Spekulacja biletami — czyli zawód „konik” i art. 133 kw

Tak mnie właśnie naszło, że wkrótce zaczną się rozgrywki piłkarskich mistrzostw Europy, a zatem (o ile kogoś to aż tak bardzo interesuje) być może trafi się oferta odkupienia biletu na jakiś mecz — od „konika”, po zdecydowanie zawyżonej cenie. Albo nawet pokusa sprzedaży zakupionego wcześniej biletu — z jakimś tam zyskiem.


spekulacja biletami art. 133 kw

To rowerzysta, nie „konik”, ale tak czy inaczej spekulowanie biletami na imprezy sportowe i kulturalne stanowi wykroczenie z art. 133 kw (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Niestety, skoro tekst idzie w rubryce wykroczenie, to muszę zmartwić: zawód „konik” związany jest z sankcją — zarówno za samo sprzedawanie takich biletów z zyskiem, jak i za  ich kupowanie w celach spekulacyjnych (art. 133 kw). Osoba zajmująca się takim procederem (w tym także pomocnik, podżegacz oraz sprawca usiłowania) powinien liczyć się z karą grzywny (do 5 tys. złotych) lub nawet aresztu (!).

art. 133 kw
§ 1. Kto nabywa w celu odprzedaży z zyskiem bilety wstępu na imprezy artystyczne, rozrywkowe lub sportowe albo kto bilety takie sprzedaje z zyskiem,
podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 2. Usiłowanie oraz podżeganie i pomocnictwo są karalne.

Generalnie dobra zasada mówi, że od koni się nie kupuje (podobnie jak darowanemu w zęby nie zagląda) — niemniej jestem ździebko skonfundowany, że akurat tego rodzaju przejaw przedsiębiorczości jest karalny (bo już przecież kupując od organizatora pulę biletów z rabatem — i sprzedając je z marżą — zarzutu z art. 133 kw obawiać się nie muszę…)

PS Czy tylko u mnie link do art. 133 kw zwraca komunikat, że jako użytkownik AdBlocka nie mogę zapoznać się z treścią strony? To ciekawe, że jeszcze nie ma w kodeksie wykroczeń przepisu pt. „kto uzależnia dostęp do treści w internecie od oglądania reklam…” ;-)

42 comments for “Spekulacja biletami — czyli zawód „konik” i art. 133 kw

  1. Borek
    6 czerwca 2016 at 20:10

    Olgierdzie – U Mnie Działa, ale ja zamiast konkretnie AdBlocka używam konkurencji w postaci uBlocka. Niby to samo, ale jakoś sprawniej mi działa i takie bzdurne komunikaty rzadziej się załapują.

    Również się zastanawiam czy kiedyś ktoś położy kres takiemu „żebractwu” ale póki co robię to sam i unikam takich stron. Gdyby reklamy nie stały się nachalne i nie niosły ryzyka złapania jakiegoś syfu to nikt by nawet nie stworzył takiego oprogramowania, ale któż z „utrzymujących się z reklam na stronie” zawraca sobie tym głowę? Zysk się liczy!

    Oczywiście strony prezentujące reklamy w sposób rozsądny, a może po prostu nie zasłaniający połowy ekranu i nie plujący okienkami lądują na mojej whiteliście. ;)

    • 6 czerwca 2016 at 20:21

      U mnie teraz też działa — mam wrażenie, że taki komunikat pojawia się z pewną dozą losowości.

      Co do reklam: swoje zdanie mam i raczej przy nim nadal pozostanę. Aczkolwiek być może i ten pogląd przyjdzie mi zweryfikować (człowiek się zmienia…)

  2. b52t
    6 czerwca 2016 at 20:31

    I znów państwo próbuje regulować i wtryniać się w wolny rynek. Ech..

    • 6 czerwca 2016 at 21:27

      Patrząc do kw czasem mam wrażenie, że część norm powstała na zasadzie „zobaczymy co się stanie jak napiszemy to lub tamto”.

