Zamazanie wizerunku w materiale prasowym nie sugeruje, że mowa jest o przestępcy

A skoro tydzień temu było o tym, że nazbyt oszczędny czarny pasek na oczach podsądnego może naruszać jego dobra osobiste, dziś czas na następujące dywagacje: czy zamazanie wizerunku tworzy skojarzenie z przestępcą? Czy zatem media nie powinny anonimizować w ten sposób wizerunku osób w prowadzonym przez prokuratora postępowaniu sprawdzającym? I, wcale nie na marginesie: czy prasa może informować o urzędniku państwowym, który naruszył przepisy ustawy antykorupcyjnej, jeśli prokurator doszedł do przekonania, że nie miało miejsce jakiekolwiek przestępstwo?

wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 23 listopada 2021 r. (I ACa 527/21)
1) Interes społeczeństwa w uzyskiwaniu informacji o nieprzestrzeganiu prawa przez urzędników państwowych jest oczywisty i nie ogranicza się wyłącznie do informacji o czynach mogących grozić odpowiedzialnością karną, ale obejmuje wszelkie informacje o łamaniu prawa przez urzędników.

2) Nie narusza zasad dziennikarskiej rzetelności dziennikarz, który przekazuje społeczeństwu informację uzyskaną od organów ścigania, że widzą one potrzebę prawnokarnej oceny powyższych działań powodów. Dziennikarz ma bowiem prawo uznawać prokuraturę za wiarygodne źródło informacji — a w szczególności w zakresie kompetencji tych organów do prawnokarnej kwalifikacji czynów.

Spór zaczął się od założenia przez dwoje urzędników zatrudnionych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów prywatnej spółki z o.o. Wkrótce po tym urzędnicy odeszli z pracy, w złożonym oświadczeniu majątkowym (niezbędnym przy rezygnacji z funkcji) nie wykazali udziałów i pełnionych funkcji w zarządzie. Następnie spółka przeprowadziła pewną propagandową kampanię — po czym wspólnicy sprzedali udziały w spółce i powrócili na swoje stanowiska w KPRM. Afera została naświetlona w pewnym telewizyjnym reportażu (padły w nim m.in. takie sformułowania jak: „autorzy kampanii „Sprawiedliwe sądy” pod lupą prokuratury (…) złamali ustawę antykorupcyjną. Byli współpracownicy Barbary Szydło, kiedy założyli prywatna spółkę, formalnie pracowali w kancelarii premiera, a tego robić nie wolno”; że śledczy już się zajmują „tą dwójką — pijarowcami, autorami i twórcami tych reklam”; a także wypowiedź jakiegoś posła, który miał nadzieję, że prokuratura „nie będzie zamiatała [sprawy] pod dywan”, że te osoby „są w to umoczone”; no i wreszcie komentarz narratora, iż prokuratura „dopatrzyła się złamania ustawy antykorupcyjnej, bo prywatną spółkę założyli kilka dni przed odejściem z kancelarii premiera, a tego zabrania prawo” — wszystko to z przebitkami, na których pokazano zainteresowanych, acz z zamazanymi twarzami).

Sprawa trafiła do prokuratora, który stwierdził, iż wprawdzie doszło do naruszenia ustawy antykorupcyjnej, ale odmówił wszczęcia postępowania (bo rezygnacja z pełnienia funkcji zwalnia z odpowiedzialności karnej (?!), zaś brak informacji był niezamierzonym błędem wynikającym z tego, że spółkę zarejestrowano w KRS nieco później).
Zdaniem zainteresowanych oznaczało to, że emisja reportażu nieprawdziwie przedstawiała ich jako przestępców, zaś ich wizerunek został niedostatecznie („pozornie”) zanonimizowany, zatem wnieśli do sądu pozew, w którym zażądali od nadawcy 100 tys. złotych zadośćuczynienia na zbożny cel i przeprosin.

art. 13 ust. 1-2 ustawy prawo prasowe
1. Nie wolno wypowiadać w prasie opinii co do rozstrzygnięcia w postępowaniu sądowym przed wydaniem orzeczenia w I instancji.
2. Nie wolno publikować w prasie wizerunku i innych danych osobowych osób, przeciwko którym toczy się postępowanie przygotowawcze lub sądowe, jak również danych osobowych i wizerunku świadków, pokrzywdzonych i poszkodowanych, chyba że osoby te wyrażą na to zgodę.

(Pozostawione w uzasadnieniu okruszki pozwalają ustalić, że powodami byli Anna Plakwicz i Piotr Matczuk, a założona przez nich spółka spółka Solvere sp. z o.o. odpowiadała za kampanię propagandową „Sprawiedliwe sądy”, por. „Wielotysięczne przelewy dla firmy Solvere. Za co PiS płacił założycielom spółki?”.)

art. 14 ust. 1 ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne
Kto będąc obowiązany do złożenia oświadczenia [o działalności gospodarczej małżonka lub o stanie majątkowym] podaje w nim nieprawdę,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 5.

Sąd I instancji stwierdził, iż inkryminowany materiał prasowy rzeczywiście naruszał dobra osobiste powodów: niezależnie od tego, że informacja, że prokuratura prowadzi czynności sprawdzające (art. 307 kpk) nie może być interpretowana jako kategoryczna wypowiedź twierdząca, że doszło do przestępstwa, całokształt reportażu niewątpliwie przypisywał im złamanie prawa — a przecież wypowiedź sugerująca zachowanie naganne prawnie i moralnie stawia każdą osobę w jednoznacznie złym świetle.

