Poselski projekt ustawy: czy trójpodział władzy to niedościgniony ideał — czy antydemokratyczna ustrojowa patologia?

Nieco na marginesie: rzucił mi się kilka dni temu w uszy zarzut pod adresem rządu, że nie zgłasza własnych projektów ustaw, lecz przepycha je przez Sejm jako projekty poselskie. W ten sposób omija się wytyczne dotyczące rządowego procesu legislacyjnego — zwłaszcza w zakresie kłopotliwych konsultacji publicznych (regulamin pracy Rady Ministrów, M.P. z 2013 r. poz. 979) — bo projekty poselskie nie wymagają aż tak szczegółowego opiniowania.
Syntetycznie krytyka ta opisana została przez Marcina Maja w Dzienniku Internautów (Konsultacje społeczne – czym naprawdę są, jak rząd ich unika i jak to wpływa na Ciebie?).

Nie umiem nie być krytyczny wobec takiej krytyki — acz moja krytyka wynikać będzie z pewnych pryncypiów: a trójpodział władzy, Sire?

Klasyczny trójpodział zakłada istnienie trzech odrębnych acz równoważących się i hamujących wzajemnie segmentów władzy: władza ustawodawcza odpowiada za uchwalanie praw, władza wykonawcza prawa te wykonuje, władza sądownicza prawa te ocenia (i rozstrzyga spory wynikające ze stosowania prawa). Kompetencje mogą na siebie częściowo zachodzić (na przykład prezydent USA dokonuje nominacji na najwyższe urzędy w państwie, acz obsadzenie stanowiska wymaga advice and consent Senatu; dziś gruchnęło, że umarł sędzia Sądu Najwyższego Antonin Scalia — Obama będzie mógł wskazać jego następcę, ale nie obejmie on stanowiska bez zgody izby wyższej Kongresu) i chociaż niektórym może się wydawać, że taki ustrój opiera się na walce urzędów (prezydent, który wetuje ustawę bywa czasem nazywany takim, który nie współpracuje z rządem), jako regułę powinno traktować się sytuację gdy kompetencje są dość ściśle wyznaczone — i ograniczone.

Stąd też w ustroju, w którym trójpodział nie oznacza pustego hasła, rząd właściwie nie pisze sobie prawa, które później sobie będzie wykonywał (to taki prztyczek pod adresem krytyków Trybunału, którzy uważają, że nie powinien zajmować się ustawą o TK). W zakresie wykonywania prawa rząd powinien mieć kompetencje do wydawania aktów wykonawczych (rozporządzeń, zarządzeń) — aczkolwiek wyłącznie w graniach upoważnienia udzielonego przez parlament.

Tymczasem w Polsce… cóż z tego, że art. 92 Konstytucji RP nakazuje, by każde upoważnienie do wydania rozporządzenia wymagało szczegółowego upoważnienia wynikającego z celu tej ustawy, a określało zakres spraw przekazanych do uregulowania oraz wytyczne dotyczące treści aktu — skoro z założenia za najlepszą sytuację przyjmuje się model, w którym to rząd pisze sobie projekt ustawy? Czyli nie dość, że „kierując” większością w legislatywie przepycha tam ustawy, które wymyśla rząd — to w dodatku przecież sam określa ramy delegacji do wydania rozporządzenia?

(Znów czas na małą dygresję: w konstytucji Stanów Zjednoczonych w ogóle nie ma czegoś takiego jak projekt prezydencki — Ojcowie Założyciele dość mocno trzymali się doktrynalnych koncepcji — przez przeszło sto lat trzymano się tego dość ściśle. Początek koncepcji przywództwa legislacyjnego to podbudowa silnej prezydentury FDR (plus dorobek JFK), dziś już praktycznie nie ma projektu związanego z wojskowością lub polityką zagraniczną, który nie wyszedłby z Białego Domu.)

Toteż odpowiadając na tytułowe pytanie — czy poselski projekt ustawy, właściwie wynikający z istoty trójpodziału władzy, to bardziej niedościgniony ideał, czy też antydemokratyczna patologia? — odpowiadam: powinna być to jedyna forma sprawowania władzy ustawodawczej. To posłowie powinni pisać projekty ustaw i je uchwalać; nie odmawiam prawa rządu do korzystania ze stojącej za nim większości parlamentarnej — rząd bez większości to nierząd — ale nie można sarkać, że rzeczy przybierają właściwą postać.

A jeśli problem leży w braku konsultacji publicznych, w tym, że poselskich projektów nikt nie zamierza konsultować… Tu akurat odpowiedź jest prosta: skoro obowiązek taki wynika wyłącznie z uchwały Rady Ministrów (regulaminu), to o kant stołu można go potłuc — i podobny obowiązek nałożyć na parlament. Z tym, że to albo w regulaminach Sejmu i Senatu, albo po prostu w konstytucji… czyli nigdzie.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

25 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze