O tym, że bardzo łatwa i przyjemna jest migracja z Orange dla firm do Nju Mobile — czyli co ja myślę o usługach konwergentnych

Za rzadko, stanowczo za rzadko pojawiają się tutaj teksty, które P.T. Czytelnicy internetów kochają najbardziej — czyli te, które można podsumować jako mocno angażujące i antagonizujące dylematy z cyklu „dlaczego mam, to co kupiłem, co możecie mieć za swoje pieniądze, no i dlaczego marka X jest matką innowacji, zaś każdy, kto kupuje Y jest…” (tu można dopisać jakiś pozytywny lub negatywny epitet).
Dlatego dziś tutejsze łamy poświęcam tematowi następującemu: jak fajna i łatwa była migracja z Orange dla firm do Nju Mobile — zwłaszcza, że przeniosłem własny numer firmowy i podpiąłem pod telefon mojej Małżonki.


Migracja Orange firm Njumobile

Migracja z Orange dla firm do Nju Mobile została podsumowana takim oto esemesem, który otrzymała moja Małżonka (analogiczną wiadomość dostałem ja)


Zaczynając od początku: klientem PTK Centertel jestem praktycznie od samiuśkiego początku, pierwszy telefon w sieci Idea nabyłem jakoś w październiku 1998 r. (aktualnym numerem posługuję się od 2001 r.). Kilka lat temu (trochę po pojawieniu się na rynku oferty Nju Mobile) zdecydowałem się na abonament bez telefonu w ofercie Orange dla firm (pierwsza umowa była bodajże na 12 miesięcy); zachęcająco wyglądały nie tylko ceny (34,99 złotych netto za nielimitowane połączenia), ale bonus za łączenie usług — jako że korzystałem też z internetu mobilnego od Orąż (abonament za 49,99 złotych), na fakturze była miła dla portfela pozycja „rabat Orange Open dla Firm -15,00 netto”.
Stałem się konwergentny, a oszczędni płacą mniej.

(Warto dodać, że w tzw. międzyczasie Małżonka przeniosła swój numer do usługi Nju Mobile — też chwilę rozważałem taki manewr, bo plusem oczywiście był brak terminowej umowy, ale realna cena (po odliczeniu VAT i dochodowego) była podobna — minus ów rabat za łączenie usług. Wprawdzie operator (ten sam Orąż) w reklamach Nju Mobile przekonuje, że podpisywanie umów na 24-miesiące okresy to absurd — utrata rabatu stanowiła dla mnie wówczas deal-breaker, więc się nie zdecydowałem.)

Rok temu podpisałem aneks do umowy na internet, tym razem zamiast klasycznego mobilnego stanęło na usłudze Internet LTE dla Firm Biurowy (999 GB za 50,99 złotych). Cóż się jednak okazało? Otóż w takim przypadku nie ma już starego rabatu za łączenie usług, natomiast jest Orange Love, który mnie nie obejmuje… musiałbym podpisać jeszcze jakąś umowę, najlepiej na internet via światłowód.
Słowem wysokość comiesięcznej faktury od razu poszybowała o przeszło 15 złotych. Niby to koszt tańszego wina w spożywczaku, ale przecież chodzi o konwergencję usług, nie o pieniądze…

Po kilku miesiącach taki światłowód okazał się przydatny, złożyłem zamówienie na najtańszy światłowód biurowy od Orąż (cena promocyjna to 32,52 złotych netto przez 12 miesięcy). Od razu pojawiły się dwa zonki: pierwszy, bo zamówienie światłowodu (do posiadanej już komórki i internetu mobilnego) nie skutkują automatycznym przyznaniem rabatu — trzeba jeszcze przedłużyć jakąś umowę, np. na telefon; drugi, bo nowa usługa na starego abonenta jest rozliczana na osobnym koncie abonenckim (nie dostaję zatem jednej faktury, lecz dwie, są dwa rachunki do wpłat — więc jeśli chcę uregulować należność kartą kredytową, to jest podwójna opłata za płatność). Konwergencja pełną gębą.
Wyszło na to, że płaciłem jeszcze więcej (34,99+50,99+32,52 netto), ale rabatu za łączenie usług nadal nie było.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Kilka tygodni temu operator zauważył, że kończy mi się okres zastrzeżony, więc zaczęto do mnie dzwonić; łaskawie dopuściłem jedną taką rozmowę (jakże ja sobie chwalę aplikację Odebrać telefon?), aby się przekonać jaka będzie oferta na utrzymanie klienta.

