O penalizacji zrywania kwiatów z cudzego ogrodu (życzenia na Międzynarodowy Dzień Kobiet)

Dziś Międzynarodowy Dzień Kobiet, pewnie niejeden pan już z rańca poleciał nazrywać swej lubej naręcze przepięknych polnych kwiatów. Jak wróci (jeśli wróci ;-) dajcie mu do poczytania kodeks wykroczeń, a tam art. 123, czyli ten, który mówi, że za zarąbanie kwiatków można — jak raz-dwa-trzy — dostać 250 złotych grzywny i nawet 50 złotych nawiązki.


zrywanie kwiatów cudzy ogród

Zrywanie kwiatów z cudzego ogrodu jest wykroczeniem (art. 123 kw) (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA)


art. 123 kw
§ 1. Kto z nienależącego do niego ogrodu bezprawnie zabiera w nieznacznej ilości owoce, warzywa lub kwiaty,
podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.
§ 2. Ściganie następuje na żądanie pokrzywdzonego.
§ 3. W razie popełnienia wykroczenia można orzec nawiązkę do wysokości 50 złotych.

Warto pamiętać i brać pod uwagę w kontekście ryzyka, zwłaszcza, że norma obowiązuje nie tylko 8 marca, ale także we wszystkie pozostałe 364 dni roku ;-) i dotyczy nie tylko kwiatów, ale także kradzieży owoców z sadu (pod warunkiem, że to nieznaczna ilość — jeśli ilość będzie znaczna, to i kwalifikacja może się różnić…

Tak czy inaczej — Wszystkim Drogim Paniom, Czytelniczkom Lege Artis (i nie tylko) — same najserdeczniejsze życzenia! Zdrówka, radości, odstresowania się, etc. etc. I, Miłe Panie, wpisujcie się w komentarzach, żeby było wiadomo, że nie tylko same geeki (ogólnie: mniejsza połowa populacji) czyta ;-)

PS kiedyś to my w Lege Artis mieliśmy obchody Dnia Kobiet: jeszcze w 2008 roku był ekskluzywny! wywiad! z! feministką! — nadal warto go przeczytać, by się dowiedzieć dlaczego prawdziwe feministki bojkotują dzisiejsze święto — a rok później ekskluzywny wywiad ze mną samym ;-) Aż łza w oku się kręci…

PS a w ogóle to kiedyś miałem taką myśl, że jakby się wczytać w kodeks wykroczeń to łacno by się okazało, że wykroczeniem zagrożonym jakąś tam karą jest prawie wszystko, co robimy na co dzień. Bluzgniesz sobie człowieku? Za publiczne używanie nieprzyzwoitych słów do 1,5 tys. (art. 140 kw). Przyjmiesz zlecenie na wyrobienie pieczęci urzędowej lub wydasz ją osobie niepowołanej — grzywna do 5 tys. (art. 68 par. 1 kw). Wykonywanie działalności gospodarczej bez rejestracji — grzywna lub ograniczenie wolności; to samo jeśli nie zgłosisz w porę zmiany do CEIDG (art. 60(1) par. 1-2 kw). Lejesz olej opałowy do swojego tedejka — pięć stówek jak nic (art. 52b kw). Jedziesz autem bez dokumentów — 250 zyli (art. 95 kw).

16 comments for “O penalizacji zrywania kwiatów z cudzego ogrodu (życzenia na Międzynarodowy Dzień Kobiet)

  1. Borek
    8 marca 2015 at 08:40

    Ciekawe czy na zrywanie kwiatków w publicznym parku też jest sankcja. Ja wiem, że publiczny nie oznacza „niczyj”, ale:
    – jestem elementem społeczeństwa więc park jest również mój i wydaje mi się, że te kilka kwiatków raz do roku (a nawet i pięć razy) nadal nie przekroczy nakładu, który z moich podatków idzie na ten park – z naciskiem na „wydaje mi się” i jeżeli nie zerwę akurat jakichś bardzo rzadkich i drogich kwiatów, które przypadkiem się tam zasiały ;)
    – park to nie ogród. No chyba że „park” to tylko nazwa potoczna, a w jakimś tam wykazie zieleni miejskiej lokalizacja widnieje jako „ogród” właśnie.

    • 8 marca 2015 at 08:55

      Obawiam się, że przy odpowiedniej kwalifikacji może się to skończyć nawet art. 144 par. 1 kw:

      Kto
      na terenach przeznaczonych do użytku publicznego niszczy lub uszkadza
      roślinność lub też dopuszcza do niszczenia roślinności przez zwierzęta
      znajdujące się pod jego nadzorem albo na terenach przeznaczonych do
      użytku publicznego depcze trawnik lub zieleniec w miejscach innych niż
      wyznaczone dla celów rekreacji przez właściwego zarządcę terenu,
      podlega karze grzywny do 1.000 złotych albo karze nagany.

      Bo skoro także „depcze trawnik”, to „niszczeniem lub uszkodzeniem” będzie także zerwanie 3 kwiatków. Pomiajając, że często trzeba zdeptać ten trawnik dla dotarcia do tych kwiatków.

      • Borek
        8 marca 2015 at 10:55

        Wnioski są dwa:
        – jak już zrywać w parku to w miejscu wyznaczonym dla celów rekreacji (tam też potrafi urosnąć coś ładnego),
        – jak się nie da to mniej ryzykowne jest zrywanie w prywatnym ogródku niż publicznym parku (o ile właściciel nie złapie za rękę i nie postawi zarzutu zniszczenia drogocennych orchidei :>).

