Piotr M. Majewski, „Brzydkie słowo na k. Rzecz o kolaboracji” (antyrecenzja)

A na sobotnie popołudnie krótko i na temat kilka słów o książce „Brzydkie słowo na k. Rzecz o kolaboracji” autorstwa Piotra M. Majewskiego.


Bitwa pod Lututowem
Mural — bitwa pod Lututowem, 1863 r. — ujęcie czysto ilustracyjne (fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)

W książce wątki eseistyczne przeplatają się ze ściśle historycznymi, więc pozwolę sobie podejść do omówki naprawdę połebkowo:

  • w skoro autor popełnił znakomitą książkę poświęconą stosunkom Czechów i Trzeciej Rzeszy („Niech sobie nie myślą, że jesteśmy kolaborantami. Protektorat Czech i Moraw 1939-1945”): nie da się pominąć, że sprawców zamachu na Heydricha wydał, za garść pieniędzy, jeden z konspiratorów — zdrada skończyła się śmiercią kilkuset osób (wliczając mieszkańców zrównanej z ziemią wsi Lidice), zaś następnie kolaborant poszedł na pełną współpracę z okupantem, za co po wojnie dał głowę (dodać warto, że Wikipedia próbuje niuansować jednoznacznie negatywną ocenę Karela Čurdy);
  • zaczynając od ciekawego spostrzeżenia: pojęcie zdrady narodowej i kolaboracji z wrogiem wymagało stworzenia współczesnego pojęcia narodu, wcześniejsze więzi polityczne oparte były na innych wartościach (religia, patriotyzm „lokalny”), więc szlachtę i magnaterię, która w 1655 r. poparła Karola Gustawa trudno nazwać „kolaborantami” — co nie przeszkodziło, by za potop szwedzki ucierpieli wyłącznie arianie i inni innowiercy (to właśnie wówczas Jan Ámos Komenský musiał salwować się ucieczką z Leszna — zaś inny ówczesny zdrajca, Jan Sobieski, znalazł sobie inną trampolinę do urzędów);
  • (ciekawy jest też wątek kolaboracji Żydów z Rzymianami, czego epizodem była historia wydanego na śmierć Jezusa z Nazaretu i późniejszych powstań);
  • Wielka Wojna to jedna wielka historia kolaboracji i podejrzeń o kolaborację: o smutnym losie Ormian pisałem przy okazji pseudo-recenzji książki „Ostateczne rozwiązania. Ludobójcy i ich dzieło” Konstantego Geberta, tedy napomknę tylko, że służący pod każdą możliwą chorągwią Polacy mają dużo szczęścia, że żadne z państw-zaborców nie potraktowało ich jako zbiorczo odpowiedzialnych za współpracę z wrogiem (jakieś tam epizody dotyczące Czechów przyszpiliły im, w oczach niemieckich współpoddanych Habsburgów, łatkę zdrajców), bo przecież po odbiciu Galicji Wschodniej z rąk rosyjskich wojska C.K. dość surowo poczynały sobie z osobami rzekomo współpracującymi z chwilowym okupantem…
  • …ale już legiony Piłsudskiego to przecież klasyczna kolaboracja — a Rada Regencyjna, która wzięła „władzę” z rąk niemieckich, zasługuje nie tylko na miano marionetki, ale wręcz zdrady narodowej;
  • Wanda Wasilewska i Władysław Studnicki, awers i rewers tej samej monety (z tym, że przy całej naiwności jemu się nie udało), Quisling, któremu jakby trochę się udało — oraz Pétain i Laval, którym udało się nie udać (zdaniem autora francuskim konserwatystom tak bardzo chodziło o odwrócenie społecznych i politycznych nowalijek, że zdecydowaliby się na współpracę z samym Lucyferem — a że akurat pod ręką był Hitler…);
  • jeszcze ciekawsze: powołany przez niemieckiego okupanta Institut für Deutsche Ostarbeit, w którym polscy naukowcy z dorobiem oddawali się ciężkiej pracy w służbie rasistowskiej i nazistowskiej ideologii; Goralenvolk (bo przecież myślimy, że Polska była jedynym krajem, który kolaboracją się nie skalał); „samorząd” żydowski w getcie warszawskim i łódzkim („król” Chaim Rumkowski i Żydowska Służba Porządkowa);
  • dla balansu: „modelowa okupacja” brytyjskich wysp Guernsey i Jersey oraz „pokojowa okupacja” Danii rządzonej przez socjaldemokratów aż po 1943 r.; mimo stosunkowej łagodności okupanta duńskie podziemie zlikwidowało stosunkowo największą liczbę kolaborantów w Europie, bo aż 125 razy więcej, w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców, niż w Protektoracie Czech i Moraw (z tym Protektoratem jest jeszcze inna ciekawa sprawa, czyli „kolaboracja przemysłowa”: porządny czeski zarządca fabryki nie mógł sobie pozwolić na fuszerkę, nawet jeśli jego produkcja wspierała wysiłek wojenny Trzeciej Rzeszy);
  • i oczywiście „Własowcy” i ich dwukrotna zmiana frontu, a także Brygada Świętokrzyska NSZ i jej „pakt o nieagresji” z lokalnymi oddziałami Wehrmachtu podczas przedzierania się w kierunku zachodnim.

I tak można ciągnąć, ciągnąć i ciągnąć…

(Piotr M. Majewski, „Brzydkie słowo na k. Rzecz o kolaboracji”, wydawnictwo Krytyka Polityczna, na papierze 350 stron)

subskrybuj
Powiadom o
guest

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

0 komentarzy
Oldest
Newest
0
komentarze są tam :-)x