„Mission: Impossible — Fallout” to istne zabili go i uciekł — ale w jakim stylu!!

Co ma wisieć nie utonie — nie przyszła góra do Mahometa (tj. dało się poznać OH Kino tylko od strony monitoringu w kibelku), przyszedł Mahomet do góry (czyli poszedł Olgierd do Mutikina) — tylko po to, by obejrzeć, specjalnie dla Was, P.T. Czytelnicy, przedpremierowy pokaz filmu „Mission: Impossible — Fallout”  i skrobnąć recenzję.


mission impossible fallout recenzja

Film „Mission: Impossible — Fallout” wspina się na wyżyny kina akcji, a Tom Cruise razem z nim (reż. Christopher McQuarrie, w rolach głównych Tom Cruise, Henry Cavill, Simon Pegg, Rebecca Ferguson)


W pewnym skrócie i nie paląc (ale co tu można spalić?): świat staje na kolejnej krawędzi, bo tym razem kolejna organizacja terrorystyczna weszła w posiadanie trzech ładunków plutonowych. Na szczęście świat ma jeszcze w zanadrzu Ethana Hunta i jego jednostkę IMF, więc wszystko udaje się, dosłownie w ostatniej chwili, załatwić. (Hmm chyba właśnie streściłem fabułę „Octopussy”, ale co tam — Bondowi to też świetnie poszło.) Scenariusz płytki jak… jak najpłytsza z rzek — ale za to to tempo, ta dynamika, te zaskakujące zwroty akcji, te pościgi i strzelaniny ten brak dłużyzn (wyłączając może 2-minutową rozmowę Hunta z ex-żoną pod koniec filmu).

To zabawne, ale nie będąc nigdy miłośnikiem serii Mission: Impossible mogę z ręką na sercu powiedzieć: najnowsze dzieło z Tomem Cruise w roli głównej jest filmem, na którym może się naprawdę zanudzić ten tylko, kto nie cierpi kina sensacyjnego — nawet jeśli miłośnik głębokiego kina skrytykuje scenariusz za to, że główny dylemat moralny (czy można poświęcić jednostkę dla ratowania wielu?) jest podany w tak banalny sposób (Ethan Hunt dowodzi, że nie ma potrzeby — można uratować wszystkich). Bo kto powiedział, że kolejne zabili go i uciekł nie może być genialne?
A że trudno tę gęsto tkaną historię ogarnąć — bo trzeba by się nad wszystkim dobrze zastanowić, a przecież nie ma czasu, o fabuła leci do przodu, na łeb, na szyję? „Nic to”, rzekł Hunt „to nie moja krew”.

Jak dla mnie mocne 7/10 — plusy za bardzo dynamiczną akcję, brak dłużyzn, minusów nie dostrzegam (oczywiście biorąc pod uwagę konwencję).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.