O wyższości ordynacji większościowej nad maszyną, która robi PING!

Na marginesie nocnego szturmu na PKW, tak sobie myślę — zakładając, że Stefan Kisielewski miał rację mówiąc, że „socjalizm to ustrój, w którym ludzie bohatersko przeciwstawiają się trudnościom nieznanym innym ustrojom” — a może najlepszym sposobem na uniknięcie przyszłych buntów maszyn jest… zdjęcie z owych systemów tej nieznośnej odpowiedzialności.

ordynacja większościowa

Bajkowy plakat z wyborów 2010 r. — okazuje się, że nadal jest coś do zrobienia

Teza niniejszego felietonu jest prosta: zakładam, że bałagan w Państwowej Komisji Wyborczej jest wynikiem tego, że ordynacja wyborcza do samorządów wymaga wykonania pewnych obliczeń dla ustalenia porządku przydzielania mandatów. Będzie to m.in. konsekwencją art. 416 kodeksu wyborczego, który stanowi, iż:

§ 1. W miastach na prawach powiatu podziału mandatów pomiędzy listy kandydatów dokonuje się proporcjonalnie do łącznej liczby ważnie oddanych głosów odpowiednio na kandydatów danej listy.
§ 2. W podziale mandatów, o którym mowa w § 1, uczestniczą listy kandydatów tych komitetów wyborczych, na których listy w skali gminy oddano co najmniej 5 % ważnie oddanych głosów.
§ 3. Przepisy § 1 i 2 stosuje się także do dzielnic miasta stołecznego Warszawy.

dalej zaś (art. 444 par. 1 kodeksu wyborczego) opisany jest sposób obliczania tej proporcji, a mianowicie

1) liczbę głosów ważnie oddanych na każdą z list w okręgu wyborczym dzieli się kolejno przez 1; 2; 3; 4 i dalsze kolejne liczby, aż do chwili, gdy z otrzymanych w ten sposób ilorazów da się uszeregować tyle kolejno największych liczb, ile wynosi liczba mandatów do rozdzielenia między listy;
2) każdej liście przyznaje się tyle mandatów, ile spośród ustalonego w powyższy sposób szeregu ilorazów przypada jej liczb kolejno największych.

Jak widać biez wodki nie razbieriosz (a studentów pierwszego roku prawa lub któregoś tam roku politologii pytamy jaki system podziału mandatów zastosował ustawodawca?), ale nawet nie w tym rzecz, by mi się chciało analizować przyjęty system wyborczy.

Rzecz w tym, że mam wrażenie, że te wszystkie straszne komputery połączone strasznym systemem są niezbędne wyłącznie do tego, żeby mieć maszynę, która robi PING!. Coś takiego jak tutaj:

To nieszczęsne PING! w kodeksie wyborczym brzmi nieco mniej zabawnie, mniej-więcej tak: „liczbę głosów ważnie oddanych na każdą z list w okręgu wyborczym dzieli się kolejno przez 1; 2; 3; 4 i dalsze kolejne liczby, aż do chwili, gdy z otrzymanych w ten sposób ilorazów da się uszeregować tyle kolejno największych liczb, ile wynosi liczba mandatów do rozdzielenia między listy”… a tymczasem całkiem obok, w art. 443 par. 1 widzimy, że jednak da się inaczej — otóż w wyborach do rady w gminie nie będącej miastem na prawach powiatu mandat obejmuje ten kandydat, który otrzymał największą liczbę ważnie oddanych głosów.

Nie ma proporcji, nie ma liczenia, komputer właściwie nie jest potrzebny — na upartego wystarczy odkładać poszczególne karty wyborcze na osobne kupki, a na koniec zważyć je na wadze laboratoryjnej. Później wystarczy komórka i esemes do centrali z nazwiskiem wybrańca (i to tylko po to, żeby centrala mogła się pochwalić, że wszystko idzie OK — bo przecież wszystko ustala się lokalnie).

Oczywiście, tak się nie da, bo to oznacza jednomandatowe okręgi wyborcze oraz ordynację większościową, a to jest rewolucja iście burżuazyjna. Nie ma dzielenia, mnożenia i całkowania, mandat bierze ten, kto dostał najwięcej wyborów (w schemacie idealnym: przeszło 50% głosów ważnych, więc ja poproszę instytucję głosu ważnego niewybierającego oraz mandatu nieobjętego, pustego… jak zwał, tak zwał).
No i to oznacza koniec maszyny, która robi PING!

43
Dodaj komentarz

avatar
7 Comment threads
36 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  Subscribe  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Art
Gość
Art

Proszę poprawić nazwisko Stefana Kisielewskiego.