Siedzicie? Orąż łaskawie zwiększył ilość danych w podstawowym abonamencie (do gigantycznych 17 GB miesięcznie), ale też abonament taki podrożał do 40,00 złotych netto — cena ta jest taka sama, niezależnie od tego czy umowę przedłużamy, czy bierzemy nowy numer, a także czy klient decyduje się na goły abonament, czy z telefonem. Nie ma rabatu za przedłużenie umowy, nie ma rabatu za łączenie usług (nieważne, że mam internet mobilny i cholerny światłowód) — rozwiązaniem jest… drugi abonament komórkowy, wówczas łączna cena za dwa telefony będzie wynosiła 28 złotych netto. (Ja na to, że „żona ma Nju, to przecież wasza usługa, przeniosę na jej konto jako numer dodatkowy, będę miał znacznie taniej” — a oni na to „może pan przenieść numer żony, też będzie taniej”).
Znaczy się: chcesz być konwergentny, to płać, płać, płać!

Tego już było nieco za dużo. Dokładnie na miesiąc przed upływem okresu zastrzeżonego zleciłem migrację mojego numeru z usługi Orange dla firm do Nju Mobile — jako numer dodatkowy za okrągłe 9 złotych miesięcznie brutto.
Przyznam, że spodziewałem się pewnych trudności — przecież mój numer był zarejestrowany na działalność gospodarczą (a w Nju Mobile nie ma umów na firmę), w dodatku nie zgadzały się dane osobowe abonenta (moja wizja była taka: przeniesienie do oferty na kartę — ewentualnie zmiana rodzaju usługi konsumencką — cesja numeru na Małżonkę) — ale okazało się, że nic z tych rzeczy nie było konieczne!

Tymczasem wystarczało:

  • podać numer mojego telefonu na stronie (uwiarygodnić się przepisaniem kodu z otrzymanego esemesa);
  • „sparować” mój numer z numerem telefonu mojej Małżonki;
  • wypełnić krótki formularz zamówienia;
  • po 3 dniach do mojej Małżonki przyszedł kurier z umową (od tego momentu formalnie jest abonentką mojego numeru);
  • zaś dokładnie na jeden dzień przed upływem okresu zastrzeżonego — w nocy moja karta SIM wylogowała się z sieci (trzeba było zrestartować urządzenie i wszystko wróciło do normy — z tym, że mój numer już działał w sieci Nju Mobile);
  • natomiast rano otrzymaliśmy esemesy-przypominajki, o współdzieleniu opłat dla obu numerów (czyli staliśmy się konwergentni ze sobą wzajemnie).

Dla jasności: dotąd za nasze telefony płaciliśmy 34,99 złotych netto + 29 złotych brutto; teraz mój kosztuje dodatkowe 9 złotych brutto, czyli łącznie płacimy 29+9 złotych brutto (za nielimitowane gadki-szmatki i wiadomości oraz solidarnie 25 GB danych); jestem jeszcze dalszy od jakiegokolwiek rabatu za łączenie usług; owszem, nie mogę odliczyć tej faktury (Małżonka też nie może wrzucić jej w koszt) — ale osobiście wolę nie odliczać 9 złotych brutto niż odliczać niecałe 35 netto.
Ba, nawet gdyby przyszło nam odliczać 29 złotych netto (za dwa numery, po zmigrowaniu obu do usługi firmowej) to chyba dla zasady wolę nie odliczać 38 złotych brutto i mieć możliwość błyskawicznego zerwania się z postronka, jeśli nadarzy się po temu okazja lub będzie taka potrzeba.
I tyle by było jeśli chodzi o magiczną konwergencję ofert w przypadku Orange Polska S.A.

Jeśli drobne rzeczy potrafią uszczęśliwiać, to przyznam, że taka błahostka jak skuteczna migracja z Orange dla firm do Nju Mobile — na numer dodatkowy, „sparowany” z wcześniejszym abonamentem — nadal naprawdę mnie cieszy, zupełnie jakbym osiągnął jakąś nową sprawność harcerską. (A teraz czekam na auto na wodór.)

 

PS niniejszy tekst nie ma charakteru promocyjnego, nikt za niego nie zapłacił, klikanie w jakiekolwiek odnośniki nie przyniesie mi żadnego pożytku (wyjąwszy zamówienie jakiegoś produktu finansowego). Nie zachęcam i nie namawiam do pójścia w moje ślady — mogę co najwyżej motywować, żeby nie dać się robić w balona (o ile oczywiście nie traktować opisanego powyżej manewru jako baloniarskiego — ja jednak osobiście tak tego nie postrzegam).

PPS tak mnie naszło po przeczytaniu „Orange Polska ze wzrostem zysku EBITDA. Ma 1,55 mln klientów ofert konwergentnych i 366 tys. internetu światłowodowego” — gdzie usługa konwergentna jest „zdefiniowana jako oferta łącząca co najmniej usługi stacjonarnego internetu (włączając bezprzewodowy dostęp stacjonarny) oraz telefonii komórkowej” (raport bieżący 3/2019 Orange Polska S.A.)

Q.E.D.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

21 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze