Powiedział co wiedział #24 — „Jutro będę interweniował w Wikipedii”

„Jutro będę interweniował w Wikipedii. Jeśli nie zmienią tego fałszywego wpisu, wytoczę im proces. Nie odpuszczę. Dla zasady.”Tomasz Lis o nieprawdziwym biogramie opublikowanym na Wikipedii

Tomasz Lis oczywiście ma rację pisząc w pewnym plotkarskim portalu o chamskiej i idiotycznej podmianie treści notki biograficznej (nawet nie przepisuję tych głupot, jeśli ktoś jest ciekaw — można poczytać w naTemat.pl).

Natomiast zdziwiła i rozbawiła mnie — a także nieco zgorszyła — kierunek ataku i jego forma. Anonimowy internauta zmienił opublikowaną w Wikipedii informację o rodzicach popularnego redaktora? Oczywiście winny jest „WIKISYF”, zatem trzeba interweniować „w Wikipedii” (mnie, człowieka łatwo wizualizującego sobie różne sytuacje, od razu nachodzi obrazek: siedzi sobie red. Lis w naczelnikowskim fotelu i rzuca sekretarce: „łączcie mnie z tą Wikipedią!”; albo niechcący trawestuje Kobę: „Wikipedia? a ilu oni mają prawników?”; wybaczcie takie wizualizacje, ale mnie przecież nadal podobają się stare filmy Kevina Smitha).

Pomijając już odwieczne pytanie: w Wikipedii czyli gdzie? — moim zdaniem Tomasz Lis mógł naruszyć dobra osobiste zarówno fundacji, która stoi za projektem, jak i samych wikipedystów. Nie można obrażać „wikisyfu” tylko dlatego, że ktoś nie umie korzystać z powszechnie dostępnych narzędzi.

Pewnie Tomasz Lis się zdziwi, ale też w swoim pomyśle straszenia Wikipedii nie jest pierwszy — przypominam, że ładnych kilka lat temu mieliśmy już ciekawy proces przeciwko Wikipedii. Oczywiście co do zasady racja jest po jego stronie — Wikipedia jest takim samym usługodawcą jak każdy inny z art. 14 ust. 1 UoŚUDE, ale zaczynać od takiego straszenia…

No dobrze, był Kevin Smith w tekście, nie może się obyć bez cytatu filmowego (z Jay and Silent Bob Strike Back):

  • CommentsCommunicationMajor

    A tych „PiS-owców” można tak obrażać i przypisywać im działania jakiegoś wikiwandala?

  • b52t

    Przeciwnicy ideologiczni za często mówią językiem drugiej strony, którą nie tolerują (kapitał nie ma narodowości vs lud pracujący nie ma narodowości; czy ostatni lapsus Lisa o tym, kto głosował na Kukiza). Tu Lis mówi językiem PIS.

  • Proto

    To jak z odpowiedzialnością z wpisu obok.
    Nie ma znaczenia kto edytował, odpowiedzialność za opiblikowane kalumnie ponosi Wikipedia.

  • > Nie ma znaczenia kto edytował, odpowiedzialność za opiblikowane kalumnie ponosi Wikipedia.

    Tylko i wyłącznie jeśli zostały zachowane warunki z art. 14 ust. 1 UoŚUDE. Tylko i wyłącznie jeśli dane mają charakter bezprawny. Etc. etc.

    Natomiast jeśli się Wikimedia wkurzy i potańcuje za WIKISYF…

  • b52t

    A powinna zatańczyć z nim tango prawnicze, na zasadach odpowiedzi pięknym za nadobne, bo niby z Pana Lisa taki wytrawny dziennikarz(yna), a nie wiedział, że wystarczyło dopisać, że chodzi o osobę/osoby edytujących wpisy, nie zaś samej Wikipedii. Wyszło, że posługuje się zgrabnie językiem osób, których nie lubi.

  • „łączcie mnie z tą Wikipedią!”

    :-D a wydawało się, że ogarnia Internet, w końcu natemat.pl ….

  • Proto

    Sądzę, że wątpię.

    Reakcja emocjonalna na kuriozalną sytuację, która nie ma prawa mieć miejsca w podmiocie, który aspiruje do miana współczesnej encyklopedii.

  • > Reakcja emocjonalna na kuriozalną sytuację, która nie ma prawa mieć miejsca w podmiocie, który aspiruje do miana współczesnej encyklopedii.