      • b52t
        7 czerwca 2016 at 08:30

        To chyba nie jest tylko domena naszego państwa, gdy idzie o przewinienia i wykroczenia.

    • mall
      7 czerwca 2016 at 00:15

      Raczej „wolna amerykanka” a nie „wolny rynek”. https://theringer.com/ticket-industry-problem-solution-e4b3b71fdff6#.ew55nyy33

      • b52t
        7 czerwca 2016 at 08:29

        To był słabo maskowany smarkazm.

        • mall
          7 czerwca 2016 at 08:32

          Ups. Chyba detektory sarkazmu, ironii i żartu mi się rozregulowały. :/ Przepraszam za niezrozumienie.

          • b52t
            7 czerwca 2016 at 09:15

            Generalnie jestem za wolnym rynkiem, ale nie jestem tak ideologiczny jak niektórzy komentujący tutaj, czy piszący.

            • 7 czerwca 2016 at 09:24

              Z tym, że zakaz sprzedaży drożej niż się kupiło to nie jest wolny rynek :)

              • b52t
                7 czerwca 2016 at 09:31

                Sprzedawać mogą, ale skoro to taki wolny rynek i kalkulacja rynkowa, to przy ustalaniu ceny za odsprzedawany bilet powinni uwzględnić ryzyko kary oraz wysokość tej kary. Coś jak robią instytucje finansowe – kara niższa niż przewidywane zyski? to jedziemy!

              • 7 czerwca 2016 at 09:39

                Ale co to jest „kalkulacja rynkowa” i jaka powinna być kara za jej przekroczenie? ;-)

                Mnie się wydaje, że owszem, producent/organizator sobie coś tam kalkuluje i jemu ma się zbilansować, ale co mu (i nam) do tego kto jeszcze na tym zarobi?

                To tak jak z tymi prawami do transmisji piłkarskich, które w krytycznych momentach stają się przedmiotem ustawodawczej.

                A tymczasem żadne z tych dóbr nie jest nawet w procencie dobrem „wyższego rzędu”.

              • b52t
                7 czerwca 2016 at 09:52

                Karą za jej przekroczenie jest wysokość grzywny za to wykroczenie. ;-)
                Zgadzam się nie jest, dlatego dla ogrzywnowania konikowania trzeba, moim zdaniem, spojrzeć historycznie i celowościowo, tym bardziej, że ten temat jest spenalizowany w wielu krajach. Coś musiało być na rzeczy, a teraz to ciągniemy. Nie mam zamiaru bronić tego zapisu, ale nie będą go atakował z pozycji ideologicznych.

              • Mike
                7 czerwca 2016 at 15:52

                Z jakich pozycji byś go atakował w takim razie? Toć ja go atakuję z pozycji logiczno-zdroworozsądkowej. Choć niektórzy wydają się przypisywać mi ideolo…. a może to się w tym wypadku przypadkiem pokrywa?

      • Mike
        7 czerwca 2016 at 08:36

        ale ale, przecież to nie wynika z idei wolnego rynku, tylko z rozdawnictwa dla wybranych, do którego wolny rynek się naturalnie w ten sposób dostosowuje.
        Tak samo jest z każdą imprezą gdzie mniej niż 100% biletów jest sprzedawanych bezpośrednio. A jeśli nawet wszystkie będą sprzedane bezpośrednio a dalej są odsprzedawane po wyższej cenie to jedynie oznacza, że początkowa cena była zbyt niska.

        • b52t
          7 czerwca 2016 at 09:07

          Ceny biletów są ustawione tak, żeby zarobił artysta, jego ekipa techniczna, organizator koncertu, właściciel obiektu. One są z gruntu właściwe, bo decyduje o nim czyste ekonomika wydarzenia. Ale jeśli ktoś ma potrzebę snobowania się, to są bilety po kilka czy kilkanaście tysięcy na zwykłe koncerty, i to nawet w Polsce. Natomiast to, że jest ograniczenia na spekulacje, to raczej wynik tego, że chroni się tegoż organizatora, żeby inni nie zarabiali ponad to co on. Choć to tylko spekulacje z mojej strony. Nie czytałem jakie są historyczne zaszłości tych przepisów, które jednak obowiązują w dużej liczbie krajów na świecie.

