Co to znaczy, że polityk musi mieć „grubą skórę”?

Ten wątek wraca co i rusz: czy naruszenie dóbr osobistych polityka w publikacji prasowej — sugerowanie korupcji w przetargu, który wygrała fundacja powiązana z politykiem — wiąże się z podobną odpowiedzialnością jak w przypadku innych osób? Czy jednak owa „gruba skóra” pozwala na zwiększoną dozę krytyki? (wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 18 maja 2016 r., sygn. akt VI ACa 612/15).


naruszenie dóbr osobistych polityka

Politycy to bardzo ciekawa grupa społeczna: część stara się chronić dobra osobiste, inni natomiast wydają się dobrowolnie rezygnować z najbardziej osobistego dobra jakim jest imię (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Polityk pozwał wydawcę gazety żądając publikacji przeprosin („poprzez podanie nieprawdziwych informacji w treści powyższych artykułów co do przedmiotu i okoliczności przetargu organizowanego przez (…) i nieuprawnione sugerowanie opinii publicznej wpływu pana A. B. na sposób przeprowadzenia oraz wynik przetargu”). Powód dopatrywał się naruszenia dóbr osobistych w cyklu opublikowanych tekstów, w których miano insynuować jego powiązań z przetargiem, a w szczególności ustawienia przetargu, przez co miał stać się faktycznym beneficjentem transakcji.

Sąd I instancji uwzględnił powództwo i nakazał publikację oświadczenia na łamach gazety („w ramce o wymiarach 10 cm x 5 cm, czcionką Times New Roman”). Zdaniem sądu w opublikowanych tekstach zasugerowano, że powód jako ustosunkowany polityk skorzystał z wpływów w fundacji, która nominalnie wygrała przetarg, by przejąć własność nieruchomości — zaś rozpowszechnienie takiej nieprawdziwej informacji naruszyło dobra osobiste w postaci czci wewnętrznej (dobrego imienia i godności).

Powód jest osobą powszechnie znaną, pełni funkcje publiczne. Publikacja artykułów spowodowała częściową utratę zaufania społecznego niezbędnego do wykonywania funkcji, w której niezbędne są wiarygodność i nieposzlakowana opinia oraz zaufanie społeczne. Dziennikarze przedstawili polityka jako osobę nieuczciwą, oskarżono go o nadużycia na zajmowanym stanowisku, tymczasem wiązanie powoda z fundacją (w której jest tylko członkiem kapituły) było informacją nieprawdziwą, a zatem naruszającą dobra osobiste. Naruszenie dóbr osobistych polityka było o tyle oczywiste, że odsądzano go od czci i wiary w komentarzach czytelników — co oznacza, że przypięto mu łatkę w publicznej opinii.

Pozwany wydawca nie wykazał, iż naruszenie dóbr osobistych polityka nie było bezprawne: autorzy tekstu nie zachowali należytej — czyli w przypadku działalności dziennikarskiej podwyższonej — staranności, zaś ich działanie nie miało na celu ochrony społecznie uzasadnionego interesu. Dozwolona krytyka prasowa wyłącza bezprawność naruszenia dóbr osobistych pod warunkiem jej rzeczowości i rzetelności (art. 12 ust. 1 pr. prasowego) — tymczasem sugerowanie wejścia w „układ” nie spełniało tych warunków — a pozwany wydawca nie wykazał innych okoliczności uzasadniających ingerencję w sferę dóbr osobistych polityka.
Zdaniem sądu w tej sytuacji można było przyjąć, iż dobra osobiste naruszały zarówno kontekst tekstów (sugerowanie korupcji) jak i nieco przesadzone, chwytliwe (acz niezacytowane w zanonimizowanym uzasadnieniu orzeczenia) tytuły artykułów.

Diametralnie odmiennie spór ocenił sąd II instancji, który uwzględnił apelację złożoną przez redakcję i oddalił powództwo: ocena czy doszło do naruszenia dóbr osobistych nie może odnosić się do treści komentarzy pod tekstami, takie opinie co najwyżej mogłyby służyć zbadaniu rozmiaru krzywdy powoda (i mieć wpływ np. na wysokość zadośćuczynienia) — ale nie można argumentować, że doszło do naruszenia godności osobistej i dobrego imienia przez to, że pod krytycznymi artykułami pojawiły się krytyczne komentarze.

Tymczasem w orzeczeniu I instancji błędnie przyjęto, że doszło do naruszenia godności i dobrego imienia polityka, który jako osoba publiczna:

podejmując działalność polityczną świadomie i dobrowolnie wystawił się na osąd opinii publicznej. Powód musi zatem liczyć się z dalej idącą krytyką swoich poczynań niż przeciętny człowiek. Inaczej rzecz ujmując, w przypadku osoby publicznej przy ocenie, czy doszło do naruszenia czci, należy stosować inne kryteria niż przy dokonywaniu takiej oceny w odniesieniu do innych osób.

Co więcej naruszenie godności jednostki oznacza znieważenie, jednak w opublikowanych w gazecie tekstach nie ubliżono powodowi i nie stosowano innych obraźliwych sformułowań — zatem nie mogło dojść do naruszenia dobra osobistego w postaci godności. W odniesieniu natomiast do naruszenia dobrego imienia istotne jest założenie, iż powód jest osobą publiczną, w przypadku której granice krytyki, w tym zwłaszcza prasowej, ulegają przesunięciu w porównaniu do przeciętnego człowieka — zatem traktowanie opublikowanej w prasie wypowiedzi krytycznej wobec polityka jako naruszającej jego dobre imię stanowi ograniczenie swobody publicznej wypowiedzi.

Skoro zatem w tekście nie pojawiły się bezpośrednie zarzuty korupcyjne skierowane przeciwko politykowi, nie można kreować roszczeń odnoszących się do ochrony dóbr osobistych o „ogólne wrażenie” i rzekome „insynuacje” wynikające z lektury artykułów. Żadna z wypowiedzi nie godziła obiektywnie w dobra osobiste powoda, zaś podniesione zarzuty — że przetarg był ogłoszony wyłącznie na stronie internetowej organizatora, po drugie bardzo niska cena ustalona w przetargu — mogą interesować opinię publiczną, także w kontekście oczywistych i prawdziwych powiązań polityka z fundacją.

Q.E.D.

  • b52t

    Czyli: informować, informować, potwierdzać fakty, nie ferować.

  • Ba, na gruncie orzecznictwa ETPCz można nawet nazywać idiotą :)

  • b52t

    No tak, bo opinia, ocena, to element wolności wypowiedzi.

    (tak mi się przy tej okazji przypomniał ładny baner, który widziałem u Panów z OSA: [małymi literami] „moim zdaniem” [dużymi literami] „Prezydent Andrzej Duda jest kłamcą i krzywoprzysiężcą”; aż musiałem podejść i pogratulować za ten jakże prosty acz skuteczny chwyt).