    Nie wątpię, że doskonale wiesz jak działa Wikipedia — zatem wyjaśnij mi jakim cudem? Ograniczenie edycji tylko dla zaufanych redaktorów? Pre-moderacja?

  • b52t

    Reakcję emocjonalną może mieć prowadzący/a blogasek nastolatek/tka, a nie wieloletni dziennikarz, który prowadzi i prowadził przez lata programy na żywo.
    Trudno byłoby z tego zrobić afekt (którego efektem jest defekt).
    W Wikipedii może poprawiać i tworzyć wpisy każdy. Mi zdarzyło się edytować, czy dokładniej up-dateować, sekcje do dwóch wpisów. To nie jest żaden magiczny krąg. Wiki jedynie aspiruje do miana współczesnej encyklopedii, ale nią nie jest.

  • Krzysztof Machocki

    My tu śmichy-chichy, ale z Wikipedią da się skontaktować, wystarczy chcieć. Koło każdego hasła jest przycisk „Zgłoś błąd”. Jest też oficjalny adres e-mailowy, pod którym zawsze ktoś czuwa (https://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Kontakt_z_wikipedystami ).

    Jeśli potrzebny jest numer telefonu, zawsze można też skontaktować się ze stowarzyszeniem Wikimedia Polska (choćby i telefonicznie z jego biurem prasowym: https://pl.wikimedia.org/wiki/Biuro_prasowe ).

  • No i co, mieliście już telefon od red. Lisa? Bo zdaje się widziałem gdzieś Twój komentarz, że jeszcze nie…

  • Proto

    Przecież funkcja redaktora Wiki nie jest obowiązkowa.

    A skoro tak, to Wiki może, a nawet powinna, sobie pozwolić na stawianie wysokich wymagań, przede wszystkim etycznych.

  • Proto

    Ale tu przecież nie chodzi o to, że można zgłosić błąd, napisać czy zadzwonić.

    Szkalujący wpis sobie wisiał jakiś czas.
    Organizacja pokazała, że nie kontroluje jakości edycji. Mleko się rozlało, dupa zbita.

  • Popatrz na to od strony mojego maluśkiego blogaska. Mechanizm podobny, no z tą różnicą, że jednak tematy ja poddaję — komentarze kręcą się wokół motywu.
    Ale nie mogę wykluczyć, że albo wpadnie tu horda trolli (jeden taki był, ps. „Kaczor Donald”, do dziś dbam o to, by jego IP-ek i adres listelowy były na czarnej liście — God bless Disqus!) — staram się być etyczny (chociaż prowokuję) — any ideas?

  • ping

    Swego czasu Wałęsa nie straszył sądem w mediach, tylko kliknął w „Zgłoś błąd”. Można było? Jak najbardziej.

  • ping

    Nie ma takiej osoby (prawnej) jak Wikipedia. Chyba, że ktoś zastanawiając się nad imieniem dla dziewczynki, wybrał Wikipedia zamiast Ekstradycja.

  • ping

    Przecież ten tekst nie był widoczny dla czytelników, a tylko i wyłącznie dla redaktorów. (Chyba, że ktoś szukał informacji w historii zmian).

  • ping

    Nie „wisiał”, był ukryty. Dostępny tylko dla wścibskich.

  • Krzysztof Machocki

    Napisałem do niego – prywatnie, jako szeregowy wikipedysta, którym przecież jestem – list z wyrazami żalu i wyjaśnieniem jak działa Wikipedia. Bo co do zasady redaktor Lis ma rację, to wyjątkowo haniebne gdy ktoś szkaluje czyjąś rodzinę. Natomiast wydaje mi się, że część jego gniewu była zwyczajnie skierowana w niewłaściwą stronę.

  • Czyli edycja została od razu cofnięta?

    W sumie rodzi się kolejne interesujące pytanie dla prawnika — na ile dobra osobiste mogą naruszać dane dostępne nie w „głównym nurcie”, ale właśnie w historii takiej edycji. Czyli na ile, ciągle bazując na art. 14 ust. 1 UoŚUDE, można żądać uniemożliwienia dostępu do danych w historii…
    …a później w backupie danych — wszakże przepis mówi o przechowywanych, niekoniecznie rozpowszechnianych danych… ;-)

  • Krzysztof Machocki

    Bo to nie jest żadna „organizacja”, to grupa ludzi. Nie mamy etatowych pracowników, których zadaniem byłoby monitorowanie każdego z przeszło miliona artykułów – w każdej sekundzie. Jesteśmy grupą ludzi, którzy zajmują się tym w wolnym czasie.