          • 7 czerwca 2016 at 09:23

            Ale skoro koń może sprzedać bilet drożej, to oznacza — albo, że ceny są za niskie ;-) albo że jest za mała podaż względem popytu.

            To drugie da się łatwo zaspokoić: trzeba zbudować po jednym dużym stadionie w każdym województwie (oprócz tych, gdzie stoją takie wielkie molochy), a premierka Szydło powinna ogłosić tournee: w czerwcu Funkadelic, w lipcu Faith No More, w sierpniu Living Colour, we wrześniu The Roots, w październiku Parliament, w listopadzie Primus, w grudniu Soundgarden…

            • b52t
              7 czerwca 2016 at 09:35

              Żeby nie było zbyt poważnie.
              W takich warunkach dość często jest wyższy popyt niż podaż, tylko to powoduje, że w drugim czy trzecim obiegu bilety są wielokrotnie droższe.

              • Mike
                7 czerwca 2016 at 15:54

                Ależ to dlatego, że rynek ma w nosie kalkulacje i ceną rynkową jest cena konika a nie organizatora.

          • Mike
            7 czerwca 2016 at 15:49

            Z jakiegoż to powodu obrotny kapitalista nie może zarobić więcej niż gapa organizator?!
            Toż to zwyczajnie pies ogrodnika się kłania.

      • 7 czerwca 2016 at 08:55

        Zaraz przeczytam, ale proszę wyjaśnij mi: czy zatem sprzedaż z marżą jest OK czy nie? Dlaczego nie ma takiego przepisu na inne towary? Czy dlatego, że nie ma potrzeby już spekulować masłem i mięsem?

        • Waldemar Bulkowski
          7 czerwca 2016 at 11:03

          Bo nie jest możliwe wykupienie całego masła z całego rynku? A w przypadku biletów na imprezy mogę sobie wyobrazić, że ktoś kupuje jakąś potężną pulę i ogranicza tym samym dostęp innym – chyba, że zapłacą dużo więcej niż chciał organizator.

          • 7 czerwca 2016 at 11:17

            Nie można? ;-) Zaraz się okaże, że jakaś mafia weźmie się za masło (casus sprzedaży zwrotnej lekarstw z aptek do hurtowni, na który też jest ustawa — i zaraz się okazuje, że to co wcześniej było legalne teraz obrasta w mafie i gangi).

            Zresztą na początku łańcucha pokarmowego jest organizator. Czekam aż się okaże, że jakiś urząd będzie sprawdzał kalkulacje — czy aby na pewno wykonawca wziął 100 tys. dolarów za recital, czy dźwiękowiec kosztował tyle, czy ochrona tyle — i czy słuszna marża nie może przekraczać 7% :)

            • b52t
              7 czerwca 2016 at 11:55

              Czyli generalnie takie działanie jest OK, bo wolny rynek, a jak ktoś chciał kupić, a nie zdarzył ten gapa i niech płaci. A skoro wolny rynek, to nic do tego państwu i nie weźmie swoje lepkie łapki. Dobrze czytam? Przyznam, że się gubię.

              • 7 czerwca 2016 at 12:20

                Tak, co do zasady tak: ideologicznie uważam, że każda regulacja jest zła i tylko w bardzo wyjątkowych przypadkach (jakieś „dobra specjalnej troski”) minimalna regulacja może być mniejszym złem :)

                Odwrotna sprzedaż lekarstw jest oczywiście skutkiem regulacji ich cen — problemu nie było póki rząd nie zaczął dbać o ceny w aptekach.

