O tym, że urząd urzędowi może (przekazać dane osobowe człowieka tylko za podstawą prawną)

A teraz coś… na marginesie ;-)
Kontynuując tradycję tekstów krótkich i treściwych — czyli takich, których trzaśnięcie zajmuje mi góra kwadrans — zwracam uwagę na dzisiejszy wyrok Trybunału Sprawiedliwości EU w sprawie Smaranda Bara vs. Președintele Casei Naționale de Asigurări de Sănătate (C-201/14), z którego wynika, że owszem: urząd może przekazać dane osobowe innemu urzędowi, jednak wyłącznie wówczas jeśli istnieje po temu ustawowa regulacja, określająca m.in. zasady przekazywania i przetwarzania danych osobowych (wyrok TSUE z 1 października 2014 r.).

W sprawie poszło o coś takiego: rumuński fiskus przekazał dane o dochodach uzyskiwanych przez podatnika (osobę fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą na własny rachunek) ichniemu NFZ-owi. Tamtejsze prawo zezwala na przekazywanie publiczne danych osobowych przez podmioty do organu ubezpieczenia zdrowotnego — ale nie danych o uzyskiwanych zarobkach. Zdaniem osób, których dane zostały przekazane z urzędu do urzędu działanie takie było niedopuszczalne, a to ze względu na brak podstawy prawnej oraz informacji o dalszym przetwarzaniu danych osobowych.

W wydanym wyroku TSUE podzielił pogląd skarżących: dyrektywa 95/46/WE zezwala na dalsze przetwarzanie danych osobowych, jednak wyłącznie pod warunkiem udzielenia rzetelnej informacji o fakcie przekazania danych innemu administratorowi danych. Natomiast ograniczenia w wykonywaniu tego obowiązku powinny wynikać z obowiązującej ustawy.

Dodałbym, że w polskiej ustawie o ochronie danych osobowych mamy o tym art. 25 ust. 2 pkt 5 UoODO, w myśl którego m.in. organy państwowe oraz podmioty niepubliczne wykonujące zadania publiczne zwolnione są z obowiązków informacyjnych w zakresie przetwarzania danych osobowych, oczywiście jeśli robią to w granicach swoich kompetencji. (Oczywiście osobną sprawą jest to czy zakres danych, ich cel — oraz w ogóle sam fakt — takiego przetwarzania w ogóle uzasadnia takie działania, no ale z tym w państwie powszechnej inwigilacji nigdy nie ma problem…)

  • To ja w świetle krajowych ustaw i tego wyroku widzisz:
    – przekazywanie przez US do MSW (Policja, ITD) danych o dochodach, by można w PL wprowadzić system wysokości mandatów uzależnionych od dochodów?
    – przekazywanie przez US do sam. lokalnych danych o miejscu składania dochodów przez mieszkańca w celu wprowadzenia „karty mieszkańca”.

  • To pierwsze pewnie będzie za sprawą ustawy — dura lex sed lex (nie podoba mi się to, ale cóż zrobić). Drugie jak sądzę za zgodą zainteresowanego — zatem nie widzę przeciwwskazań.

  • ad.1) Mi akurat taki system bardzo się podoba, bo inaczej „trzepie” kierowcę mandat 500zł, jak jeździ starym golfem na LPG od takiego który na co dzień jeździ nowym BMW.

  • ad.2), właśnie nie za bardzo, bo jak sobie pogooglasz „karta warszawiaka”, to zobaczysz iż to nie tak łatwo z tym przekazywaniem danych – teraz to chyba ręcznie trzeba pokazać kopię PITu. A kolejne miasta chcą iść w kartę mieszkańca.

  • Czyli jeśli wartość auta jest 2000:450000 złotych, to mandaty też w tej proporcji?

    Uważam, że sankcja powinna zależeć od szkodliwości czynu, jego okoliczności oraz ew. postawy sprawcy.

  • b52t

    Ogólnie powinna, ale jeśli chodzi o efekt, czyli dla prawa karnego (sensu largo) nie samo karanie, ale spowodowanie, żeby nie dokonał naruszenia w przyszłości, to już 500 zł dla człowieka, który zarabia 20 000 zł to śmiesznostka, bo tyle wyda na jedno wyjście na sushi.

