Czy pierwszeństwo na przejeździe dla rowerów oznacza, że cyklista może swobodnie napierać?

Romantyczna wizja jazdy na rowerze jest taka: wiatr we włosach i pedałujemy — bo przepisy ruchu drogowego służyć powinny tylko bezpieczeństwu rowerzystów jako niechronionych uczestników ruchu drogowego. Stąd stare dylematy: czy cyklista zbliżający się do przejazdu dla rowerów może nacierać, bo przecież ma pierwszeństwo? — czy jednak mamy system prawa, a nie federację przepisów, zatem nawet rowerzysta musi wykazać się znajomością paru więcej przepisów ruchu drogowego — zatem pierwszeństwo na przejeździe dla rowerów oznacza też pewne obowiązki po stronie jednośladowców? (wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu z 9 marca 2018 r., sygn. akt IV Ka 1261/17).


pierwszeństwo na przejeździe dla rowerów

Abstrakcyjne nieco ujęcie niechaj będzie przestrogą, że pierwszeństwo na przejeździe dla rowerów to NIE wszystko, o czym powinien pamiętać cyklista (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Rowerzysta został uznany winnym niezachowania szczególnej ostrożności na przejeździe dla rowerów — jechał z prędkością nieadekwatną do sytuacji, nie obserwował jezdni — przez co doprowadził do zderzenia ze skręcającym w prawo samochodem.
Sąd I instancji uznał go winnym wykroczenia z art. 86 kw, za co wymierzył mu 100 złotych grzywny.

art. 27 ustawy — prawo o ruchu drogowym
1. Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe.
1a. Kierujący pojazdem, który skręca w drogę poprzeczną, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerzyście jadącemu na wprost po jezdni, pasie ruchu dla rowerów, drodze dla rowerów lub innej części drogi, którą zamierza opuścić.
3. Kierujący pojazdem, przejeżdżając przez drogę dla rowerów poza jezdnią, jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa rowerowi.
4. Kierującemu pojazdem zabrania się wyprzedzania pojazdu na przejeździe dla rowerzystów i bezpośrednio przed nim, z wyjątkiem przejazdu, na którym ruch jest kierowany.

Częściowo skuteczna okazała się apelacja wniesiona przez ukaranego rowerzystę, mianowicie:

  • kierujący pojazdem zbliżający się do przejazdu dla rowerzystów ma obowiązek zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe (art. 26 ust. 1 pord);
  • dodatkowo w przypadku skrętu w drogę poprzeczną musi ustąpić pierwszeństwa rowerowi jadącemu na wprost (art. 27 ust. 1a pord);
  • szczególna ostrożność to obowiązek zwiększenia uwagi i dostosowania zachowania do warunków i sytuacji na drodze, w stopniu umożliwiającym szybką reakcję (art. 2 pkt 22 pord).

Sąd zauważył, że kierująca samochodem przyznała, że do ostatniego momentu nie widziała rowerzysty, zaś biegły ocenił, że powinna była go dostrzec najpóźniej 2 sekundy przed kolizją — co oznacza, że nie obserwowała sytuacji po swojej prawej stronie.
Nie można jednak twierdzić, iż rowerzysta jako niechroniony uczestnik ruchu jest uprzywilejowany wobec samochodów — sam fakt, że obwiniony jechał rowerem po DDR, nie zwalnia go z obowiązku obserwowania drogi, stosowania zasady ograniczonego zaufania do innych uczestników ruchu (art. 4 pord). Rowerzysta dojeżdżał do przejazdu dla rowerów bardzo szybko i nie dochował wymaganych reguł ostrożności (nie zatrzymał roweru, chociaż widział, że samochód nie zamierza się zatrzymać przed przejazdem), nie można mówić, iżby nie był współodpowiedzialny za wypadek.

Sumarycznie oznacza to, że kierująca autem, wjeżdżając na przejazd tuż przed nadjeżdżający bicykl, stworzyła sytuację, która była bezpośrednią przyczyną kolizji — ale też odrębne spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym można zarzucać rowerzyście, przez co finalnie jego działanie można rozpatrywać przyczynienie się do wypadku.

