Czy wykorzystanie umiejętności i doświadczenia nabytych przy pracy narusza prawa do know-how wcześniejszego pracodawcy?

Czy wykorzystanie przez programistę nabytych umiejętności i doświadczenia w pracy nad innym projektem może być uznane za naruszenie praw do know-how? Czy jednak to normalne, że każdy się uczy, a jeśli zatrudniający chce się chronić, to powinien zadbać o prawidłowo sformułowany zakaz konkurencji? I, wcale nie na marginesie: czy mechanika i funkcjonalności gry komputerowej mogą stanowić utwór w rozumieniu prawa autorskiego? (wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 13 lipca 2023 r., XXII GW 70/23).


Autobahn A4
Ujęcie czysto ilustracyjne (fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)

Sprawa zaczęła się od zawarcia, przez spółkę „A”, z dwoma niezależnymi deweloperami, umowy o wykonanie i przeniesienie autorskich praw majątkowych do oprogramowania, tj. gry komputerowej (która „łączy w sobie cechy symulatora ciężarówki oraz gry z gatunku survival, tj. gatunku, który koncentruje się na stawianiu przed graczem różnych wyzwań związanych z przetrwaniem w nieprzyjaznym środowisku”). W ramach umowy twórcy zobowiązali się do niepodejmowania działalności konkurencyjnej (tworzenia podobnego oprogramowania na rzecz innych producentów) w zamian za udział w zyskach generowanych przez grę. Po pewnym czasie umowy te zostały rozwiązane (z inicjatywy samych twórców, niezadowolonych z tego, że „stracili wpływ na wizję gry”), równocześnie wygasł zarówno zakaz konkurencji, jak i prawo do zysków.

Mniej-więcej w tym czasie dwójka programistów postanowiła, w ramach założonej przez siebie spółki („B), stworzyć inny symulator jazdy ciężarówką; obie gry oparte były na tym samym licencjonowanym silniku graficznym, jednak ich kod był inny, zaś sam scenariusz gry też nieco odmienny (wydawcą tej gry miała być cypryjska spółka „C”).
Zdaniem „A” równoległe prowadzenie prac oznaczało naruszenie autorskich praw majątkowych (m.in. „w zakresie sposobu wysiadania z trucka i operowania na zewnątrz z perspektywy oczu kierowcy, jazdy ciężarówką w trudnych warunkach atmosferycznych czy też interaktywnej deski rozdzielczej”) oraz czyn nieuczciwej konkurencji w postaci pasożytnictwa (wykorzystania umiejętności i know-how) oraz wykorzystania tajemnic handlowych. W wysłanym wezwaniu „A” zażądała od „B” zaprzestania tworzenia, rozwoju i rozpowszechniania konkurencyjnego oprogramowania (i skasowania wszelkich danych), a także przeprosin oraz odszkodowania w kwocie 5 mln zł.

art. 11 ust. 1-2 i 5 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji
1. Czynem nieuczciwej konkurencji jest ujawnienie, wykorzystanie lub pozyskanie cudzych informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa.
2. Przez tajemnicę przedsiębiorstwa rozumie się informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, które jako całość lub w szczególnym zestawieniu i zbiorze ich elementów nie są powszechnie znane osobom zwykle zajmującym się tym rodzajem informacji albo nie są łatwo dostępne dla takich osób, o ile uprawniony do korzystania z informacji lub rozporządzania nimi podjął, przy zachowaniu należytej staranności, działania w celu utrzymania ich w poufności.

5. Ujawnienie, wykorzystanie lub pozyskanie informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa stanowi czyn nieuczciwej konkurencji także wówczas, gdy w chwili ich ujawnienia, wykorzystania lub pozyskania osoba wiedziała lub przy zachowaniu należytej staranności mogła wiedzieć, że informacje zostały pozyskane bezpośrednio lub pośrednio od tego, kto wykorzystał lub ujawnił je w okolicznościach określonych w ust. 4.

Ale to nie wszystko, ponieważ ponadto „A” zawiadomiła o swych roszczeniach „C”, a dodatkowym środkiem perswazji była zapowiedź poinformowania o sytuacji m.in. doradców mających pomóc w pozyskaniu finansowania na rozwój gry oraz serwisu, za pośrednictwem którego gra miała być dystrybuowana (pozostawione w uzasadnieniu okruszki kierują do strony steambd.info, ale to chyba taka mała zmyłka ze strony sądu — ja się nie znam, ale zapewne chodziło o steamdb.info)…
…zatem „B” pozwała „A” o ochronę dóbr osobistych, żądając m.in. zakazania rozpowszechniania twierdzeń i sugestii o rzekomym naruszeniu praw autorskich i zasad uczciwej konkurencji — a także, a jakże — przeprosin.

Odnosząc się do sporu sąd przypomniał, iż zachowaniem godzącym w dobre imię i renomę przedsiębiorcy może być nie tylko rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji podważających jego wiarygodność, ale także samo zagrożenie takimi działaniami. I chociaż spór dotyczy zarówno wypowiedzi o faktach, które można oceniać w kategoriach prawdy i fałszu, jak i ocen, których weryfikować w ten sposób się nie da, to przecież opinia wartościująca musi wynikać z faktów — zaś ferowanie opinii oderwanych od faktów jest bezprawne.

art. 24 par. 1 kodeksu cywilnego
Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego albo zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

Tymczasem:

  • niedopuszczalnym pasożytnictwem nie jest wykorzystanie w przyszłym projekcie nabytych umiejętności i doświadczenia — jeśli „A” obawiała się takiego scenariusza, powinna była trzymać się umownego zakazu konkurencji, a nie decydować się na rozwiązanie umowy zawierającej takie gwarancje;
  • nie udowodniono także jakichkolwiek zarzutów odnoszących się do naruszenia know-how, wykorzystania wiedzy o planach wydawniczych, etc.,etc.
  • nie potwierdziły się zarzuty naruszenia prawa autorskiego — raz, że „mechanika i funkcjonalności” gry komputerowej nie są utworem (nb. wszystkie gry tego rodzaju są do siebie podobne), dwa „A” nie wykazała, iżby w grze „B” pojawił się kod pochodzący z wcześniejszego programu;
  • „A” nie miała podstaw ani do informowania o swych pretensjach „C”, ani do grożenia ujawnieniem informacji o nieistniejących roszczeniach osobom postronnym — roszczenia należy wysuwać pod adresem dłużnika (wzywać, pozywać), a nie szantażować ich upublicznieniem.

Biorąc zatem pod uwagę, że spółka „A” nie wykazała prawdziwości żadnego z zarzutów wysuwanych przeciwko „B” — ani odnoszących się do naruszenia prawa autorskiego, ani też wynikających z czynu nieuczciwej konkurencji — nie udało się jej obalić domniemania bezprawności naruszenia dóbr osobistych.
Z tego względu sąd zakazał „A” rozpowszechniania w przyszłości nieprawdziwych informacji i sugestii o rzekomych naruszeniach, których miała dopuścić się „B” oraz zobowiązał do złożenia pisemnych przeprosin.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze
0
komentarze są tam :-)x