Błędy i wypaczenia w sprawie „De Lege Artis”

Ostatnie kilkanaście dni to dla mnie „wyzwanie” pod znakiem „De Lege Artis” — zarówno ściśle zawodowo, jak i powiedzmy nieco poza tym. Będzie w paragrafach, bo tak mi łatwiej uporządkować myśli:
§ 1. Zacznijmy od tego, co się nie udało. Niestety, nie udało się przekonać Home.pl SA, że interes Krzysztofa Habiaka — domena lege-artis.edu.pl jest zarejestrowana właśnie tam, na ich serwerze spoczywają dane — jak najbardziej kwalifikuje się do zastosowania art. 14 ust. 1 UoŚUDE.
Moim zdaniem do działalności, na którą nabrał się „nawet” Krzysztof Ibisz (!) stuprocentowe zastosowanie mają przepisy art. 14 ust. 1 oraz ust. 3 UoŚUDE, w części, która mówi o bezprawnym charakterze działalności związanej z przechowywanymi danymi (nie: bezprawnym charakterze danych!) oraz wiarygodnej wiadomości, cytuję w formie pozwalającej na ogarnięcie tematu (uwaga, to nie jest treść przepisu, to jest moje „dostosowanie” jego do sytuacji):

art. 14. 1. Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie wie o bezprawnym charakterze związanej z nimi działalności, a w razie uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.
3. Usługodawca, który uzyskał wiarygodną wiadomość o bezprawnym charakterze przechowywanych danych dostarczonych przez usługobiorcę i uniemożliwił dostęp do tych danych, nie odpowiada względem tego usługobiorcy za szkodę powstałą w wyniku uniemożliwienia dostępu do tych danych, jeżeli niezwłocznie zawiadomił usługobiorcę o zamiarze uniemożliwienia do nich dostępu.

Konkluzja jest prosta: art. 14 UoŚUDE pośrednio nakłada na e-usługodawcę obowiązek uniemożliwienia dostępu nie tylko do bezprawnych danych, ale i do danych jak najbardziej zgodnych z prawem — o ile wykorzystanie tych danych jest bezprawne. Sama w sobie treść serwisu „de Lege Artis” bezprawna nie jest, trudno się także przyczepić do zawartych umów, natomiast kompletnie leży sposób ofertowania się przez p. Habiaka (o tym więcej poniżej). Stąd moje przekonanie, że skoro zgromadzone tam dane są związane z prowadzoną działalnością, która ma charakter bezprawny — i stosowne zawiadomienie usługodawcy.
§ 2. I teraz będzie jechane po Home.pl, z datami — jeśli ktoś poszkodowany będzie chciał dochodzić odpowiedzialności z art. 14 UoŚUDE, to ma niezły po temu materiał:
  • listel o tytule „[Home.pl] wiadomość o bezprawnym charakterze działalności danych usługobiorcy LEGE-ARTIS.EDU.PL” został wysłany 24 czerwca, do Home.pl, a także do NASK (tj. DNS.pl) i CERT oraz na adresy Panów związanych z obsługą prasową Home.pl (ciekawe: wówczas zajmowała się tym firma d*fusion, dziś w zakładce „biuro prasowe” mamy nazwiska i adresy Edelman.com). Najpóźniej od tego dnia możemy zakładać, że Home.pl wiedzę o tej działalności ma;
  • pierwsza odpowiedź („sprawdzamy, wyjaśniamy”) przyszła 26 czerwca. Ponieważ nic się nie zmieniło, 1 lipca poprosiłem o informację, czy w ogóle ktoś się tym zajmuje?
  • dość kuriozalna odpowiedź przyszła już 3 lipca, cytuję (podkreślenia moje):