Jednakże gros informacji dotyczył faktów (powołania spółki, braku jej wykazania w oświadczeniach majątkowych, etc.), które okazały prawdziwe — a przecież publikowanie w mediach prawdziwych informacji i towarzyszących im komentarzy nie tylko nie jest zakazane, ale też stanowi działanie w obronie uzasadnionego interesu społecznego. Uzasadnione i prawidłowe było także zanonimizowanie wizerunku powodów oraz podanie wyłącznie ich imienia i inicjału nazwiska — bo skoro prawo zakazuje publikacji wizerunku z postępowania przygotowawczego, to trudno zarzucać dziennikarzom, iż zdecydowali się na ukrycie tożsamości także omawiając prowadzenie postępowania sprawdzającego. Oznacza to, że naruszenie dóbr osobistych nie było bezprawne, zaś oceny tej nie podważa decyzja prokuratury (nb. zdaniem sądu nieprawidłowa, bo urzędnik powinien wpisać także spółkę w organizacji — nie ma znaczenia czy i kiedy została wpisana do KRS).

W apelacji od niekorzystnego wyroku powodowie zarzucili m.in. błędne przyjęcie, iż w reportażu ich wizerunek został zamazany w sposób uniemożliwiający ich identyfikację — a nawet jeśli, to zamazanie wizerunku tworzyło skojarzenie z przestępcą, zatem „nadmiarowa” anonimizacja tak czy inaczej naruszyła dobra osobiste (upraszczając: jak nie kijem go, to pałką).

Sąd odwoławczy zwrócił uwagę, iż treść roszczeń jest dość specyficzna, bo chociaż powodowie zakwestionowali część informacji przekazanych w reportażu jako nieprawdziwe, żądanie złożenia przeprosin odnosi się wyłącznie do kwestii sposobu pokazania wizerunku. Nie dziwi to o tyle, o ile bezsporne jest, że zatajenie składnika majątku w oświadczeniu majątkowym urzędnika jest przestępstwem, natomiast objęcie udziałów i funkcji w zarządzie podczas pełnienia funkcji jest deliktem dyscyplinarnym. Nie ma przy tym znaczenia błędny pogląd prokuratury, która pominęła przepisy odnoszące się do statusu spółek kapitałowych w organizacji (a trudno też wierzyć, by wspólnik powołanej już spółki kilka dni później zapomniał o wizycie u rejenta). Naruszenie dóbr osobistych mogłoby wywołać przekazanie nieprawdziwych informacji o działaniach i zaniechaniach naruszających prawo — ale przecież treść wyemitowanego reportażu była prawdziwa: urzędnicy rzeczywiście utworzyli spółkę podczas pracy w KPRM i nie wykazali jej w oświadczeniach majątkowych. Jeśli nawet dziennikarze popełnili pewne pomniejsze błędy, to zasadniczo dlatego, że zainteresowani nie odpowiedzieli na próby kontaktu ze strony autorów reportażu i nie skorzystali z możliwości przedstawienia swego stanowiska, w szczególności wyjaśnienia przyczyn braku wykazania udziałów w Solvere sp. z o.o. w oświadczeniach majątkowych (co wyklucza także zarzuty odnoszące się do staranności i rzetelności dziennikarskiej).
Powodowie byli wysokimi urzędnikami rządowymi (dyrektor departamentu w KPRM), więc powinni ściśle przestrzegać prawa, zatem informacje o podejmowaniu nich działalności gospodarczej mogą i powinny interesować społeczeństwo. Nie jest także dziwne, że prasa interesuje się prowadzeniem przez prywatną spółkę — acz powołaną w tych okolicznościach — kampanii sfinansowanej z publicznych środków. Prawdziwą informacją była także ta o zainteresowaniu się sprawą przez prokuraturę — o czym media także mają prawo informować.

Jako bezzasadne uznano także zarzuty odnoszące się do pozorności anonimizacji, która i tak umożliwiała ich identyfikację. Raz, że powodowie stanowczo przeceniają swoją rozpoznawalność dla przeciętnego odbiorcy programów telewizyjnych — natomiast możliwość rozpoznania ich w kręgu rodzinnym i zawodowym, a także wśród bliższych i dalszych znajomych nie oznacza bezprawności działania. Bezzasadne jest także koncentrowanie się na drugorzędnej kwestii zamazania wizerunku i podania pierwszej litery nazwiska jako źródła naruszenia dóbr osobistych. Jest to standardowy sposób ochrony prywatności osób postronnych, informatorów, etc. — zatem „samo zamazanie twarzy nie wywołuje zatem jednoznacznych skojarzeń z przestępcą”.

Anonimizacja co do zasady chroni przed rozpoznawalnością wśród szerokiej opinii publicznej, tj. obiorców, którzy nie znają osobiście bohatera publikacji. Gdyby traktować anonimizację tak szeroko, jak chcieliby powodowie, to nie byłoby możliwości informowania opinii publicznej o jakichkolwiek czynach urzędników, wątpliwych pod względem zgodności z prawem karnym. Przecież już podanie funkcji i miejsca zatrudnienia powoduje, że pewna grupa osób zorientuje się, kogo personalnie dotyczy przekazana informacja. A jednocześnie tego rodzaju informacje należą do zakresu informacji, o których społeczeństwo powinno być informowane.

Sumarycznie oznacza to, że całość roszczeń jest bezzasadna, zatem apelacja podlegała oddaleniu.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze
0
komentarze są tam :-)x