                Konik przed kinem czy meczem to oczywiście skutek sezonowego braku dobra — na Śląsku jak wiemy ca. 80% widowni świeci pustkami, zatem popytu nie starcza, organizator traci (ale może warto wprowadzić ustawę zobowiązującą jakiś urząd do interwencyjnego skupu biletów, które nie idą?). Przed kinami, nawet na super seanse, też już konika nie uświadczysz.

                A cała reszta… no właśnie :)

              • b52t
                7 czerwca 2016 at 12:33

                Ok, rozumiem. Ideologicznie łapię. Ideologicznie. Rzeczywistość swoje.

          • 8 czerwca 2016 at 12:46

            jeszcze jest kwestia tego że organizator chce sobie dobrać publiczność, inaczej wpływają na szeroko rozumiany klimat młodzi, gniewni i bez kasy a inaczej starzy, kasiaści i ułożeni. I raz są bardziej pożądani jedni a raz drudzy.

            Przynajmniej taki jest punkt widzenia prezentowany od czasu do czasu w mediach przez różnych organizatorów. Jednak chyba nie wymaga to aż interwencji ustawodawcy …

            • 8 czerwca 2016 at 12:51

              Pewnie: jakbym organizował jakiś punk rockowy gig, byłbym nieszczęśliwy gdyby bilety poszły — via konie — do jakichś garniturowców…

              Ale poza tym? Strach, że na koncercie Madonny będzie mało seksi dziewcząt?

              • maho
                8 czerwca 2016 at 13:00

                z tego co zrozumiałem, to wykonawcy cenią sobie tych którzy ledwo ledwo uciułają z tygodniówek na bilet, bo są wiernym klientem na długie lata, w przeciwieństwie do tych którzy dziś sobie kupią bilet na Dodę a jutro na Piwnicę pod Baranami.

                Taka dyskryminacja starszych i nielojalnych :)

                Nadal jest problem z używaniem disqusa i popup blockera pod chromem. Musze wyłączyć popupblockera żeby mi chciało wyskoczyć okienko logowania się do disqusa. Czaspopiśco – zrób coś z tym.

              • 8 czerwca 2016 at 13:06

                Ale co ja mogę zrobić?? Pewnie mógłbym albo usunąć Disqusa albo przeprogramować tego popupblockera — ale pierwszego nie zrobię, a drugiego nie umiałbym nawet…

                Pewnie skrypt działa tak jak ma działać — blokuje wyskakujące okienka. Nie możesz w nim dodać wyjątku?

              • 8 czerwca 2016 at 16:18

                no właśnie jakoś nie działa. To okienko co wyskakuje nie pochodzi z czasopisma, tylko z disqusa. Tak czy inaczej – mam obie domeny w wyjątkach i nie bangla.

        • shu
          8 czerwca 2016 at 09:15

          Taka spekulacja jest zła z dwóch powodów.
          1. Handel masłem czy mięsem odbywa się na zasadzie producent – dystrybutor – klient. To są niezależne podmioty i dwie niezależne umowy. Najczęściej producenta nie obchodzi w jaki sposób dystrybutor zaoferuje jego towar. W przypadku imprez producent jest dystrybutorem i zawiera jedynie umowę z klientem. Raczej nie zakłada, że klient ma zamiar puścić jego towar w dalszy obrót.
          2. Producent/dystrybutor ponosi koszty, których nie ponosi konik – płaci podatki, zusy i inne haracze. Konik handluje na czarno, więc to jest nieuczciwa konkurencja.

          Jednak z drugiej strony, każda szczegółowa regulacja jest łatwiejsza do obejścia niż bardziej ogólne przepisy. Np. Światowe Dni Młodzieży nie są imprezą sportową, ani rozrywkową czy artystyczną. Skoro nie wymieniono w ustawie tego czym są (sam nie wiem) to znaczy, że wolno spekulować wejściówkami.

          • 8 czerwca 2016 at 09:25

            Ale nawet jeśli organizator imprezy coś tam zakłada, to nie jest sprawa aparatu państwa co nabywca usługi lub towaru zrobi z tym założeniem.