Olgierd Rudak
Gość

Racja, gdzieś się literki skończyły :-) Zdaje się, że skrót powstał z tego, że miał być po prostu Kisiel, ale mam wrażenie, że coraz mniej ludzi to kojarzy.

Mike
Gość
Mike

Oczywiście ordynacja to jedna sprawa. Drugą jest cały system komisji, liczenia, wypełniania kart, formy kart, dodawania głosów nieważnych – to naprawdę nie jest aż takie trudne, zależy tylko od nieszczęsnej komisji uczciwości – imho słabe „zabezpieczenie”. A wystarczyłoby głos oddawać na takiej samej zasadzie jak się wysyła PITa – elektronicznie z podaniem np. NIP czy pesel. Nie trzebaby nawet z domu wychodzić, lokale byłyby dla tych co nie mają komputera lub mają trudność w użyciu takowego do tego celu, ze zwrotnym potwierdzeniem oddanego głosu i na kogo, komisja w lokalu by odwiedzającym drukowała, a w zasadzie uzupełniała papier w drukarkach.… Czytaj więcej »

Morg
Gość
Morg

„Dodatkowo podgląd na bieżąco na osobnych serwerach i podczas wysyłania
„ptaszek” czy chce się aby głos był publiczny czy tajny (np. dla własnej
weryfikacji czy ktoś nie kombinuje).”

Prędzej po to, aby np. duży pracodawca w gminie mógł sprawdzić kto z jego pracowników nie głosuje prawomyślnie… to jest prosta droga do wyborów fasadowych.

Olgierd Rudak
Gość

W ogóle uważam, że to byłoby duże zagrożenie dla prywatności. Nawet jeśli ludzie w prywatnych rozmowach ględzą o polityce, chyba niechętnie widzieliby możliwość sprawdzenia jak w rzeczywistości oddali głos.

Obawiam się, że w dalszej perspektywie głosowania przez internety jest nieuniknione; chociaż bardzo możliwe, że do tamtego czasu będą to za nas załatwiały różne algorytmy powiązanie z różnymi big-datami („skoro w danym okresie n populacji klika tak, to oznacza, że popiera coś takiego, a to procentowo odpowiada poparciu dla ugrupowania politycznego o nazwie z”).

sneerek23
Gość
sneerek23

Da się to zrobić bez zagrożenia utraty prywatności w oparciu o algorytm typu bitcoin, ale rzadzący nei nadązaja za rzecyzwistością techniczną. owsze mejst to skomplikowane i trudne w implementacji – ale skoro do dzis zadnej grupie ludzi nie udało sie złamac bitcoina ( kasa !!!) to i tu by się udało.

Olgierd Rudak
Gość

Ten kto ma dostęp do „serca” systemu, też nie ma możliwości weryfikacji tożsamości „uczestników”?

sneerek23
Gość
sneerek23

to tak nie działa. Widzisz chodzi o to aby każdy głos dało się prześledzić, bez identyfikacji osoby która go oddała. serca sytemu jako takiego nie ma. najsłabszym punktem by był lokal wyborczy. i algorytm klienta który składa głos.ale to można by rozwiązać przez publiczną jego kontrole i dostępność i hash otwarte źródło(każdy może sprawdzić kod, skompilować i sprawdzić poprawność. wyniki głosowania zawsze były by dostępne. Dodatkowo na każde wybory można by robić ze tak powiem nową sieć. Topologia sieci, silny klucz poza aktualnymi możliwościami łamania online, generowany w momencie składania głosu, możliwości przejrzenia głosów do tyłu od samego początku, duża… Czytaj więcej »

sneerek23
Gość
sneerek23

http://bitcoinet.pl/2014/11/20/darmowy-i-niezawodny-system-wyborczy-oparty-o-blockchain/
tu link do dłuższego artykułu – tylko jak przekonać do tego innych?

mall
Gość
mall

Tyle, że otwartość kodu sama w sobie nic nie gwarantuje. Zdaje się, że ostatnio znaleziono bardzo poważne dziury w systemach szyfrowania o całkiem otwartym kodzie, które to były i są powszechnie stosowane na świecie od dobrych paru lat. Totalna otwartość kodu i NIKT nie wykrył tak szkaradnego błędu.
No i system, w którym da się prześledzić każdy głos nie da głosującym poczucia wpływu: brak zaufania do „komputerów”, brak zaufania do programistów. Poczucie zaistniałoby dopiero w sytuacji, gdyby dało się sprawdzić swój konkretny głos. Tyle, że wtedy mamy do czynienia z sytuacją z możliwością sprawdzenia jak kto głosował.

