Krótko i na temat, ale każdemu się (taka informacja) przyda: oto jest propozycja, żeby 24 grudnia był dniem wolnym od pracy (projekt ustawy o zmianie ustawy o dniach wolnych od pracy oraz niektórych innych ustaw).
A mianowicie, w pewnym skrócie:
- autorzy projektu, tj. posłowie Lewicy, w jego uzasadnieniu piszą o tym, że Wigilia Bożego Narodzenia, jako dzień poprzedzający święto Bożego Narodzenia, jest dniem ważnym dla wszystkich pracowników i ich rodzin, a to ze względu na kultywowanie tradycji religijnych;
- dlatego też trzeba przyjść w sukurs chlebodawcom, którzy zwyczajowo 24 grudnia skracają dzień pracy — i ogłosić Wigilię dniem ustawowo wolnym od pracy;
art. 1 ust. 1 lit. ka) ustawy o dniach wolnych od pracy (projekt)
Dniami wolnymi od pracy są:
ka) 24 grudnia — Wigilia Bożego Narodzenia
- skoro 24 grudnia miałby stać się dniem wolnym od pracy, konieczna jest także nowelizacja ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele i święta, która nie musiałaby już regulować czasu pracy w Wigilię w przypadku pracowników sklepów (przypomnijmy, że aktualnie ustawa zakazuje powierzania pracy po godzinie 14:00);
- projektodawcy powołują się przy tym na fakt, że Wigilia Bożego Narodzenia jest dniem wolnym od pracy w Bułgarii, na Cyprze, w Czechach (prawda: Štědrý den „v Česku a na Slovensku je od roku 1990 dnem pracovního klidu”), Danii, Estonii, Finlandii, Irlandii, Litwie, Łotwie, Słowacji i na Węgrzech;
- zaś pozytywne skutki społeczne (więcej czasu dla rodziny, na życie prywatne, etc.) przeważą nad potencjalnymi i nieco nieobliczalnymi skutkami gospodarczymi (a trudno je policzyć, bo przecież 24 grudnia i tak nie jest traktowany jak zwykły dzień roboczy — aczkolwiek negatywne skutki w branży przemysłowej przełożą się na pozytywne w przypadku m.in. małego handlu, usług, turystyki i gastronomii).
Zamiast komentarza: jestem za, a nawet przeciw. Przeciw, bo troszkę mnie rozśmiesza jak to posłowie Lewicy, słusznie przecież niejednokrotnie podnoszący argumenty za neutralnością religijną państwa, lansują pomysł, by święto religijne stało się dniem wolnym od pracy. (Czy nie bardziej pasowałby 5 maja? Jakaż to byłaby szansa na jeszcze lepszą, jeszcze dłuższą majówkę, bo tylko jeden dodatkowy dzień urlopu w pewnych przypadkach mógłby pozwolić na to i owo…)
(…a przecież kto by skojarzył, że to rocznica urodzin Karla Marxa?)