Firma home.pl jako operator hostingu nie jest kompetentny do rozstrzygania czy czyjeś prawa zostały naruszone czy też nie. Nie możemy w tej sytuacji podjąć decyzji o blokadzie treści naszego klienta. W tych sprawach kompetencje należą do organów ścigania przewidzianych prawem (policja, prokuratura, sądy).
Podkreślamy, iż w przypadku otrzymania dyspozycji od ww. organów wykonamy stosowne kroki niezwłocznie, wraz z ew. zabepieczeniem materiałów dowodowych w przedmiotowej sprawie.Z naszej strony organa te mogą liczyć na bezproblemowa współpracę.
Oczywiście niezależnie od tego oczywiście sama skala zgłoszeń, które my otrzymujemy oraz o których można przeczytać na różnych stronach www daje powody do podjęcia odpowiednich kroków. Trzeba jednak pamiętać, że jesteśmy związani z abonentem umową. Musimy także poruszać się w ramach obowiązującego regulaminu, który jest regulacją stosunku prawnego na linii usługodawca – abonent. Określa on prawa i obowiązki obu stron zobowiązania.
Ze swojej strony chciałbym zapewnić, że stosowne działania, na które pozwala nam wspomniany wyżej regulamin, zostały już przez nas podjęte.

  • ta strusia odpowiedź jest błędna: pośrednio obowiązek oceny nakłada na e-usługodawcę właśnie art. 14 ust. 1 UoŚUDE — który, owszem, zezwala Home.pl na odmowę uniemożliwienia dostępu do danych, jednak nie zwalnia go z obowiązku oceny bezprawności — w żadnym przypadku natomiast nie może to polegać na chowaniu głowy w piasek: usługodawca powinien podjąć wysiłek oceny legalności prowadzonej działalności i ewentualnie udzielić odpowiedzi „wszystko jest OK, nie ma mowy o żadnych krokach z naszej strony”;
  • a ponieważ „stosowne działania” okazują się o tyle bezwartościowe, że lege-artis.edu.pl nadal nadaje, z mojej strony błyskawiczna riposta i tym razem szybka korespondencja z BOK-u Home.pl:

Chciałbym podkreślić, iż znane nam są założenia przepisów ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną dotyczących odpowiedzialności hostingodawcy za dane przechowywane przez hostingobiorcę.Nie jest naszym celem kwestionowanie wiarygodności Pana wiadomości, jednakże kwestia oceny bezprawności działań hostingobiorcy leży definitywanie poza naszymi kompetencjami.Jako hostingodawca nie jesteśmy w stanie zweryfikować, czy abonent serwisu prowadzi serwis czy przetwarza dane zgodnie z prawem.
Istotnie takie działanie, które Pan i inne osoby opisują jest dość prawdopodobne, jednak nie jesteśmy w stanie zweryfikować go w stopniu dostatecznym. W takim, który umożliwiłby zastosowanie srodków opisanych w art. 14 w/w ustawy. Proszę pamietać, że odpowiedzialność hostingodawcy nie jest automatycznie wyłączana przez blokadę serwisu. Jesteśmy również odpowiedzialni wobec hostingobiorcy za ciągłość działania świadczonej usługi. Nie do końca uzasadnione zablokowanie usługi, oparte na arbitralnych przesłankach może skutować roszczeniami z tytułu niewykonania zobowiązania.
Mamy nadzieję, że powyższe wyjaśnienia pozwolą Panu zrozumieć pozycję hostingodawcy, szczególnie w kontekście braku kompetencji do weryfikacji zarzutów bezprawności.Wiemy też z doświadczenia, że jeśli Państwa zarzuty zostaną sformalizowane poprzez zgłoszenie dzialań naruszyciela odpowiednim organom, i w efekcie tego otrzymamy urzędowe zawiadomienie o bezprawności danych, będziemy mogli niezwłocznie zastosować odpowiednie środki np. blokadę serwisu.
Jak wspomniałem we wcześniejszej korespondencji, na chwilę obecną podjęliśmy działania, na które pozwala nam Regulamin.

