Krzysztof Habiak i jego „Kam-Term” to próba kradzieży biznesowej tożsamości

Wszystko wskazuje na to, że sprawa najnowszego interesu Krzysztofa Habiaka, który już nie jest „De Lege Artis” — lecz jest „Kam-Term” — ma drugie dno. Po opublikowaniu wczoraj tekstu poświęconego zmianie firmy pod jaką K. Habiak prowadzi interesy i aktualizacji, gdzie odniosłem się do jakiegoś starego Kam-Term trzymałem listel od Pana Grzegorza, brata tamtego Krzysztofa, … Czytaj dalej

Nieprawdziwy adres przedsiębiorcy w CEIDG? Za pół roku będą za to wykreślać z ewidencji!

adres przedsiębiorcy CEIDG

Pamiętacie jeszcze aferę sprzed przeszło roku, kiedy to pewien „przedsiębiorczy” osobnik postanowił zasypać świat fakturami za usługi płatnego dostępu do serwisu lege-artis.edu.pl, które w rzeczywistości były kupą śmiecia? Jednym ze sposobów Krzysztofa H. na zacieranie śladów była częsta zmiana adresu prowadzenia działalności — oraz wpisywanie fikcyjnych danych, których i tak nikt nie weryfikuje.  Wydaje się, że … Czytaj dalej

Twórca „De Lege Artis” już 10 miesięcy w areszcie

Taka ciekawostka: jak podaje prasa Krzysztof H. (nie podaję nazwiska, bo nawet osobom podejrzanym przysługuje prawo do prywatności) — twórca serwisu internetowego de Lege Artis, który rok temu rozgrzewał emocje internautów — już dziesiąty miesiąc siedzi w areszcie. Zarzuty obejmują usiłowanie oszustwa i wyłudzenia, natomiast najbardziej zaskakujące jest to, że prokuratura przez cały ten czas „bada, jaka była skala … Czytaj dalej

Kolejna porcja ochów i achów o ustawie o prawach konsumentów

Jeśli, P.T. Czytelniku, czekasz na kolejną porcję ochów i achów o ustawie o prawach konsumentów — doskonale trafiłeś. Dziś jednak nie będzie o nowelizacji art. 172 PT, który — właściwie zezwala? generalnie zakazuje? — pisania do ludzi listeli i telefonowania z ofertami, ani też o tym, że tylną furtką zalegalizowali e-sprzedaż alkoholu (a jeśli nie, … Czytaj dalej

O rzekomej powinności zawierania pisemnych umów „na wszystko”

egzemplarz utworu

Nie słabnie fala korespondencji, w której powraca motyw wielkiej chucpy — oraz wątek, który mógłbym skrótowo nazwać „przecież nie mam umowy, bo jej nie podpisałem?!”Dziś będzie krótko, bo chociaż deszcz pada, Max Hastings czeka.Jeden z najczęściej powracających argumentów w sprawie naciąganych umów (którymi po prostu nie warto się przejmować) brzmi: jeśli nie ma mojego podpisu … Czytaj dalej