    Nie zamykamy projektu przed innymi – i to się sprawdza, każdy może przyjść i dołożyć cegiełkę. Ale oznacza to też, że raz na jakiś czas trafi się wandal, który przyjdzie do Wikipedii po to, by trochę ją popsuć. Większość takich edycji wyłapujemy od razu, niektóre dopiero po kilku godzinach czy dniach.

    Fajnie o tym pisze dziś Adam Bednarek: http://mobilnie.gazeta.pl/mobilnie/1,145170,18313420,wikisyf-czyli-wolnosc-w-internecie-sie-nie-sprawdza-nie-obrazajmy.html

  • Proto

    Wybacz, na mnie Twój pijar nie działa.

  • Krzysztof Machocki

    To żaden pijar, mówię jak jest. To nie jest idealny system. Typowe wandalizmy w stylu „gupi kaowiec” wikipedyści wyłapują w zasadzie od razu. Ale jak się trafi jakiś bardziej skomplikowany przypadek, ze źródłem, przypisem i do tego w haśle, gdzie nie każdy jest w stanie ocenić wiarygodność dodanej informacji – w takiej sytuacji bzdura może powisieć w sieci czas jakiś.

    Jeśli masz pomysł jak lepiej rozwiązać ten problem – śmiało, pisz. I piszę to bez sarkazmu, naprawdę jestem ciekaw.

  • Krzysztof Machocki

    Tak, dekadę temu (!) Wikipedia miała z tym większy problem. Od czasów Batuty zmieniło się bardzo wiele, m.in. dużo większy nacisk kładziemy na przypisy bibliograficzne, pilniej monitorujemy ostatnie zmiany, wprowadziliśmy wersje przejrzane itd. To między innymi dlatego sprawa Batuty się nie powtórzyła jak dotąd.

    To nie jest w stu procentach szczelne sito, ale przynajmniej odsiewa najbardziej oczywiste błędy. Ale – jak to mówią na kielecczyźnie – jak się chce kogo uderzyć, to kij się zawsze znajdzie.

  • Moim zdaniem trzeba po prostu nie rozumieć istoty działania takich serwisów, żeby mieć pretensje „do Wikipedii”.

    Nb. w swego czasu głośnej sprawie „pozwanej Wikipedii” szło jeszcze o jedną ciekawostkę — czy ew. odpowiedzialność ma ponosić polskie stowarzyszenie? czy może jednak jednostka kierowana przez Jimbo Walesa?

  • Proto

    Między ‚nie rozumiem’, a ‚poniosłem szkody wizerunkowe przez Wiki’, jest przepaść nie do zasypania.

    Nie sądzisz?

    I nie pytaj mnie proszę jak to naprawić, bo ja się z naprawiania świata jakiś czas temu wyleczyłem. Ale to jest temat na flaszkę lub dwie, bez urządzeń elektronicznych w pobliżu.

  • Proto

    Czyli, dajmynatoprzykładowo, jeśli powstanie paszkwil na Olgierda R. który pokażę tylko kilku osobom, a następnie zniszczę, jednocześnie niejednoznacznie sugerując, że można podać dalej, to nie dojdzie do naruszenia dóbr osobistych Olgierda R. bo tylko kilka osób widziało oryginał, a reszta, powiedzmy skromne kilkaset tysięcy ludzi, widziało tylko przytoczone z pamięci fragmenty…

  • Jeśli będziesz jego autorem, to nie :) Ale jeśli działasz jako usługodawca e-usługi, a dane pochodzą od Twoich użytkowników — chroni Cię ów safe harbour, który niektórzy uważają za zło, a inni za dobro (w Polsce ma on postać art. 14 ust. 1 UoŚUDE).

    Wikipedia jest li tylko takim dużym Fejsbóniem (ale o czymś innym), na którym piszesz sobie to czy tamto. Fejsbóś nie odpowiada za to, co tam sobie napisałeś, nawet jeśli są to treści bezprawne, ale o tym nie wiedziałeś, zaś dowiedziawszy się — uniemożliwiłeś dostęp do tych danych.

    Natomiast jeśli pijesz wprost do tego „interesującego pytania” z poprzedniego komentarza, to generalnie uważam, że czytając art. 14 ust. 1 UoŚUDE nie będzie podstaw do uchylenia się od odpowiedzialności „bo treści są w historii”. Tu może być zonk.