  • to już naprawdę nie jest zabawne: Home.pl zna treść ustawy, ale jej nie rozumie! W dodatku „działanie jest dość prawdopodobne” (moim zdaniem to synonim dla „mamy wiarygodną wiadomość”), jednak — czytając art. 14 ust. 1 UoŚUDE czołowy pośrednik w rejestracji domen i hostingodawca wybiera sobie z niego „lepsze pół”: dopiero jak wiarygodne wiadomość przekują się na urzędowe zgłoszenie, Home.pl zrobi co do niego należy;
  • mało tego: z niejasnych przyczyn Home.pl sprowadza bezprawną działalność wyłącznie do czynu zabronionego (np. przestępstwa) — a przecież bezprawna działalność może mieć także kształt deliktu cywilnego lub jeszcze inną;
  • komedyjnie natomiast brzmi passus o odpowiedzialności wobec usługodawcy: art. 14 ust. 3 UoŚUDE wyraźnie zwalnia Home.pl z ewentualnej odpowiedzialności wobec Krzysztofa Habiaka, jeśli tylko — po uniemożliwieniu dostępu do jego danych — powiadomią go o tym. Podkreślam: zwalnia z odpowiedzialności, nie „może zwolnić” z odpowiedzialności!
  • dla równowagi: NASK i CERT w ogóle się nie wypowiedziały, biuro prasowe Home.pl milczy (na wszelki wypadek podeślę temat jeszcze raz, skoro są zmiany, to może będzie szansa na jakąś sensowną wypowiedź).
Swoją drogą, ciekawe: zapewne i domenę, i hosting trzymają w Home.pl dziesiątki tysięcy (może więcej) przedsiębiorców. Potencjalnie każdy z nich mógłby stać się ofiarą „De Lege Artis”. Każdy z nich może poczuć się zrobionym w balona (mój usługodawca preferuje jakiegoś typa zamiast mnie — wypinam się!). Czyżby Home.pl zachciało się być jak Wedel?

 
§ 3. Jest jeszcze jeden niezły numer! Krzysztof Habiak miał też umowę z Krajowym Rejestrem Długów, część jego „klientów” — błyskawicznie, z automatu — otrzymało z KRD wezwania:
krzysztof habiak de lege artis
wezwanie przesłane przez Krajowy Rejestr Długów w sprawie De Lege Artis
Ale dwa dni później KRD poszło po rozum do głowy i umowa zawarta z De Lege Artis (zwróciliście uwagę na różne adresy Krzysztofa Habiaka w piśmie?) została rozwiązana:

Umowa zawarta z Krajowym Rejestrem Długów Biurem Informacji Gospodarczej SA przez firmę De Lege Artis Krzysztof Habiak została rozwiązana przez Krajowy Rejestr Długów 4 lipca 2014 roku w trybie natychmiastowym. De Lege Artis nie ma tym samym możliwości umieszczenia kogokolwiek w bazie danych Krajowego Rejestru Długów.
Z poważaniem