Słowem: proszę nie mylić wiatru we włosach z sianem w głowie, a pierwszeństwo na przejeździe dla rowerów niech nie będzie początkiem dobrego thrillera ;-)

44 comments for “Czy pierwszeństwo na przejeździe dla rowerów oznacza, że cyklista może swobodnie napierać?

  1. Borek
    14 kwietnia 2018 at 09:14

    „a pierwszeństwo na przejeździe dla rowerów”… i co dalej? Brzmi jak początek dobrego thrillera. ;)

    • Olgierd Rudak
      14 kwietnia 2018 at 10:31

      …niech nie będzie początkiem dobrego thrillera ;-)

  2. Ja
    14 kwietnia 2018 at 11:22

    Czy w podpisie zdjęcia nie powinno być „to NIE wszystko”? Pochwal się co to za nowa klawiatura :))
    Niezależnie – uważam, że przepis jest jednym z głupszych i powoduje niepotrzebne zagrożenie. Pieszy nie może wejść pod koła, ale rower może wjechać – bezpieczeństwo postawione na głowie. A 2 sekundy? Wystarczy zmęczenie i już czas reakcji jest dłuższy, a biorąc pod uwagę czas reakcji układu hydraulicznego samochodu – jakieś 0,4 s – pozostaje 1,6 s na reakcję – czas zatrzymania pojazdu. A jak jest skręt w prawo gdzie jest przejście, tramwaj i ścieżka za krzakami to w ogóle trzeba mieć trzy głowy. Niech jeszcze zrobią STOP przed każdą ścieżką. Przepisy powinny być intuicyjne. To jakby wprowadzić przepis, że dziecko wbiegające na jezdnię ma pierwszeństwo i w razie wypadku wyłącznie kierowca jest winny. Żeby nie było – jeżdżę rowerem i samochodem. I z obu kierownic uważam przepis za głupi.

  3. Robert
    14 kwietnia 2018 at 14:02

    A ja mam pytanie dotyczące sytuacji, gdy chodnik jest przecinany przez wjazd na parking/wyjazd z bramy w kamienicy? Czy istnieje przepis, który mówi, kto ma pierwszeństwo? Rysunek: https://i.imgur.com/sYayG1A.png

    • Ja
      14 kwietnia 2018 at 18:25

      Na mój chłopski rozum jak wyjeżdżasz z parkingu to włączasz się do ruchu więc wszyscy mają pierwszeństwo. Jak skręcasz w lewo na parking (z góry) to nie mam pojęcia, bo nie rozumiem tych przepisów, jak skręcasz w prawo na parking rower ma pierwszeństwo.

      • Olgierd Rudak
        15 kwietnia 2018 at 08:10

        Automobil skręcający w poprzeczną zawsze uwzględnia pierwszeństwo rowerzysty na przejeździe — niezależnie od tego czy skręca w lewo czy w prawo.

  4. Borek
    14 kwietnia 2018 at 15:25

    I to nawet kilka, zależnie od sytuacji i konkretnej konstrukcji takiego wjazdu – art. 17 ust. 2, art. 26 ust. 2 i 4. Jak nie kijem go, to pałką. ;)

    • Borek
      14 kwietnia 2018 at 15:28

      Przepraszam za missclick, to oczywiście odpowiedź dla Roberta.

    • Olgierd Rudak
      14 kwietnia 2018 at 16:24

      To ja może dojaśnię (zakładam, że na parking prowadzi przejazd przez chodnik, że to nie są „cyple chodnikowe” przecięte jezdnią:

      • wyjeżdżający z parkingu włącza się do ruchu, więc ustępuje pierwszeństwa wszystkim (art. 17 pord),
      • przecinający chodnik ustępuje pierwszeństwa pieszym (art. 26 ust. 4 pord; a jeśli tam jest droga dla rowerów, to puszcza też rowery, art. 27 ust. 3 pord).