  2. Adam314
    8 marca 2015 at 18:10

    W kontekście ostatniego akapitu – jak żyw stanęło mi przed oczami miasto prawników z filmu „Interstate 60”. Kto nie widział polecam bo to świetna komedia i paszkwil na otaczającą nas rzeczywistość. :)

    • 8 marca 2015 at 18:38

      Wolę nie oglądać… Lepiej nie myśleć, że coś tu nie gra…

      • Adam314
        8 marca 2015 at 18:45

        No tak, dla prawnika może być traumatycznym przeżyciem zobaczenie jak wyglądałoby społeczeństwo samych prawników.

        Ale film świetny i mimo to polecam: :)

        • 8 marca 2015 at 18:57

          Tak, to byłoby ciężkie.
          Może być jednak gorzej, a odpowiada za to pokutujące czasem przekonanie (bardziej chyba w narodzie, niż wśród samych prawników), że prawnik to coś więcej niż zawód — coś bliżej powołania albo charakteru ;-)

          • Adam314
            9 marca 2015 at 05:00

            Przyznam się, że też mam takie przekonanie. Jak zapytałem znajomego prawnika czy zająłby się moją sprawą to podał mi cennik, jak powiedziałem że jednak nie to wystawił mi rachunek za przygotowanie do zajęcia się sprawą.

            Pewnie tak jak z motocyklistami – kilka widocznych przypadków psuje opinię całej grupie.

            • 9 marca 2015 at 08:50

              Właściwie, to jeśli przed podaniem cennika jednak analizował jakieś dokumenty, to mógł za to policzyć.
              Inna sprawa czy był to znajomy, który był prawnikiem, czy po prostu prawnik, którego znałeś.

              • Adam314
                9 marca 2015 at 13:38

                Rozumiem logikę tego, że praca powinna zostać opłacona. Chodzi o to, że prawnicy są pod tym względem uprzywilejowani.

                Przykładowo – firma przygotowuje ofertę (wykonuje pracę) w nadziei, że dostanie zlecenie. Startowanie w przetargu to również wykonanie sporej pracy (analiza zamówienia, SIWZ, kosztorys itp) bez gwarancji, że wygramy nakład pracy się zwróci. W zwykłym sklepie mogę zadzwonić i zapytać się o cenę produktu, pracownik odpowiadając wykonuje pracę a ja pójdę gdzieś indziej.

                W wielu dziedzinach życia biznesowego ponosi się ryzyko wykonania pracy za darmo – oferty, na którą klient się nie zdecyduje. Prawnicy mają inaczej, bo już za same konsultacje i przedstawienie oferty czy zajmą się sprawą pobierają wynagrodzenie. W ten sposób są uprzywilejowani. Klient nawet nie dostając nic w zamian (gdy nie zdecyduje się na ofertę) musi płacić.

                Żeby nie kończyć negatywnie – chwała niektórym prawnikom za udzielanie porad bezpłatnie (np. na forach) lub prowadzenie blogów. :)

              • 9 marca 2015 at 13:48

                Mam wrażenie, że np. w przypadku warsztatów motoryzacyjnych jest podobnie:
                – panie majster, zepsuło się,
                – rozumiem, zobaczymy co się zepsuło, ale muszę rozkręcić to i tamto,
                – dobrze, proszę sprawdzić,
                – sprawdziłem, zepsuł się moduł X, wymiana kosztuje 1000 zł,
                – to ja chyba tak będę jeździł,
                – dobrze, ale rozkręcenie i skręcenie kosztuje 200 zł.

                I dla jasności: prawnik też musi czasem wgryźć się w temat, żeby zobaczyć co w nim jest. To też jest praca.

                PS udział w przetargu to inna para kaloszy — wszyscy z góry wiedzą, że to jest gra i ryzyko.

              • Adam314
                9 marca 2015 at 14:06

                Przykład dobry. Ale warsztat też musi (mam nadzieję) informować ile będzie kosztować „sprawdzenie” przed wykonaniem usługi.

                Pewnie są uczciwe warsztaty i mniej uczciwe. Jedne powiedzą cenę i czy opłaca się wymieniać, naprawiać itp, drugie zedrą za niepotrzebne naprawy. Podobnie z prawnikami – jeden powie że „nic się nie da zrobić, szkoda kasy na prawnika” a drugi będzie kręcił i brał pieniądze za konsultacje aby nawet przegrać sprawę bo on i tak zarobi.

                Niechęć do prawników i do warsztatów to podobna kategoria. Tu i tu przeciętny zjadacz chleba jest czasem na nich skazany i musi płacić według ich zasad.

                Chyba wyczerpaliśmy temat. Nie chcę pisać więcej o niechęci do prawników akurat na blogu prawniczym, który lubię. Pozdrawiam. :)

              • 9 marca 2015 at 14:16

                Dziękuję za oszczędzenie :) Nie jestem szczególnie wrażliwy, ale jednak ciężar — choćby i nieuzasadnionej — krytyki, która przeradza się czasem w odpowiedzialność zbiorową, mógłby być nie do zniesienia :)

  3. rozek12
    9 marca 2015 at 13:40

    A ja jestem ciekawy jaką odpowiedzialność ponosi funkcjonariusz bluzgający w trakcie wykonywania obowiązków służbowych.

  4. Aśka
    10 marca 2015 at 10:37

    Spasiba, spasiba i inne tam arigatou gozaimasu za życzenia :)

Dodaj komentarz