A skoro kilka dni temu było o primaaprilisowej w duchu uchwale Sejmu RP (w intencji zwiększenia troski o trzeźwość Narodu), to sobota 1 kwietnia jest chyba niezłą okazją na krótką recenzję wina Vinselekt Michlovský Svatovavřinecké.

Na początek garść suchych (bo i wino jest suché) faktów: Vinselekt Michlovský Svatovavřinecké to czerwone wytrawne wino morawskie, nierocznikowe, o klasycznej w przypadku wyrobów zza naszej południowej granicy zawartości alkoholu 12%. Kupiłem je za 120 koron w pierwszym z brzegu sieciowym spożywczaku (do którego drogę dobrze znam) w Broumovie.
Subiektywnie wino jest naprawdę bardzo smaczne: dość cierpkie i gorzkawe, ale mimo to bardzo rekreacyjne, a na pewno dalekie od tego bym rozglądał się za kawałkiem hermelína do przegryzienia. Może to siła dobrych skojarzeń, ale jakoś tak się kiedyś porobiło, że mój pierwszy kontakt z „czeskim winem” zawdzięczam właśnie jakiejś butelczynie z napisem Svatovavřinecké. Inna sprawa, że w byle czeskim sklepiku jest taka moc ich własnych wyrobów…
A skoro to Prima Aprilis, to czas chyba na dowcip; będzie suchar:
Wchodzi dwóch Niemców do winiarni w Londynie, zamawiają wino: „two glasses of wine, please”. Kelner grzecznie się upewnia „dry?” — a Niemcy na to „nein! zwei!!”
(A o tym co robiliśmy w Broumovie i okolicach — już wkrótce, najsamprzód muszę dobrze przejrzeć zdjęcia.)