  • b52t

    A propos inwigilacji (jak widać dla świta bardziej rozwiniętego technologicznie nic nowego, ale ni w tym rzecz).

    wyborcza.pl/1,75478,18948831,abw-znalazla-falente-dzieki-ulicznej-kamerze-czy-sluzby-sledza.html#MTstream

  • Dokładnie, chodzi o % od zarobku, a nie od wartości auta. Choć wersja z „wartością” auta spowoduje, iż zniknie też nam problem ze szarej strefy. Bo w sumie, jak synek jest na utrzymaniu tatusia, który mu daje swoje BMW itp, to jaki dochód jest takiego synka?

  • Tak, właśnie przeczytałem — niby szok, ale czemu właściwie nie szok?

    Pamiętam (z prasy zaoceanicznej) zakaz uśmiechania się do zdjęć do prawa jazdy. Why? Bo ludzie na ulicy rzadko się śmieją, więc łatwiej zestawić fotę kierowcy-poważniaka i facjatę przechodnia-poważniaka.
    Po prostu system monitoringu ulicznego jest połączony z bazą zdjęć z dokumentów.

    A fotoradary? To pies? ;-)

  • No to jeszcze trzeba młodemu, który jeszcze życia ma przed sobą, dawać odsiadkę z górnej półki (bo jak ma 25 i wyjdzie w wieku 37, to może zmądrzeje). Ale już 55-latek za ten sam czyn nie powinien dostać więcej niż 2 lata więźnia.

  • b52t

    No właśnie nie-szok, bo niby jakby, skoro wiadomo, że skanują facjaty ludziom na ulicy i są w stanie śledzić, monitoring miejski jest tak rozwinięty, że miło. Wszystko pod płaszczykiem bezpieczeństwa. Tylko, że jak przychodzi co do czego, to odpowiedź jest: no cóż, nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć.
    Do tego dochodzą teraz szmartfony z backdoor dla NSA, systemy operacyjne, które zbierają dane (nowy WIN10 oraz upgreade do 7 i 8), Lenovo, które ma to samo. Pięknie jest, a jak bezpiecznie.

  • b52t

    Przecież wiemy, że nie w tym rzecz, nie bawmy się w tego typu chwyty erystyczne.
    Wiemy jakie są statystyki w Polsce w temacie wypadków drogowych, widać, że nawet budowana, rozbudowywana i poprawiana infrastruktura niewiele daje. Wiemy, że edukacja też nie wiele daje (choć oczywiście na to potrzeba trochę czasu). Idea wystawiania mandatów adekwatnych do zarobków (czy z nimi jakoś sprzężona) to jest jakiś pomysł. To nie jest: każdemu równo, każdemu według potrzeb, ale: każdemu według możliwości, każdemu według „zasług”. To chyba lepsze.

  • Z tym, że to wymaga mega-przepływu mega-danych między organami — policja chyba autentycznie musiałaby być online z fiskusem… A przynajmniej trzymać u siebie kopię bazy danych o PIT za ubiegły rok…

  • b52t

    Pytanie jest proste, jak odpowiedź na nie: jak to rozwiązano w państwach, w których taki system działa. Odpowiadam: nie wiem.

  • b52t

    Jednak trochę będę protestował, synek jest dorosły skoro jeździ autem, więc niech odpowiada sam.
    Tak na marginesie, robienie prawa w związku z incydentami (bo czuję, że tutaj jest nawiązanie też do sprawy „Froga”), to najgorsze co można zrobić.

  • b52t

    Właściwie to rozwiązaniem jest sama kwota dochodu (nie przychodu), do której miałaby dostęp policja. Tylko tyle i aż tyle. Policja prowadząc dochodzenia, w ramach wywiadu środowiskowego, też może pozyskać takie dane (o ile się nie mylę), więc to nie jest nic nowego.

  • Ale jeśli mówimy o mandacie, który dostaję na miejscu, na wynos, to jednak wymagałoby skopiowania choćby części bazy z fiskusa i wgrania na serwer policji.

    To ja jednak proszę o niesprawiedliwość społeczną — i niech każdy płaci mandat za to, co zmalował, a nie za to kim jest i ile ma kasy.

  • Zwłaszcza, że jeśli ma mnie pierdyknąć ktoś wyprzedzający na przejściu dla pieszych (plus parę innych sytuacji drogowych), to coś mi mówi, że — z racji tych wszystkich systemów bezpieczeństwa — wybieram jakieś BMW za 3 stówki, niż Golfa trójcę za 2 tysiaki.

  • Nie chodzi mi o „Froga”, ale system który będzie „dokliwy” tak samo dla wszystkich. Czyli osoby, które zarabiają pracę minimalną, jak i dla tych co zarabiają po 10k/mc. W Skandynawii jest właśnie taki „taryfikator” iż ceny niektórych mandatów zalezą od dochodów kierowcy.

    A ostatni post, to był wynik wyjście przeciw polskiemu cwaniactwu – czyli szara strefa, brak dochodów itp.

  • > Zwłaszcza, że jeśli ma mnie pierdyknąć ktoś wyprzedzający na
    przejściu dla pieszych (plus parę innych sytuacji drogowych), to coś mi
    mówi, że — z racji tych wszystkich systemów — wybieram jakieś BMW za 3
    stówki, niż Golfa trójcę za 2 tysiaki.
    Ja nie zakładam, iż taka kara będzie tylko %PIT, ale bardziej %PIT min. Xzł

  • Ale jaki związek z zagrożeniem na drodze ma majętność kierowcy?

  • b52t

    E, taki „wybór” miałby sens, gdyby nie było obowiązkowego OC dla kierujących.

  • b52t

    Nie tyle za to kim jest i ile ma kasy, ale tak, żeby wiedział, że ewentualne drastyczne naruszenie przepisów (bo przecież nie można mówić o jakimkolwiek/wszystkich), go zaboli, więc niech tego nie robi, a jak już zrobi to, żeby wiedział, że to kosztuje.

  • Niestety, praktyka jest taka iż jak kogoś stać, by zapłacić mandat to sobie na więcej pozwala.

    Jak sobie pooglądasz programy typu „pirat drogowy”, w momencie gdy policja wypisuje mandat osoby, które majo zarabiają (mają stare samochody, niskiej klasy) częściej proszą o mniej zł w mandacie (wyjątek, to recydywiści którzy mają ok 15+ pkt). Natomiast, dla osób które mają kasę widać iż wysokość mandatu nie robi na nich wrażenia, najczęściej pytają się jedynie czy nie można mniej pkt karnych.

  • b52t

    Będę się jednak upierał, że to rozwiązanie nie jest zbyt fortunne, bo już nie jeden kwantyfikator do ewentualnego mandatu, ale dwa. Tutaj pojawiają się problemy:

    1) kto i na jakiej podstawie, na drodze, zatrzymany na ocenia, co jest bardziej prawdziwe – to czy jedzie Porsche czy to, że jedzie Posche, ale w zeszłym roku to ona zarobił raczej na coś gorsze; 2) jeśli jedzie Porsche, które nie jest jego, ale kogoś z jego rodziny, to jak mamy ocenić czy on na utrzymaniu, czy rzeczywiście pożyczył – na oko?

    To byłyby za duże pole do nadużyć, ale dla władzy. Oczywiście zawsze można się odwołać, ale nie o to chodzi, żeby wielbłąd tłumaczył się , że nie jest słoniem, ale ten kto go słoniem nazywa.

  • Czyli prezes banku powinien mieć, jeśli chce poszaleć, jakiegoś Kadetta (żeby się odczepić od nieszczęsnego VAG) w garażu oraz łach na grzbiet… ;-)

    Ale znów: ryzyko spowodowania wypadku (i rozmiaru szkód) wydaje się większe w przypadku tego Kadetta. To nie jest bez znaczenia.

  • Maciej Bebenek

    Drugie zostało zaskarżone w przypadku Warszawy przez GIODO, i zaskarżenie okazało się skuteczne.
    A teraz mieszkańcy Warszawy, zamiast złożyć wniosek przez internet, muszą chodzić do biura z kwitami w zębach.

  • Nie znam sprawy ale mogło też chodzić o zabezpieczenie danych. Na przykład miały krążyć w arkuszu.

  • obivatel

    a może zrezygnować z kar finansowych na rzecz pracy fizycznej czy innej osobiście przez winowajce na rzecz jakichś organizacji dobroczynnych, przedszkola, szkoły szpitala, hospicjum – było by to uczciwe bo karałoby (zmuszało do przemyślenia) po równo bogatych jak i biedniejszych