajmować, ale nawet o tkaninach, jakich mogą używać — nastał „kult wydajności, czystości i ciężkiej pracy”, co skończyło się cofnięciem kraju w rozwoju kulturalnym);
  • i tak aż do epoki wojen napoleońskich, które początkowo pogrążyły państwo w chaosie i anarchii, aż do zdrady Yorcka, która de facto okazała się wybawieniem — pamięć o francuskiej okupacji okazała się natomiast motorem zarówno do przemian kulturalnych (pojawienie się niemieckiego — podszytego mocnym liberalnym nacjonalizmem, rzecz jasna w/g ówczesnych standardów — romantyzmu; skądinąd tytułowy „Faust” przecież właśnie od von Goethego jest), militaryzacji państwa, jak i politycznych — berlińskiej rewolucji 1848 roku, która zaczęła się od haseł zjednoczenia Niemiec (dla przypomnienia: hasło to wówczas uchodziło za niezwykle radykalne, podobnie jak pieśń „Deutschland Deutschland über alles” — skądinąd zakazana właśnie ze względu na potencjał wywrotowy); berlińska Wiosna Ludów — którą zarówno popierał, jak i zwalczał labilny Fryderyk Wilhelm IV (ten, który najsamprzód paradował w szarfie w barwach rewolucji, aby następnie odmówić włożenia korony „z rynsztoku”) — skończyła się wyprowadzeniem wojska na ulice i rozpędzeniem (bez jednego wystrzału) Zgromadzenia Narodowego;
  • według tej narracji 1848 rok ma być momentem, w którym Niemcy schodzą z drogi obranej przez większość zachodnich społeczeństw na rzecz własnego modelu — überdyscypliny, czołobitności wobec władzy, wprowadzenia państwa policyjnego, militaryzacji (ówczesne Prusy były określane jako „armia, która ma swoje państwo”) — ale też rozwoju gospodarczego i przemysłowego (niemieckie koleje nadal widać na mapie zachodniej części Polski, nie mówiąc o tym co się porobiło we Wrocławiu);
  • to właśnie kolej żelazna stała się najważniejszym elementem trampoliny, na której wybił się Otto von Bismarck — wszakże rozmiar zwycięstwa Żelaznego Kanclerza w kolejnych wojnach (z Danią, Austrią oraz kluczową — wojną z Francją 1870-71) nie byłyby tak przytłaczający, gdyby nie możliwość błyskawicznego transportu oddziałów na front;
  • 1871 r. to oczywiście przede wszystkim zjednoczenie Niemiec i utworzenie Cesarstwa Niemieckiego ze stolicą w Berlinie (co ciekawe lada dzień będziemy mieli okrągłą 150-tą rocznicę proklamacji Drugiej Rzeszy), ale też początek zmian urbanistycznych w przeludnionym mieście, w którym warunki życia urągały wszystkiemu co możliwe (strzelam, że niekoniecznie z punktu widzenia mieszkańca ziem na wschód od linii Odry); na bazie tych przemian nastał „czerwony Berlin” — rozwój dzielnic robotniczych zradykalizował masy miejskie i przyciągnął różnej maści burzycieli zastanego porządku (autorka sporo uwagi poświęca sporom jakie toczył twórca ruchu socjaldemokratycznego Ferdinand Lasalle z oszołomionym piewcą rewolucji, Karlem Marxem; obyczajowo interesująca jest też opowieść o socjaldemokratycznej prasie, która zaszczuła na śmierć Fritza Kruppa — bliskiego przyjaciela cesarza Wilhelma — ze względu na jego homoseksualne preferencje);
  • jednak schyłek dziewiętnastego stulecia to oczywiście przede wszystkim dalsza militaryzacja Niemiec — powszechna moda na uniformy i uniżoność przed szarżą (jakże wspaniale obśmiana przez „kapitana z Köpenick” — polecam tę przednią historię), stroszenie wąsów na Kajzera, tłamszenie jakichkolwiek liberalnych myśli, powszechnie popierany ekspansjonizm — co prostymi krokami doprowadziło do Wielkiej Wojny;
  • listopad 1918 r. to koniec wojny, ale nie koniec dramatycznych wydarzeń na ulicach Berlina: najpierw Novemberrevolution zmiotła cesarstwo, później socjaldemokratyczny rząd Eberta zmiótł — bagnetami wciąż kajzerowskich w duchu Freikorpsów — skrajnych rewolucjonistów („spartakusowców”); słaba lecz wesoła — nigdzie nie było tak szalonych balang jak w kolorowym mieście lat dwudziestych — Weimarer Republik przetrwała zaledwie kilkanaście lat, poddając się pewnemu niespełnionemu malarzowi z Braunau am Inn…

…i tu opowieść się urywa, wszakże to tom pierwszy (drugiego chyba jeszcze nie wydano…).
Ale książka fajna, cieszę się, że ją przeczytałem. Polecam.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

6 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze
6
0
komentarze są tam :-)x