      Gdyby jednak na parking prowadziła normalna droga, to oczywiście ten skręcający puszcza wszystkich (art. 26 ust. 2, art. 27 ust. 1a pord).

      • Anonim
        14 kwietnia 2018 at 22:03

        A jak nie ma ddr i rowerzysta jadący nieprawidłowo po chodniku władowuje się na maskę?

        • Olgierd Rudak
          15 kwietnia 2018 at 08:08

          To podobnie, z tym, że trzeba wziąć pod uwagę i tę okoliczność jako ew. przyczynienie się.

      • 23 kwietnia 2018 at 07:04

        Ale na parkin nie może prowadzić droga, bo wtedy parking nie byłby parkingiem, tylko drogą. I nie rozmawialibyśmy o wjeździe na parking, tylko o skrzyżowaniu.

  5. 15 kwietnia 2018 at 13:53

    Idąc logiką tego wyroku, jadąc drogą z pierwszeństwem przejazdu, nie mogę pruć ile mi wolno, tylko muszę co skrzyżowanie z drogą podporządkowaną albo wręcz dojazdową do posesji, zwalniać żeby broń Boże nie wrąbać się w kogoś kto mi nie ustapi pierwszeństwa, bo wtedy będę współsprawcą.

    • Olgierd Rudak
      15 kwietnia 2018 at 15:34

      Nie, to oznacza, że nawet mając pierwszeństwo trzeba reagować na to co się dzieje na drodze — jak widać, że ten wyjeżdżający z podporządkowanej nie zamierza ustąpić, to trzeba skorygować prędkość i styl jazdy.

      • 16 kwietnia 2018 at 08:26

        Problem w tym, że przy dzisiejszym stylu jazdy, nie widać „tak jak kiedyś” że nie zamierza ustąpić. Kiedyś było proste, jak ktoś hamował, to ze względu na słabość hamulców już z daleka zaczynał. Dzisiaj się ciśnie aż do samego skrzyżowania a potem po heblach.

        • Olgierd Rudak
          16 kwietnia 2018 at 08:39

          Wiem, niestety, widzę to prawie codziennie, także z perspektywy rowerzysty korzystającego z przejazdów. Wcale nie jest przez to szybciej, bo muszę przyhamować, więc jak już mnie taki przepuści (jest z tym coraz lepiej, znacznie lepiej niż np. 3 lata temu), to mija czas… Dołóżmy do tego, że mówimy o rondzie, gdzie 1/2 kierowców nie używa kierunkowskazów przy zjeździe…

          • 16 kwietnia 2018 at 09:09

            No ale mój point jest inny. Chodzi mi o to, że jak jadę drogą krajową albo nawet powiatową, to nie zwalniam przy każdym samochodzie który zbliża się do skrzyżowania. A nie widzę przecież czy się zatrzyma czy nie. Często przy prędkości 90km/h nie mam czasu tego widzieć, zwłaszcza jak skrzyżowanie/droga dojazdowa nie jest idealnie prostopadłe.

            Dlaczego więc jadąc rowerem, po drodze na której mam pierwszeństwo, miałbym mieć obowiązek zwalniać przy każdym skrzyżowaniu (pomijam sytuacje kiedy na 100% widać że kierowca nie zatrzyma się)?

            Zdroworozsądkowy powód jest taki, że drogi są pełne morderców i trzeba mieć się na baczności. No ale przecież w sporze prawnym absurdem by był argument że skoro podporządkowani kierowcy mają w zwyczaju nieustępować pierwszeństwa, mamy się zachowywać tak jakby to ONI mieli pierwszeństwo a nie my.

