Nie ukradł, lecz znalazł; nie oddał — więc przywłaszczył

Czy znalazca cudzej rzeczy może stać się jej właścicielem? Czy można zacząć używać znalezionego — nie ukradzionego, lecz właśnie znalezionego — telefonu? Czy jednak takie zachowanie może być traktowane jako przywłaszczenie rzeczy znalezionej — a więc przestępstwo?

wyrok Sądu Rejonowego w Nowym Sączu z 19 maja 2022 r. (II K 160/22)
Dla bytu przestępstwa przywłaszczenia rzeczy znalezionej jest [konieczne] aby sprawca przy braku wypełnienia owych obowiązków znalazcy włączył znaleziony przedmiot do swojego majątku bądź też zaczął postępować z nim jak właściciel.

Sprawa zaczęła się od tego, że będąca na miejskim targowisku kobieta spostrzegła, że wokół niej zaczyna się robić „tzw. sztuczny tłum”, a ktoś się o nią ociera. Szybko opuściła niebezpieczne miejsce i chciała zadzwonić… okazało się, że telefon, który był w torbie, zniknął, a jej numer milczy. Dzień później wyrobiła duplikat karty SIM, a na policji zgłosiła „potencjalną kradzież”.
Telefon (już bez karty) znalazły dwie siostry, które postanowiły oddać zgubę właścicielowi: w tym celu wywiesiły ogłoszenie na tablicy na targowisku i na własnym straganie, a także zamieściły post na „portalu społecznościowym F.” na stronie spotted: Nowy Sącz. Ogłoszenia wisiały kilka tygodni, jednak nikt się po telefon nie zgłosił, toteż po kilku miesiącach jedna z sióstr zaczęła z niego korzystać: przełożyła własną kartę SIM, telefon zalogował się do sieci — a wówczas policjanci raz-dwa urządzenie namierzyli — i przyjechali, sprzęt odebrali i oddali prawowitej właścicielce…

…a do sądu trafił akt oskarżenia o przywłaszczenie rzeczy znalezionej — bo tak potraktowano fakt, że znalazczyni zaczęła korzystać z cudzego telefonu (poniesioną przez pokrzywdzoną stratę wyceniono na 50 zł, ponieważ taka była wartość zużytego etui, które wyrzuciła oskarżona). 

art. 284 par. 1 i 3 kodeksu karnego
§ 1. Kto przywłaszcza sobie cudzą rzecz ruchomą lub prawo majątkowe,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 3. W wypadku mniejszej wagi lub przywłaszczenia rzeczy znalezionej, sprawca
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.


Oskarżona podkreśliła, że nigdy nie kryła faktu znalezienia cudzego przedmiotu — przecież starała się odnaleźć jego właściciela — a zaczęła go używać jako własnego dopiero po kilku miesiącach (generalnie te słowa się potwierdziły, m.in. w sieci nadal wisiała informacja o znalezisku).

W świetle tych ustaleń sąd nie miał wątpliwości, że pokrzywdzona padła ofiarą kradzieży ze strony nieustalonego sprawcy, zaś wszystkie działania oskarżonej zmierzały do ustalenia prawowitej właścicielki (starania te okazały się bezowocne, bo kobieta po incydencie przestała chodzić na targ, zaś jej córki, chociaż subskrybowały stronę spotted: Nowy Sącz, nie poinformowały mamy o takim ogłoszeniu) — to jednak można jej zarzucać przywłaszczenie rzeczy znalezionej. Przestępstwo to polega na tym, że sprawca postępuje z jakimś przedmiotem (rzeczą ruchomą) jak właściciel, chociaż nie przysługuje mu prawo własności. Nie ma przy tym znaczenia czy pokrzywdzony rzecz zgubił czy utracił w innych, choćby i przestępnych, okolicznościach — istotne jest, że pokrzywdzony władztwo nad tą rzeczą utracił, ale nie porzucił z zamiarem wyzbycia się własności. Sprawca przestępstwa przywłaszczenia odpowiada nie za to, że cudzą rzecz ukradł, lecz za to, że znalazł, a nie oddał — więc przywłaszczył.

art. 125 kodeksu wykroczeń
Kto w ciągu dwóch tygodni od dnia znalezienia cudzej rzeczy albo przybłąkania się cudzego zwierzęcia nie zawiadomi o tym organu Policji lub innego organu państwowego albo w inny właściwy sposób nie poszukuje posiadacza,
podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany.

Wcale nie na marginesie sąd zwrócił uwagę, że brak zawiadomienia o znalezieniu cudzej rzeczy kwalifikuje się wyłącznie jako wykroczenie — tego zaniechania oskarżonej zarzucać nie sposób.

Momentem popełnienia przestępstwa przywłaszczenia nie jest chwila, kiedy znalazca cudzą rzecz znajduje — jest to chwila, kiedy włącza przedmiot do swojego majątku i zaczyna ją traktować jako swoją własność.

Biorąc zatem pod uwagę, że oskarżona z pewnością nie była właścicielką telefonu — wszakże wiedziała, że znalezione urządzenie nie jest jej — to nie miała prawa używać go jako swojego. Jednakże nie można też nie dostrzegać, że podjęła pewne środki w celu odnalezienia prawowitej właścicielki — działania te nie odpowiadały zanadto przepisom prawa (por. „Rzeczy znalezione doczekały się nowej regulacji”). Pozwala tu uznać, że społeczna szkodliwość czynu oskarżonej była znikoma, co uzasadnia wydanie wyroku umarzającego postępowanie (art. 17 par. 1 pkt 3 kpk w zw. z art. 1 par. 2 kk).

Odpowiadając na niezadane (jeszcze) pytanie: generalnie w tej sytuacji oskarżona nabyłaby własność znalezionego telefonu po 2 latach (po jednym roku gdyby wezwała kobietę do jego odbioru, być może wcześniej, gdyby oddała go staroście, a jego ogłoszenie też spełzło na niczym (art. 187 par. 1 kc).

Q.E.D.

(ujęcie czysto ilustracyjne, fot. Olgierd Rudak, CC-BY 2.0)

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

7 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze
7
0
komentarze są tam :-)x