            Dobra, mam pewien przykład z innej mańki, miało iść przy okazji kolejnej akcji marketingowej, ale nie będę czekał — tekst pójdzie może nawet jutro.

            • b52t
              8 czerwca 2016 at 09:52

              Ale chyba jednak RedNacz czuje, że ta czysta spekulacja towarem, jakim jest bilet, na usługę, jaką jest imprezka sportowa czy artystyczna, która z natury ma charakter ekskluzywny, czyli gdzie podaż nie jest w stanie nadążyć za popytem, bo dzieje się na ogół raz na zamkniętej przestrzeni, przez wspomniane osoby, które mają gdzieś obowiązuje wszystkich przedsiębiorców zasady, nie jest fair?

              • 8 czerwca 2016 at 10:18

                A limitowane kolekcje w sklepie odzieżowym H&M, gdzie część towaru trafia na Allegro? Albo limitowane serie butów Crocs czy torebek Wittchen, o które rozgrywają się regularne bitwy w Lidlu — to pies?

              • b52t
                8 czerwca 2016 at 11:11

                „limitowana” kolekcja … Hue, hue, hue … czyli 150 tys. egzemplarzy

                Ten argument polemicznie jest dobry, ale dobra luksusowe czyli zaprogramowane, żeby podbić kasę, to co innego. Choć natura niby ta sama. Na aukcjach samochodów jest wolny rynek o jakim mogą marzyć niektórzy ludzie, tam uważam, że konwencje jest na miejscu, żeby robić takie rzeczy. Ale też, w końcu z natury rzeczy Ferrari GTB/4*S NART Spyder, czy nawet Ford Mustang GT500 z 1968 to nie były produkty aż tak masowe, więc cena idzie w miarę możliwości i zainteresowania.

              • b52t
                8 czerwca 2016 at 11:56

                Mam swoje zdanie na ten temat. Podobnie jak na przepychani w Lidlu czy innym supermarkecie. Exemplum konsumenckiego idiotyzmu jest „Black Friday”, który zdaje się powoli próbuje się przeszczepić i tutaj.
                Oczywiście, sprowadza się to do tego, że i tu i tam są ludzie, którzy wykupując więcej niż, tworzą rynek dla siebie na sprzedaż tego czy innego ograniczonego dobra. Powtórzę: nie jestem nastawiony na obronę za wszelką cenę. Cały czas nie chciało mi się, ani nikomu innemu dotrzeć do praprzyczyny takich zapisów.

              • 8 czerwca 2016 at 12:00

                A jednak zakazu wykupienia całej palety w Lidlu i puszczenia na Allegro — brak…

              • b52t
                8 czerwca 2016 at 12:19

                No tak, jest to rozdźwięk. Jednak dalej widzę różnicę. Jeśli ktoś chce sprzedawać bilety to niech to robi.
                Żeby podrzucić inną myśl: to jest szoł-biz, więc jednak wszystko tam jest ładnie ustawione.
                Tak swoją drogą, to na początku lipca po raz pierwszy wybiorę się na nasz stadion, na koncert Ironów. Będom hałasować w niedzielny wieczór, te długopióre czupiradła.

          • Mike
            8 czerwca 2016 at 10:25

            1. Nadal nie widzę co złego jest w puszczeniu czegoś w dalszy obrót. Jak ktoś nie chce żeby to co sprzedaje puszczać dalej może zawrzeć ekstra umowę. Co nie znaczy, że ktoś jej nie ominie, niemniej jednak można, a potem ciągnąć konsekwencje.
            2. Ach, ale przecież mamy przepeisy dotyczące niezarejestrowanej działalności. Po co ekstra karać akurat specjalnie koników?

  3. Mike
    7 czerwca 2016 at 08:11

    dobrze, że nikt nie doniósł jak sprzedałem bilety na koncert….

    ale przecież dążymy do systemu kiedy wszystkie ceny będą takie same wszędzie, żeby nikt nie stracił, ani nie zyskał nad drugim…. i przy okazji nie wiedział ile jest warte.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.