Andrzej Kulik, Rzecznik prasowy

(ciekawe: w KRD rozumieją i potrafią, w Home.pl udają, że rozumieją ale nie potrafią.)
§ 4. Teraz o bezprawności prowadzonej działalności, która sprowadza się generalnie do idiotycznego „pierwszego listela” (tego o tym, że „czy to możliwe?”). Otóż — skoro stanowi to ofertę, a tak nazywa to także sam Krzysztof Habiak („Oświadczam, że nazywam się Krzysztof Habiak i prowadzę działalność gospodarczą pod nazwą De Lege Artis Krzysztof Habiak (NIP: 8871646637). W czerwcu 2014 roku przygotowałem oferty, w rozumieniu art. 66 KC, które umieściłem w statycznych plikach html serwera internetowego http://lege-artis.edu.pl, dla oznaczonej, indywidualnej wybranej przeze mnie grupy przedsiębiorców; następnie zostały przesłane do tych podmiotów, za pomocą poczty elektronicznej e-mail, wiadomości zwierające w swej treść łącze internetowe do tej oferty.” — por. zakładka „dla prokuratury„) — to przesłanie tychże ofert do osób, które niczego sobie nie zamawiały stanowi zarówno klasyczny przykład niezamawianej informacji handlowej, co stanowi tak wykroczenie (art. 24 UoŚUDE), jak i czyn nieuczciwej konkurencji. To jest ta działalność o bezprawnym charakterze, która jak najbardziej kwalifikuje się do zastosowania art. 14 ust. 1 UoŚUDE.
Ale to nie wszystko: z tego co wiadomo Krzysztof Habiak pobrał dane z CEIDG (pecha mają Ci, którzy podali tam adres poczty elektronicznej…), jednak „zapomniał” uprzednio zastosować się do dyspozycji art. 25 ust. 1 UoODO. Przypomnijmy bowiem, że zgodnie z tym przepisem:
art. 25 ust. 1. W przypadku zbierania danych osobowych nie od osoby, której one dotyczą, administrator danych jest obowiązany poinformować tę osobę, bezpośrednio po utrwaleniu zebranych danych, o:
  1)   adresie swojej siedziby i pełnej nazwie, a w przypadku gdy administratorem danych jest osoba fizyczna – o miejscu swojego zamieszkania oraz imieniu i nazwisku,
  2)   celu i zakresie zbierania danych, a w szczególności o odbiorcach lub kategoriach odbiorców danych,
  3)   źródle danych,
  4)   prawie dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania,
  5)   o uprawnieniach wynikających z art. 32 ust. 1 pkt 7 i 8.
Tu zaś kłania się odpowiedzialność za nieuprawnione przetwarzanie danych osobowych (art. 49 ust. 1 UoODO), i nie zmienia nic okoliczność, że dane osobowe dotyczą przedsiębiorców.
§ 5. VI Ds. 55/13. To sygnatura pod jaką Wydział VI ds. Przestępczości Gospodarczej Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu prowadzi śledztwo w sprawie usiłowania wyłudzenia pieniędzy przez serwis KBIZ.pl oraz CH Internet Business Solutions LTD. Komunikat wisi na stronie prokuratury od września 2013 r., a ponieważ brak jest dodatkowych informacji — o rozwoju sprawy — przesłałem pytania do Małgorzaty Klaus, rzeczniczki prasowej, jednak do dziś nie otrzymałem żadnej informacji.
Tak czy inaczej wiem, że prokuratorzy proszą o przesyłanie ewentualnych informacji dotyczących przepałek z „De Lege Artis” właśnie do wrocławskiej PG pod sygn. VI Ds. 55/13;
§ 6. A na zakończenie tego przydługiego tekstu Trzy zdania o lukach w zaprezentowanych przez mądrość internetów sposobach na Habiaka, z ostrożności procesowej — po co pomagać takiemu — bez rozwodzenia się nt. detali:
  • teoria błędu — czyli składamy oświadczenie o działaniu pod wpływem błędu i mamy problem z głowy. Moim zdaniem tak się nie da, ponieważ w tej układance dość ważna była treść „przycisku do zawarcia umowy”: przeczytałem i akceptuję warunki czy jakoś tak. A skoro przeczytałem i skoro było tam napisane, że oto robi się umowa i wchodzą w rachubę jakieś pieniążki, to nie ma błędu;
  • teoria „nie podpisałem tej umowy, więc jej nie ma” — tu w ogóle dziwię się, że ludzie coś takiego potrafią powiedzieć: jak kupuję chleb albo piwo nigdy nic nie podpisuję, podobnie nic nie podpisałem umowy np. z Allegro ani ze sprzedającym na Allegro, także nic nie podpisuję np. doładowując telefon na kartę przez internet, a jednak każda z tych umów jest ważna. Podpisać dla ważności umowy trzeba tylko kilka, szczegółowo wymienionych przez przepisy prawa, rodzajów umów — cała reszta może być przez klasyczną stypulację (chleb za monety, doładowanie za przelew elektroniczny, etc.);
  • podpatrzona na Niebezpieczniku teoria „o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym” — cytuję: „W skrócie: jeśli cena i zakres usługi nie jest sformułowany przez przedsiębiorcę w sposób jednoznaczny, zrozumiały, łatwy do odczytania i niebudzący wątpliwości, to umowa nie jest dla klienta wiążąca. Dlatego nie należy przejmować się żadnymi pobieraczkami i ich klonami”. W skrócie: tak, ale De Lege Artis kieruje swoje oferty wyłącznie (?) do przedsiębiorców, natomiast przepisy tej ustawy dotyczą tylko konsumentów.
Reasumując: aferka De Lege Artis zatacza coraz szersze kręgi, szkoda, że częściowo wskutek bierności usługodawców infrastrukturalnych, których strusia polityka ułatwia życie naciągaczowi. Jest to tym dziwniejsze, że Home.pl na reputacji powinno zależeć znacznie bardziej, niż Krzysztofowi Habiakowi — a jednak nie zależy.
subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

53 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze