Vinice Hnanice Ryzlink vlašský 2021 — jaka to melodia?

Najwytrwalsi P.T. Czytelnicy dobrze wiedzą, że książek czytam sporo i właściwie wyłącznie na Kindlu (to ten rzadki przypadek gdy byłem early adopterem), natomiast dla wielu może być niemałym zaskoczeniem, że przez cały ten czas — kiedy piszę, czytam, piję wino — towarzyszy mi muzyka…

Takim winem może być na przykład ryzlink vlašský z rodzinnej winnicy Vinice Hnanice, rocznik 2021 — wyśmienite białe wino morawskie, które kupiłem tam, gdzie zawsze, przy okazji tego, co zawsze… ale ja nie o tym!

…i teraz przewijam kasetę do przodu, aby nadmienić, że przez te wszystkie lata uzbierałem wcale nie tak małą kolekcję płyt kompaktowych; owa kolekcja może i byłaby większa, ale w pewnym momencie doszedłem do tego samego wniosku, co w przypadku książek — ilekolwiek bym kupił, i tak tego nie upchnę, więc brnąc dalej rychło stanę nie tyle przed koniecznością poszukania nowych regałów, ale o zakupie większego mieszkania… Takie dylematy trwały długie lata, przez które praktycznie nie kupowałem nowych płyt (!)…
…więc znów przewijam kasetę nieco do przodu (ołówkiem! ołówkiem!), aby się bez bicia przyznać: poddałem się. Troszkę pod wpływem (niedawno nieco usprawnionego) grajka, trochę pod wpływem świadomości upływającego czasu — stanęło na Tidalu.


W aranżacji na instrumenty dęte „Wake Up” z repertuaru Rage Against the Machine brzmi nawet jakby lepiej niż oryginał…

Pierwsze spostrzeżenie: rzeczy, które mi się podobały w młodych latach, podobają się nadal — więc jest oczywiste, że po „…And Justice for All” Metallica zeszła na psy (tudzież Megadeth po „So Far, So Good… So What!”), natomiast cała reszta współczesnego metalu to albo groźna muzyczka dla grzecznych dziewczynek, albo sam już nie wiem co.
Drugie spostrzeżenie: na szczęście nie wszystek umarło, więc są twórcy, którzy wiedząc, że najświetniejsze są stare, dobre rzeczy, robią je na nowo, po swojemu. Moim odkryciem jest Brass Against!

Stare i dobre… Solidny kawałek dyskografii Johnny’ego Cash’a mam na moich płytkach, ale dobre opracowanie nowszej klasyki przez klasyka nigdy nie jest złe:


Jakby ktoś był ciekaw: „Rusty Cage” w repertuarze ma także Brass Against

Wracając na chwilę do wina (które, przyznam, jest dla mnie nowinką): wyobraźcie sobie, że przy winnicy pracuje także rodzinny pivovar Hnanice. W ofercie ma chyba tylko jedno piwo (Wolfgang 11); nie znam, nie piłem — ale zwrócę uwagę, że jest ono konfekcjonowane w 1-litrowej butelce PET (polski smakosz wie, że piwa nie rozlewa się do plastików, ale przecież Czesi na piwie się nie znają…)

Obcowanie z cyfrową ofertą muzyczną pomogło mi także przypomnieć rzeczy, które kiedyś lubiłem, a później jakoś zniknęły mi z radaru… Nie, nie mam na myśli Larry’ego LaLonde, natomiast przyznam, że z radością zauważyłem, że 24-7 Spyz zarejestrowali więcej płyt, niż mi się wydawało, że Discharge to był naprawdę świetny kawałek punk-rocka, a w Infectious Grooves na basie wymiatał gość, który aktualnie odstawia głodne kawałki do kotleta, zaś Red Hot Chili Peppers to rzadki przypadek kapeli, która szła do przodu przez aż pięć płyt… No i że opracowanie utworu niejedno ma imię, więc jak w czymś palce macza Ice-T, to nie ma wstydu we wsi.


Pamiętam jak usłyszałem „Raining Blood” po raz pierwszy… Płytę CD mam do dziś (jedyna Slayera w mojej kolekcji), puszczam sobie przeciętnie raz na dwa kwartały ;-)

Wracając na momencik do wina: czy to nie zabawne, że ryzlink vlašský tłumaczy się na włoski / wołoski (co już jest ciekawe), ale przecież prawidłowo — po czesku — powinno być italský (no tak, ale kiedyś było Vlachy).

Wracając do myśli wiodącej: w Tidalu jest prawie wszystko (prawie, bo Johna Zorna prawie nie uświadczysz), więc śmiało mogę sobie zapuszczać rzeczy, których w życiu nie kupiłbym na płycie. Stąd też wreszcie zapoznaję się z dyskografią Davida Bowiego (i te jego najstarsze rzeczy są super) i Josepha Bowiego (dotąd Defunkt tylko mi majaczył na horyzoncie), a także: Captaina Beefhearta, Grand Funk Railroad, Iron Butterfly (mistrzów jednego utworu), Muddy Watersa, Señor Coconut, Toots & the Maytals, etc. etc. No i odkrywać rzeczy, które z jakiejś przyczyny dotąd mi się na uszy nie rzuciły: Butthole Surfers, Cypress Hill, Helmet, Melvins, White Zombie, etc., etc.
(A jak sobie pomyślę, że właściwie od „Master of Puppets” czy „Blood Sugar Sex Magik” dzieli nas dziś znacznie szerszy szmat czasu, niż „Led Zeppelin II” w momencie, kiedym odmawiał słuchania staroci i rupieci…)

(Vinice Hnanice Ryzlink vlašský 2021, fot. Olgierd Rudak, CC-BY 2.0)

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

3 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze
3
0
komentarze są tam :-)x