Templářské sklepy Čejkovice Zweigeltrebe rosé — wino niezobowiązujące

A teraz coś z całkiem innej beczki — czyli kilka akapitów o tym, że skoro tak się składa, że w ostatnim czasie musimy nieco zbastować z górskimi wyrypami, to te trudne chwile umilam sobie likwidując wcześniej poczynione zapasy, na przykład przy butelczynie kolejnego niezobowiązującego wina z Moraw: Templářské sklepy Čejkovice Zweigeltrebe rosé.


Templářské sklepy Čejkovice Zweigeltrebe rosé

Templářské sklepy Čejkovice Zweigeltrebe rosé — różowe półwytrawne wino morawskie, kolejna świetna propozycja na gorący letni dzień (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Tak sobie myślę, że owo „wino niezobowiązujące” w tytule może być nieco mylące, bo przecież wśród tutejszych enorecenzji raczej brak wyrobów, które można uznać za Ą i Ę rynku winiarskiego. Wynika to z prostej zasady: co na sercu (i w kieliszku), to na łamach — skoro zatem osobiście uważam, że lekka konsumpcja lekkiego wina może być dobrą alternatywą dla cięższych trunków (za którymi nigdy nie przepadałem — ale co najciekawsze od dobrych dwóch lat nie miałem nawet „rudej na myszach”), to trudno epatować P.T. Czytelników motywacyjnymi hasłami (w stylu „wino za trzy dychy to niewart uwagi szajs”, etc.). Wino musi być tanie oraz musi być smaczne — a skoro jest smaczne, to musi być na tyle tanie, żeby jego zakup nie obciążał nadmiernie budżetu domowego. Moja prywatna granica sięga owych 30 złotych, wyjątki jestem w stanie uczynić dla wyjątkowych niespodzianek, na przykład wina polskiego (por. „Jaworek Savee — POLSKIE białe wino wytrawne (czy jedna jaskółka…?)”).
Konsument mieszkający w Czeskiej Republice ma pod tym względem sto razy lepiej: na południowym wschodzie kraju uprawia się winorośl, na lokalnym rynku działa wielu rodzimych producentów — wystarczy pierwsze z brzegu potraviny potrafią dać szansę skosztowania kilku odmian (a w byle sieciowym spożywczaku oferta może być tak szeroka, że oczy wyjdą na wierzch; zaznaczam, że mówię o „winie czeskim”, a tak naprawdę morawskim). Jeszcze lepsze są ceny, bo przecież za 100 koron można kupić bardzo przyzwoitą butelczynę (a i te tańsze wcale nie są bezwartościowe).

Nie inaczej jest w przypadku bohaterki dzisiejszego wieczoru, czyli różowego półwytrawnego zweigelta od popularnych (a dzięki charakterystycznej etykiecie naprawdę rzucających się w oczy) Templariuszy. Tanio kupione (bodajże za stówkę), sprawnie dowiezione na miejsce relaksacyjnego spożycia (zdjęcia nie kłamią), dobrze schłodzone okazało się rewelacyjnym sposobem na leniwe, upalne popołudnie — trzeba sobie zawsze życzyć takich okoliczności, bo wówczas nawet pewne bolączki wina (dość banalny, a przez to trudny do spamiętania smak), są nie tak oczywiste.
Czego sobie i P.T. Czytelnikom ze szczerego serca życzę.

subskrybuj
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
zerknij na wszystkie komentarze