Czy wystarczy nabrać wody w usta, by wygrać spór o zwrot kredytu?

Reguły ciężaru dowodu — kto powinien przedstawić dowody potwierdzające jego twierdzenia — sprawiają niekiedy niemało kłopotów; gorzej jeśli kłopoty ze zrozumieniem jakie są konsekwencje przyznania pewnych faktów i niezaprzeczenia twierdzeń strony przeciwnej ma sąd. Dziś zatem czas na kilka akapitów o tym czym są fakty przyznane i fakty niezaprzeczone w procesie cywilnym — czyli czy na każdą okoliczność musi być przedstawiony dowód pod rygorem oddalenia powództwa?

wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 21 lutego 2017 r. (sygn. akt VI ACa 1932/15)
Dowodu nie wymagają fakty przyznane przez stronę przeciwną, jak też — przy uwzględnieniu wszystkich okoliczności sprawy — fakty niezaprzeczone.

Spór dotyczył zwrotu niespłaconego kredytu: ponieważ kredytobiorca zalegał ze spłatami, bank wypowiedział umowę kredytową i wystawił BTE, któremu sąd nadał klauzulę wykonalności. Egzekucja się nie powiodła, zatem po kilku latach wierzytelność została przelana na rzecz powodowej spółki, która wytoczyła kolejne powództwo o zwrot należności tytułem udzielonego kredytu.

art. 229 kpc
Nie wymagają również dowodu fakty przyznane w toku postępowania przez stronę przeciwną, jeżeli przyznanie nie budzi wątpliwości.

Sąd I instancji oddalił powództwo w całości: powód nie przedstawił żadnych dowodów na istnienie dochodzonej należności. Nie wiadomo czy i kiedy umowa kredytowa została wypowiedziana, nie ma żadnych dokumentów potwierdzających zaległości kredytobiorcy, nie wiadomo na jakiej podstawie wypowiedziano kredyt, zaś część twierdzeń jest sprzeczna z dowodami. Szereg dowodów ma postać zwykłego ksera — nawet bez poświadczenia za zgodność. Nie wiadomo też czy rzeczywiście doszło do przelewu wierzytelności z niespłaconego kredytu, zaś sama egzekucja prowadzone przez cedenta może nadal być w toku.
A ponieważ „rzeczą sądu nie jest domyślanie się i odgadywanie, czy wypowiedzenie takie rzeczywiście nastąpiło”, toteż strona powodowa nie sprostała obowiązkom dowodowym (art. 6 kc) — zatem sądowi nie pozostało nic innego jak oddalenie powództwa w całości.

art. 230 kpc
Gdy strona nie wypowie się co do twierdzeń strony przeciwnej o faktach, sąd, mając na uwadze wyniki całej rozprawy, może fakty te uznać za przyznane.

Skuteczna okazała się apelacja powódki: skoro pozwany nie kwestionował faktu wypowiedzenia umowy kredytowej, to sąd nie mógł zarzutu takiego uwzględnić z urzędu. Pozwany nie zaprzeczył żadnemu z twierdzeń strony powodowej — ba, w toku postępowania przyznał, że kredyt wziął, że go częściowo nie spłacił, a także, że umowa została wypowiedziana przez bank. Skoro pozwany nie podważał żadnej okoliczności istotnej z punktu widzenia jego odpowiedzialności (ani faktu zaciągnięcia zobowiązania, ani też skuteczności cesji), ograniczając się wyłącznie do próby podważenia wysokości zobowiązania — to w tym zakresie spoczywał obowiązek przedstawienia dowodów potwierdzających wysokość spłaconych kwot.

Tymczasem nie wymagają dowodu fakty przyznane przez stronę przeciwną (art. 229 kpc), a za przyznane sąd powinien uznać także twierdzenia powódki, którym pozwany nie zaprzeczył (art. 230 kpc).

Co więcej brak dowodu na wypowiedzenie kredytu nie mógł być podstawą do oddalenia powództwa także z tego względu, że termin jego spłaty już dawno minął, zatem czynność wypowiedzenia nie była niezbędna do dochodzenia zwrotu pożyczonej kwoty (art. 75 ust. 1 pr. bank.)

Sumarycznie oznacza to, że powództwo powinno być uwzględnione, zatem sąd zmienił zaskarżony wyrok i nakazał zwrot niespłaconego kredytu.

2 comments for “Czy wystarczy nabrać wody w usta, by wygrać spór o zwrot kredytu?

  1. 6 czerwca 2018 at 15:05

    Czyli na dobrą sprawę ta decyzja sądu II instancji jest nowa w tej sprawie, i jednocześnie nie przysługuje od niej kontrola odwoławcza. Jak to się ma do konstytucyjnej zasady dwuinstancyjności postępowań?

    • Olgierd Rudak
      6 czerwca 2018 at 15:15

      Nigdy nie miałem wątpliwości, że możliwość orzeczenia reformatoryjnego co do istoty sprawy nie narusza zasady dwuinstancyjności postępowania, pod warunkiem, że sąd II instancji mówi o tym samym stanie faktycznym (minus pewne zastrzeżenie, o którym poniżej). Gdyby odwołaniach były tylko orzeczenia kasatoryjne, to sprawy trwałyby 2-3 razy dłużej.

      Aczkolwiek mam pewne wątpliwości co do praktyki, w której sąd II instancji mówi „sąd I instancji się pomylił co do prawa, bo zastosował przepis X, a trzeba było zastosować przepis Y” (a przepis X był rozpatrywany, bo tak chciał powód) — podczas gdy pozwany nie miał szans odnieść się do podstawy Y, a może miałby dobry argument. Ale kiedyś mi wyjaśniono, że nie ma z tym problemu, bo liczy się zasada „daj sądu stan faktyczny, a sąd znajdzie prawo” — więc o ile stan faktyczny jest rozpoznany prawidłowo, to nie ma problemu.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.