Krótko i na temat, bo i tak już wypite: tak się złożyło, że przez kilka ostatnich dni miałem sposobność raczyć się winem Plavac Pelješac 2022. Niejako na miejscu, nieskromnie dodam.
Tak się jakoś porobiło, że z samozwańczego eksperta od Sudetów robi się aspirujący ekspert od Chorwacji. Trzeci raz w tym pięknym i zróżnicowanym kraju to może bardzo daleko od miejsca punktowanego — ale trzeci raz w ciągu niespełna dwunastu miesięcy?
Tym razem wypadło na wyspę Krk; nie wiem jeszcze, czy na tutejszych łamach pojawi się relacja w rubryce „turystyka„, więc od razu dorzucę, że trzeba było brać się za temat w nieco innej kolejności. Krk subiektywnie nie ma startu do Pagu w kategoriach okoliczności przyrody, wymięka przy Istrii jeśli chodzi o historię — a choć już po sezonie, dzięki czemu ceny całkiem rozsądne, i tak nadal jest masa ludzi (głównie niemieckich emerytów, warto dodać).
I jeszcze mała dygresja: kupując wino w Chorwacji trzeba pieruńsko uważać. Już podawałem, że ceny nawet w zwykłych spożywczakach są raczej wysokie i wino za 5-6 € należy do raczej tanich; ja drogich nie lubię, bo mi nie smakują… ale chyba przyjdzie mi się przekonać jak jest, bo oto w pewnym momencie wziąłem pięć butelek i coś tam jeszcze (no dobra, Paški syr też był, a to nie są tanie rzaeczy), i rachunek wyszedł na przeszło stówkę. Okazało się, że mam dwie butelki za przeszło 13€ za sztukę — ale kto bogatemu turyście zabroni?!
Natomiast ten Plavac Pelješac rocznik 2022, który kosztował pięć euro z hakiem i ma etykietkę na miarę przeboju półki w spożywczaku sieci Plodine (por. „Vinogorje Pejlešac Plavac barrique 2020”) wypadł po prostu wspaniale. Czerwone, wytrawne, ale nadal jak najbardziej pijalne w tych warunkach klimatycznych (piszę te słowa w miejscu, gdzie przez solidny kawałek dnia musimy chować się przed słońcem i chłodzić w kojącym Adriatyku) — po prostu mój typ na przyszłość.
(Czy będzie jeszcze jakaś przyszłość? oto jest pytanie!?)
(Plavac Pelješac 2022, fot. Olgierd Rudak, CC BY-SA 4.0)