            • Olgierd Rudak
              16 kwietnia 2018 at 10:51

              Ale orzeczenie nie dotyczy sytuacji jak opisujesz (wymuszenia pierwszeństwa przez wyjeżdżającego z drogi podporządkowanej na szosę — gdzie lecisz 25 m/s), lecz sytuacji, w której

              Sytuacja zagrożenia dla rowerzysty powstałaby późno, bo w momencie wyjeżdżania auta zza ogrodzenia posesji poprzedzającego miejsce kolizji, kiedy rowerzysta był oddalony o ok. 20, 7 metra od tego miejsca, jadąc z deklarowaną prędkości 20 paru km/h, czyli czasowo nie mniej niż 3 sekundy przed kolizją. A czas ten pozwalał rowerzyście na podjęcie skutecznej reakcji na wjechanie hamowanego samochodu na przejazd dla rowerzystów. Obwiniony mógł zatem uniknąć zderzenia z pojazdem, który mimo pierwszeństwa przejazdu rowerzysty znalazł się na trasie jego przejazdu, gdyby kierując się w tym momencie zasadą ograniczonego zaufania, zatrzymał swój pojazd przed przejazdem dla rowerzystów, na który wjeżdżał samochód.

              Czyli sąd stwierdził (na podstawie opinii biegłego), że kolarz widział, co się święci, ale parł dalej. Winę za wypadek ponosi kierująca autem, ale jest współprzyczynienie się rowerzysty, który nie zareagował na zagrożenie.

              To jest podobnie jak z ew. przyczynieniem się w sytuacji kiedy nie hamujesz — pierwszeństwo nie zwalnia kierowcę z obowiązku reakcji na zagrożenie (hamuj, uciekaj, etc.).

              • 16 kwietnia 2018 at 11:09

                z tekstu notki to nie wynika. Jednak nawet jak uzupełnić ją o opinię biegłego, to z całym szacunkiem dla tego szacownego zawodu, jest to gadanie leśnego dziadka który rowery widział tylko w swoich opiniach.

                Jak mi zza parkanu wyjeżdża samochód, to naprawdę trudno, zwłaszcza w 3 sekundy, ocenić czy w zasadzie ograniczonego zaufania mam postawić nacisk na zaufanie, czy na ograniczone.

                Z w/w opinii wynika że samochód nie stanął w poprzek przejazdu, a wręcz przeciwnie – mam wrażenie że było tak: 3 sekundy przed zdarzeniem – wytaczał się zza parkanu, 2 sekundy – spojrzał na rowerzystę, 1 – stwierdził że ma pusto, 0.5 – hebel i w rower.

              • Olgierd Rudak
                16 kwietnia 2018 at 11:31

                W tekście jest takie zdanie: Rowerzysta dojeżdżał do przejazdu dla rowerów bardzo szybko i nie dochował wymaganych reguł ostrożności (nie zatrzymał roweru, chociaż widział, że samochód nie zamierza się zatrzymać przed przejazdem) mnie się wydaje, że rzecz jest jasna.

                Co do zderzenia: to rower uderzył w bok samochodu, nie na odwrót.

    • Borek
      15 kwietnia 2018 at 17:20

      Trzeba po prostu pamiętać że pierwszeństwo to nie godmode, nieważne czy idziesz pieszo czy sterujesz wielkim kontenerowcem.

  6. b52t
    16 kwietnia 2018 at 07:44

    Salomonowe wyroki to ja lubię, jak i przypomnienie, że na drodze królem to może być tylko czołg (no i TIRy, ale niektórzy ich kierowcy biorą to sobie za bardzo do serca).

    • Olgierd Rudak
      16 kwietnia 2018 at 08:11

      A książętami białe dostawczaki ;-)

      • b52t
        16 kwietnia 2018 at 13:18

        a taksówkarze to baronowie czy hrabiowie?

        • Olgierd Rudak
          16 kwietnia 2018 at 15:16

          Waletami ;-)

  7. M_
    30 lipca 2018 at 21:15

    Totalna bzdura.
    Jedynym, który ma ustawowy obowiązek zachowania szczególnej ostrożności i ustąpienia pierwszeństwa był kierowca.
    Rowerzysta, ani inny kierujący, jadący drogą z pierwszeństwem (również na DDR) nie ma obowiązku przy każdym mijanym skrzyżowaniu hamować i sprawdzać, czy jakiś kierowca za chwilę nie złamie prawa i nie zajedzie mu drogi.
    Rozszerzanie interpretacji art. 86 Kodeksu wykroczeń na wszystko jest głupotą. „Nie zachowanie ostrożności” powinno wynikać ze złamania ustawy PRD a nie z widzimisię sędziego.
    Albo sąd musiałby udowodnić, że rowerzysta wjechał w samochód celowo, bo nawet gdyby miał kiepskie hamulce albo akurat spojrzał w inną stronę, pełną winę ma wymuszający pierwszeństwo.
    W cywilizowanym kraju rowerzysta wygrałby na pierwszym procesie.
    Dziki kraj.

  8. Olgierd Rudak
    30 lipca 2018 at 21:45

    Art. 27 ust. 1 pord: Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność — to się odnosi także do roweru, który zbliża się do przejazdu.

    Inna sytuacja jest jeśli rower jedzie „normalnym ruchem” i zbliża się do skrzyżowania z pierwszeństwem — wówczas owszem, nie musi (chociaż też nie do końca).

    • M_
      30 lipca 2018 at 22:44

      Taaa…..
      Myszy masz. Zażarły Ci dalszą część tego artykułu.
      A dalej jest: „…i ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe.”
      Co w oczywisty sposób dyskwalifikuje możliwość odnoszenia się tego artykułu do roweru przejeżdżającego przez wspomniany w nim samym przejazd.
      Raczej trudno dawać samemu sobie, przed sobą, pierwszeństwo…

      • Olgierd Rudak
        31 lipca 2018 at 09:23

        A co powiesz na dwie inne sytuacje:

        • rower jedzie jezdnią, czyli „w poprzek”? — czy wówczas muszę ustąpić pierwszeństwa rowerowi na tym przejeździe?
        • wjeżdżam na przejazd, na którym już jest inny rower — czy wówczas muszę ustąpić pierwszeństwa rowerowi na tym przejeździe?

        To, że zdanie jest złożone, nie oznacza, że jest nielogiczne.

  9. Dareios
    31 lipca 2018 at 20:25

    Czegoś w tym orzeczeniu nie rozumiem. Raz jest mowa o skrzyżowaniu i przejeździe dla rowerów, a raz o wyjeździe z posesji, a nawet ogrodzeniu. Wyjazd z posesji nie jest drogą, nie ma jezdni i nie przerywa ciągłości części drogi przez którą przebiega. A przejazd rowerowy można zrobić tylko na powierzchni jezdni i torowiska. Coś mi się mocno wydaje, że to jedno z miejsc w których zarządca drogi tak „ku przestrodze” postawił znak D-6a lub D-6b, pacną farbką P-11 (pewnie jeszcze niezgodnie z załącznikiem do rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków znaków i sygnałów drogowych). Coś na zasadzie oznakowanego przejścia dla pieszych… w strefie zamieszkania. Tak więc najpewniej do zdarzenia doszło nie na przejeździe, a na drodze dla rowerów. A kierująca włączała się do ruchy przejeżdżając przez DDR. Z tego też powodu rowerzyście przypisuje się niezachowanie NALEŻYTEJ ostrożności, a kierującej SZCZEGÓLNEJ ostrożności. Pomieszane z poplątanym

    • Olgierd Rudak
      31 lipca 2018 at 20:41

      Możliwe, że przejazd dla rowerzystów był wyznaczony tam, gdzie nie powinien — ale nawet jeśli tak, to patrz art. 5 ust. 1 pord, czyli ZNAK MA ZAWSZE RACJĘ

      https://czasopismo.legeartis.org/2017/06/znak-drogowy-niezgodny-przepisem.html

      I co poradzisz, skoro nic nie poradzisz — co najwyżej można zaskarżyć organizację ruchu?

      http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/1671780FBF

      • Dareios
        31 lipca 2018 at 21:32

        Kierująca samochodem widząc oznakowany przejazd dla rowerzystów mogłaby uznać, że jest na jezdni, a więc już jest w ruchu, a przed sobą ma skrzyżowanie, a wobec braku znaków regulujących pierwszeństwo mogłaby uznać, że jest to skrzyżowanie równorzędne i ma pierwszeństwo nad pojazdami nadjeżdżającymi z lewej strony.
        Nie widzę też powodu z którego za przyczynę kolizji nie można uznać nieprawidłowego oznakowania.

