Lada moment Kuacie strzeli jedenaście lat, kondycja nie ta, zdrowie też już nie to, toteż jedyny sposób, by człek był syty i pies cały: turystyka objazdowa. W tym roku zdecydowaliśmy się nieco powtórzyć wariant sprzed trzech lat, a ponieważ trzeba było jeszcze bardziej, stanęło na haśle objeżdżamynajwyższe alpejskie przełęcze drogowe w Europie, tj. takie, na które śmiało (i na legalu) możemy się wtarabanić autem. Dziś zapraszam na pierwszą część opowieści, zastrzegając przy tym, że układ nie jest chronologiczny, lecz od najniższej do najwyższej.
Simplon Pass (2005 m n.p.m.)
Na pierwsze danie przełęcz Simplon. Niezbyt piękna, troszkę zbyt „rozlazła”, no ale dwutysięcznik i leży w Alpach, więc oczywiście nie można jej w tym zestawieniu zabraknąć. Uwaga: najwyższe alpejskie przełęcze drogowe mają to do siebie, że w znakomitej większości są udostępnione dla ruchu drogowego w okresie letnim i wczesnojesiennym — Simplon jest tutaj wyjątkiem.
Przełęcz Simplon na tyle nie jest wybitna w jakimkolwiek aspekcie, że w sumie można minąć w rozpędzie i nie zauważyć. Prosta jazda pod górkę i z górki, więc kierowcom raczej nie zapewni żadnych poważniejszych emocji, nie licząc oczywiście niezłych widoczków na otaczające nas Alpy. Na samym siodle kilka parkingów, jakiś hotel, oczywiście przystanki autobusowe (jesteśmy w Szwajcarii, tu komunikacją zbiorową można prawie wszędzie)Lepiej jest jak się pójdzie troszkę w bok: olbrzymi Simplon-Adler przypomina o wiecznej gotowości Konfederacji Helweckiej do obrony swoich granic (i tak, nigdzie nie widziałem więcej jeżdżącego w kółko wojska i różnych militarnych obiektów, w tym lepiej lub jeszcze lepiej poustawianych umocnień)Jeszcze lepiej robi się dookoła, wszakże Simplon Pass to granica Alp Walijskich i Alp Lepontyńskich, więc jest na co popatrzeć W kategorii „najwyższe alpejskie przełęcze drogowe” Simplon wypada jak wypada — można tylko dodać, że to jedna z przełęczy, po której właściwie można jeździć w kółko
Sankt Gotthardpass / Passo del San Gottardo (2106 m n.p.m.)
Święty Gotard to znakomity dowód na prawidłowość tezy, iż czasem droga może być celem. Sama w sobie przełęcz wielka, poprzetykania siecią krzyżujących się tras (obok starej Gothardstraße przechodzi przez nią Nuova strada del Passo del San Gotarda), nieszczególnie piękna (zmieściło się nie tylko parę hoteli i sklepików, ale też całe pojezierze górskie) — można popatrzeć i jechać dalej…
No i właśnie: jechać. Nam wypadło Św. Gotarda zdobywać od północy, zaś — jak przystało na auto-turystów — wybraliśmy starą, brukowaną drogę Strada Provinciale 561. Nie da się nią podróżować bardzo szybko, ale w końcu jesteśmy w Szwajcarii, wokół widoki jak diabli — po co się spieszyć? (po prawej widać tunel, przez który poprowadzona jest nowa szosa na Gotarda)Zwłaszcza, że po dojechaniu na przełęcz rozpościera się taki widok: zaparkowane samochody blokują prawy pas, w oddali widać całą handlową infrastrukturę. W Polsce o takie miejsce pobiłoby się trzech deweloperów…Przełęcz Świętego Gotarda w pełnej krasie: hotele, restauracje, parkingi, jeszcze więcej parkingów (i za plecami też parkingi) — w sumie jeszcze przełęcz, po której można jeździć w kółko i przez cały rok…jakby ktoś miał wątpliwości: nawet to górskie jezioro nazywa się bardzo adekwatnie — Lago della Piazza, bo ta miejscówka to jest wieeeelki placCzad zaczyna się dopiero na zjeździe z Gotarda w kierunku południowym. Ten odcinek SP 561 także nazywa się bardzo adekwatnie — Tremola (czyli „drżąca”) — i taka też jest jazda: to wąska, pełna ciasnych serpentyn brukówkaTremola jest tak piękna i efektowna, że nie mogłem się oprzeć jej urokowi: podczas kilkukilometrowego zjazdu w kierunku Airolo zatrzymywaliśmy się kilka razy, żeby popatrzeć, zrobić zdjęcie, ponadawać się jej oldskólowym urokiemTremola czyli SP 561 w pełnej krasie — wspaniała, szwajcarska robota, zakrętasy jak odmierzone cyrklem, ba, nawet bruk jest ułożony w przemyślany sposób, a nie na odwal się
Passo dello Spluga / Splügenpass (2117 m n.p.m.)
O przełęczy Spluga nie potrafię wiele powiedzieć, oprócz tego, że tworzy ona jedno z wielu alpejskich przejść granicznych pomiędzy Italią i Szwajcarią. Nam wypadło przejechać nią w potwornej ulewie, przy niezłej wichurze; zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby zrobić parę zdjęć, po czym byliśmy mokrzy jak podwodne kury.
Przełęcz Spluga spływa w strugach deszczu — widok od strony szwajcarskiej; naprawdę nie było warunków na zwiedzanie, czym do dziś jestem potwornie zawiedziony :-(
Col de la Platrière (2220 m n.p.m.)
Miało nie być w tym zestawieniu, bo przecież tuż obok jest wyższa i bardziej znacząca Col d’Izoard, ale… Platrière, choć znacznie skromniejsza (jeden mały parking i punkt widokowy), ma znacznie więcej uroku niż słynna sąsiadka, a wszystko za sprawą… podjazdu na przełęcz d’Izoard, znanego jako Casse Déserte.
Casse Déserte i fragment prowadzącej z południa na północ, przez najpiękniejsze regiony Alp francuskich drogi D 902Przełęcz Platrière leży w Masywie Queyras (nie wiadomo dlaczego polska wikipedia zalicza ją do Alp Kotyjskich) — ta część Alp też jest przepiękna, przy czym troszkę kojarzyła mi się z jakąś nieziemską planetą (na przykład z wyspą Pag)Od razu wypada zastrzec, że południowo-zachodnia ściana Alp — Queyras, Mercantour, Maritimes — chyba najbardziej przypadła mi do gustu, a na pewno na tyle, że rozważam powrót tam w pewnej przyszłości
Colle della Lombarda / Col de la Lombarde (2350 m n.p.m.)
Moja faworytka w tym zestawieniu! A to za sprawą: fantastycznego punktu startowego w Vinadio, cudownej szosy SP 255 prowadzącej ku granicznej przełęczy (główny grzbiet Alp Nadmorskich rozdziela ziemie włoskie i francuskie), możliwości przenocowania przy santuario di Sant’Anna, fenomenalnych widoków cały czas towarzyszących podróżnym — i samej w sobie atrakcyjnej przełęczy.
Podróż na Colle della Lombarda rozpoczyna się w mieście Vinadio, gdzie warto odwiedzić dawny włoski Forte Albertino (aka Forte di Vinadio). Umocnienia wybudowane w pierwszej połowie XIX wieku, strategicznie położone na przewężeniu terenu, miały chronić Piemont przed wtargnięciem wroga od zachodu Dziś znaczne części Forte di Vinadio są bezpłatnie dostępne dla każdego — można po nich naprawdę nieźle pospacerować!Dalej jest jeszcze lepiej: Strada Provinciale 255 a to wije się wspaniałymi zawijasami, wciąż w górę i w górę, a to odsłania przed nami cudowne obrazy tworzone przez przyrodę Alp Nadmorskich (lokalnie znanych jako Alpi Marittime czy Alpes Maritimes). Po prostu cud, miód i malina!Santuario di Sant’Anna zwróciło moją uwagę zarówno ze względu na możliwość obcowania z górami w tak pięknym miejscu, jak i grubsze przyziemności: jest tam kilka darmowych miejscówek do nocowania, więc nasz piko-kamperek odnalazł się jak ulałWidok spod sanktuarium Sant’Anna w kierunku Vinadio — rozpoczyna się wieczny spektakl światła, chmur, cieni, wiatru, zapachów…I jeszcze rzut oka na drogę prowadzącą ku przełęczy Lombarde — tamtędy będziemy jechać kolejnego rankaGórny odcinek szosy SP 255 także zalicza się do najpiękniejszych alpejskich szos wysokogórskich. Jest wąsko, bywa kręto — ale nie ma się czego obawiać, ponieważ w sumie ruch tu niewielki I już Colle della Lombarda / Col de la Lombarde, widok od strony francuskiejO tym, że Alpy są królestwem koziorożców przypomniała nam figura przedstawiająca to potężne zwierzę. Niestety, tym razem była to jedyna okazja, by ujrzeć koziorożca na własne oczy…I już przełęcz Lombarde w pełnej krasie: po lewej Francja, po prawej Italia, po obu stronach granicy parking — w głębi małe bistro (francuskie)Widok na stronę włoską — acz Kuata zwraca się już pyskiem w stronę Francji ;-)Poniżej przełęczy Lombarde znaleźć można fragment Vallo alpino occidentale — po korekcie granicznej z 1947 r. te umocnienia znajdują się na terytorium FrancjiZ przełęczy Lombarde pomnieliśmy w kierunku francuskiej miejscowości Isola — ale to już będzie kolejna opowieść…
Dla zainteresowanych gdzie znajdują się najwyższe europejskie alpejskie przełęcze drogowe garść odnośników do serwisu Mapy.com: