15 książek, przez które nie przebrnąłem — lub ich tutaj nie zrecenzowałem w 2016 r.

Trawestując dywagacje o dylematach z ostatnich Bondów — gdybyś, P.T. Czytelniku wiedział, ile trzeba przeczytać lub nie przeczytać, żeby napisać recenzję książki — szanowałbyś moją robotę, którą odwalam za Ciebie ;-)


książki których nie przeczytałem

„Lód” Jacka Dukaja jest jedną z tych książek, których mimo podjętej próby nie przeczytałem


Bez owijania w bawełnę, oto lista 7 książek, które w przeciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zacząłem czytać, ale w którymś tam momencie odpuściłem, bo szkoda było mi czasu. W porządku alfabetycznym (wg nazwiska autora), z krótkim objaśnieniem:

  • Elisabeth Asbrink, „Czuły punkt. Teatr, naziści i zbrodnia” — miał być fascynujący reportaż o neonazistach odsiadujących wyroki za zabójstwo, którzy w ramach resocjalizacji stają się aktorami w teatrze, wyszło nie wiadomo co (a przecież „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” jest wyśmienita);
  • Jacek Dukaj, „Lód” — do zakupu skłoniły mnie entuzjastyczne recenzje, ale za długie, za ciężkie, za bardzo pachnie „Hiszpanką” — oni tylko jadą, jadą, jadą… nawet jeśli gdzieś dojechali, to nie zdzierżyłem; pomysł pewnie świetny, ale jak dla mnie zmarnowany (czekam na zwartą ekranizację, pójdę);
  • Karol Modzelewski, „Zajeździmy kobyłę historii” — prawie mnie zajeździło jak starą chabetę; od od tamtego czasu wyraz historia w książce biograficznej kojarzy mi się po prostu źle;
  • Richard Pipes, „Rosja carów” — zadziwiające, bo „Rewolucja rosyjska” po prostu doskonała, a tymczasem tutaj za dużo detali, za ciężko napisane. Zatrzymałem się w okolicach 2/3 przebiegu i na razie książka czeka na lepsze czasy;
  • Mario Puzo, „Rodzina Borgiów” — kolejna entuzjastyczna recenzja, która wprowadziła mnie na manowce. Ciekawe jak by mi się dziś czytało „Ojca chrzestnego”, który szalenie mi się podobał jakem cielęciem był;
  • Filip Springer, „Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach” — o tej książce pisałem przy okazji recenzji „Miasta Archipelag”; niestety Springer, którego za 3 ukończone przeze mnie książki bardzo cenię, tu akurat mnie zmęczył. Być może jak dla mnie zbyt niszowa tematyka;
  • Ludwik Stomma, „Stommowisko” — biografię Stanisława Stommy przeczytałbym z olbrzymią radością. Być może nawet chętnie przeczytałbym biografię jego syna, ale… nie wiem czym (lub o czym) jest ta książka (a dobrze ją jeszcze pamiętam, bo porzuciłem jakiś tydzień temu). Po trochu wszystkim, czyli niestety niczym.

A skoro tak dobrze mi poszło, to może jeszcze lista 8 autorów, których dziełom nie poświęciłem uwagi:

  • John LeCarre, „Bardzo poszukiwany człowiek” — widziałem film, taki sobie, przeczytałem książkę, taka sobie;
  • David Hewson, „Dochodzenie”, „Dochodzenie 2”, „Dochodzenie 3” — przeczytałem rekreacyjnie, bez znudzenia, chociaż z niedużym zrozumieniem (strasznie zagmatwane). Wydaje mi się, że byłby z tego niezły film sensacyjny (tak, wiem, że jest to oparte na jakimś serialu, ale od seriali trzymam się z daleka);
  • Krzysztof Kotowski, Karol K.Soyka, „Cel za horyzontem” — całkiem niezłe wspominki faceta, który trafił do JW Grom;
  • Zygmunt Miłoszewski, „Gniew”, „Uwikłanie”, Ziarno prawdy” — na szczęście mało jest takich kryminałów. Mówię „na szczęście”, bo akurat twórczość Miłoszewskiego podoba mi się bardzo-bardzo (coś jak P. Marlowe w latach szczenięcych), a to oznacza, że mógłbym nie mieć czasu na inne rzeczy (na szczęście kryminały czyta się ekspresowo); film „Ziarno prawdy” naprawdę super;
  • Ludwik Stomma, „Historie przecenione” — o ile dobrze pamiętam (bo słabo pamiętam) ileś tam wyrwanych z kontekstu historyjek. Nie zawładnęło;
  • Patryk Vega, „Złe psy, w imię zasad” — wziąłem się za to chyba celem dobicia po filmie „Pitbull. Nowe porządki”. Rozumiem, że to miał być reportaż, ale czy w tym wszystkim naprawdę czuję rękę reportażysty?
  • Timur Vermes, „On wrócił” — przypadek podobny jak „Lód” Dukaja, z tym, że książka znacznie krótsza, no i jednak satyra, więc dałem radę. Świetny pierwszy rozdział, a później coraz gorzej. Nie wiem na ile za to odpowiedzialne jest tłumaczenie (takie wątpliwości zawsze mam przy książkach obcych autorów);
  • Günter Walraff, „Na samym dnie” — człowiek-instytucja, reporter-legenda — chociaż ciekawe jak na jego warsztat zapatrują się niemieccy miłośnicy czystego i niemanipulowanego reportażu (tak, piję do twórczości Ryszarda Kapuścińskiego). Nie trzeba się zgadzać ale naprawdę warto przeczytać (polecam także „Z nowego wspaniałego świata”).

I to by było na tyle, na razie. W komentarzach niechaj się wpisują miasta — czego nie dają rady czytać (i dlaczego)?

PS [12.12.2016] odpuszczone: Ian Kershaw, „Do piekła i z powrotem: Europa 1914-1949” — jeśli grzechem wielu publikacji historycznych jest hiperdetaliczność, to tak książka jest straszliwie połebkowa. Może dobre dla ogólnie niezorientowanych a chcących coś liznąć.
Niezrecenzowane (a przeczytane tylko dlatego, że krótkie): Łukasz Orbitowski, „Tylko Max” — ruszyłem tylko dlatego, że o Wrocławiu. Zaczyna się niezgorzej, kończy jak „Hiszpanka”. Gdyby było dłuższe, byłoby na liście wstydliwych.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

18 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze