„Toni Erdmann” — recenzja filmu, że aż zęby można zjeść (ze śmiechu na poważne tematy)
Tego nigdy nie zrozumiem: bardzo dobry film, ale nieanglojęzyczny — więc cudem przemyka się do polskich kin, w dodatku w jakiejś dziwnej kopii (o czym poniżej) — a nawet nie do „kin”, lecz do „kina”, bo we Wrocławiu film „Toni Erdmann” można zobaczyć tylko w jednym przybytku dziesiątej muzy. W dużym skrócie: mocno zwariowany, lubiący się przebierać i … Dowiedz się więcej