        A co w przypadku wspomnianego przejścia dla pieszych w strefie zamieszkania? Który znak jest wazniejszy – D-6 czy D-40?

        • Olgierd Rudak
          1 sierpnia 2018 at 09:21

          Jeśli wyjeżdżała z posesji, to nie mogła myśleć, że jest na jezdni; jeśli był tam przejazd, to nie ma reguły prawej ręki; przyczyną kolizji zawsze jest zachowanie uczestników ruchu (ewentualna odpowiedzialność organizatora to inna para kaloszy); dylemat o wyższości jednego nad drugim jest nierozwiązywalny (acz mogę podpowiedzieć: czy znak zakazu parkowania w strefie zamieszkania oznacza, że przed znakiem wolno sobie parkować jak popadnie?).

          Nie wszystko da się rozebrać całkowicie na trzeźwo, bo świat nie jest doskonały ;-)

          • Dareios
            1 sierpnia 2018 at 22:18

            Tutaj jest sprzeczność. Z jednej strony piszesz, że skoro wyjeżdżała z posesji to nie mogła myśleć, że jest na jezdni, no ale skoro był przejazd rowerowy, a nie było torów, a na znak ma zawsze rację, to musiała tam jezdnia być. Albowiem przejazd rowerowy to powierzchnia jezdni lub torowiska (art. 2. pkt 12 PoRD). No i nie pisałem o zasadzie prawej ręki na przejeździe. Chodziło mi o pierwszeństwo na jezdni na którą kierująca wjeżdżała. Skoro kierująca wjechała na przejazd rowerowy to jezdnia tam musiała być, a połączenie 2 dróg posiadających jezdnie jest skrzyżowaniem.

            Odnośnie tego nieszczęsnego przejścia dla pieszych w stresie zamieszkania – w przypadku normalnego przejścia dla pieszych pieszy nie może wejść na jezdnię bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd. Jeżeli coś jedzie to pieszy ma po prostu poczekać. Jednocześnie w strefie zamieszkania pieszy ma pierwszeństwo, a więc czy ruch pojazdu który sprawi, że pieszy zatrzyma się przed takim „przejściem” nie będzie nieustąpieniem pierwszeństwa pieszemu w strefie zamieszkania?

            Sytuacja jest podobna jak w przypadku omawianego przypadku przejazdu dla rowerzystów. Bo w przypadku strefy zamieszkania także nie można mówić o jezdni, a przynajmniej nie w rozumieniu art. 2 pkt. 6 PoRD

            • Olgierd Rudak
              2 sierpnia 2018 at 10:02

              No dobrze, nieistotne co myślała. Istotne jest to, że zawsze rządzą znaki (art. 5 ust. 1 pord, od „nawet”), więc jeśli Lasy Państwowe wyznaczą przejazd dla rowerów w środku lasu, to on tam jest.

              Podobnie oceniłbym zatem wymalowaną zebrę w strefie zamieszkania — zawsze liczy się ostatni znak, więc na tej zebrze pieszy uważa, ale poza nią już nie.

              Absurdów nie brak, nie tylko w organizacji ruchu.

              • Dareios
                4 sierpnia 2018 at 17:04

                Nie chodziło i o to co myślała, tylko o konsekwencje tego co można na tej podstawie pomyśleć. Owszem, ustawa daje pierwszeństwo znakom i sygnałom drogowym, ale jest jeszcze kwestia tego co jest znakiem i sygnałem drogowym. A od tego mamy rozporządzenie w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów i załączniki do niego.

                I tutaj w pkt 4.2.2 czytamy:

                Znak P-11 „przejazd dla rowerzystów” (rys. 4.2.2.1) stosuje się w celu oznaczenia powierzchni jezdni lub torowiska
                tramwajowego, przeznaczonych do poprzecznego ruchu rowerów. Przejazdy dla rowerzystów wyznacza
                się na przedłużeniu drogi dla rowerów lub drogi dla pieszych i rowerów.

                Tak więc moim skromnym zdaniem symbol znaku P-11 stosowany poza jezdnią i torowiskiem w ogóle nie jest znakiem drogowym, ponieważ nie spełnia kryteriów dla tego znaku opisanych w rozporządzeniu. Podobnie jak np prostokątna tabliczka z symbolem np zakazu postoju – ona nie jest znakiem drogowym i żaden zakaz z niej nie wynika.

                I ja na miejscu tego rowerzysty w taki sposób bym w sądzie argumentował. Nie zostałem potrącony na przejeździe tylko na DDR.

              • Mike
                4 sierpnia 2018 at 21:28

                @Dareios
                pozostaje zawsze tzw. chłopski rozum, tzn. czy auto potrąciło rowerzystę czy rowerzysta wpadł na samochód i w którym miejscu tegoż. Jeśli wpadł na drzwi auta lub dalej to niestety jest to jego winą. Bliżej może być sprawa dyskusyjna.

                Zupełnie innym tematem pozostaje widoczność na drodze szczególnie dla kierowców… jest multum miejsc gdzie ta jest do bani i jeśli kierowca ma pecha to nie zdąży zobaczyć i zahamować… Generalnie infrastruktura pozostawia wiele do życzenia w Polsce, szczególnie mania drzew tuż przy drodze. Na moje powinny być wycięte wszystkie w odległości 0-3m od jezdni.

    • M_
      31 lipca 2018 at 21:03

      Sąd wyraźnie upiera się że rowerzysta mógł zahamować a tego nie zrobił, tylko nie potrafi mu tego udowodnić.
      Widząc takie jak to pisemne uzasadnienia do tak banalnych rozstrzygnięć, nie dziwię się że sprawy trwają u nas latami.
      4500 wyrazów w uzasadnieniu z Sądu Okręgowego! Mają co robić…

  10. pytanko
    29 sierpnia 2018 at 13:23

    Hipotetycznie – jadę samochodem prosto, a równoległa DDR w pewnym momencie przecina moją jezdnię. Czyli zgodnie z art. 27 1.) „Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejazdu dla rowerzystów, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerowi znajdującemu się na przejeździe.” rower, który już jest na przejeździe ma pierwszeństwo przede mną, a jeśli dopiero do przejazdu rowerowego dojeżdża to pierwszeństwo mam ja? Czy może w tym wypadku też powinienem stosować regułę prawej ręki?

    • Olgierd Rudak
      29 sierpnia 2018 at 16:12

      Jeśli to przejazd dla rowerów (bo chyba inaczej DDR nie może przecinać jezdni?), to art. 27 ust. 1 pord — czyli uważają wszyscy (także rower!), auto ma pierwszeństwo tylko w tym literalnie wyszczególnionym przypadku.

  11. Raf
    10 września 2018 at 07:54

    To tak jak z pieszym. Pieszy jak i rowerzysta ma pierwszeństwo jak już znajdzie się na pasach (przejeździe dla rowerów) choć czubkiem buta, początkiem opony. Jeżeli jest poza przejazdem czy przejściem to pierwszeństwa nie ma o ile znaki dodatkowe tego nie regulują (ustąp pierwszeństwa). Znak ustąp pierwszeństwa jak i znak stop są najważniejszymi znakami i dla tego nawet ich kształt jest inny dla poprawy czytelności przy złej pogodzie. Często gęsto w Polsce przejazd rowerowy w poprzek drogi oznakowany jest jedynie znakiem poziomym co po opadach śniegu jest totalnie nie widoczny i gdyby rowerzyści mieli pierwszeństwo to mielibyśmy armagedonik wypadkowy :)

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.