sneerek23
Gość
sneerek23

ale właśnie to polega na tym ze można sprawdzić swój głos bo klucz prywatny – portfel którym szyfrujesz swój głos tworzysz ty. jak go nikomu nie dasz to on nie wie czyj jest .

mall
Gość
mall

Z tego rozumiem, że przestępcy zarządzający botnetami będą mieli możliwość weryfikacji głosów bo będą mieli dużą szansę na zdobycie tego prywatnego klucza szyfrującego.

sneerek23
Gość
sneerek23

istnieją proste metody zmiany, wygasania kluczy lub ich autoryzacji. nie musisz mieć jednego klucza prywatnego. wystarczył by cyfrowy dowód osobisty z chipem i kluczem prywatnym w nim generowanym – są możliwości zabezpieczenia. pomysl o tym ze sa systemy kodowania które nie zostały złamane, a stosuje sie je do szyfrowania informacji nieporównywalnie wazniejszych niż pojedynczy głos. głupie karty kredytowe można zabezpieczyć a key nie można?

Maho
Gość

Na jakimś etapie musi nastąpić powiązanie identyfikatora osoby z jej kluczem publicznym. I prywatność idzie się kochać.

IMHO nie da się jednocześnie zapewnić tajności, przejrzystości i tego że jedna osoba dysponuje maks jednym głosem. Z czegoś trzeba zrezygnować.

Olgierd Rudak
Gość

Przy ordynacji większościowej głosy nieważne nie są istotne, no chyba że przyjmujemy jeszcze wymóg uzyskania większości bezwzględnej (w przypadku głosowania na radnych takiego wymogu nie ma).

Nawet głos ważny niewybierający nie zmienia nic jeśli chodzi o głosy nieważne.

No chyba że zmartwieniem jest po prostu wykluwanie się dodatkowych głosów nieważnych…

Olgierd Rudak
Gość

Może jeszcze dodam, że JOW + ordynacja większościowa = 1 kartka do głosowania. Odpada problem książeczki, która ma ponoć preferować tych, co na pierwszej stronie. Wszystkie nazwiska powinny zmieścić się na tej 1 kartce papieru.

BOReK
Gość
BOReK

W ostatnim akapicie „mandat bierze ten, kto dostał najwięcej wyborów” – i może wybrać który konkretnie mandat sobie weźmie? :>

Olgierd Rudak
Gość

Może. Tak samo jak u H. Forda („w jakim chce, byle czarnym”) — tutaj: ten jeden jedyny :)

Adam
Gość
Adam

JOW w wybora wiekszych niz mikro okreg (jak teraz na radnych) to wygrana w 90% jednej ( gora dwoch) parti, gdyz wtedy glosuje sie na partie a nie konkretnych ludzi ktorych i tak nie znamy.

Olgierd Rudak
Gość

JOW to zawsze jest max midi-okręg :) 460 mandatów poselskich rozdzielone względem 38 mln Polaków-krajaków to 82 tys. dusz (dzieci, starców, osadzonych, etc.) na 1 mandat. Nie sądzę, by poseł miał się identyfikować ze swoją dzielnią, takie średnio-większe miasto wystarczy.
Zresztą nawet przy dzisiejszym systemie wcale nie jest lepiej, ta matematyka nie da innego rezultatu.

Dodam może, że dzięki temu w kraju będącym dla mnie niedościgłym wzorcu — Zjednoczonym Królestwie — członek do Izby Gmin może mienić się być delegatem swojego otoczenia. A u nas? Pucybutem prawej ręki szefa partii, co najwyżej.

Mike
Gość
Mike

Ja bym zaczął od likwidacji ok. 300 posłów i 3/4 senatorów. Im ich tam mniej tym mniej czasu zmarnują (i pieniędzy) na czcze pitolenie. JOW czy nie jakości to z pewnością nie obniży.

Olgierd Rudak
Gość

Ależ oczywiście, wystarczy 199 lub najwyżej 201 posłów oraz 17 senatorów.

Żuraw
Gość
Żuraw

Czy może mi ktoś wytłumaczyć w jaki sposób ordynacja większościowa implikuje JOW? Bo odnoszę wrażenie, że jak najbardziej dopuszcza i DOW i TOW i jeszcze parę innych. A gdzie nie spojrzę, to widzę większościowa=JOW. Nie żebym był przeciwko JOW, ale mam wrażenie, że w ramach ordynacji większościowej zmieszczą się i kilku mandatowe okręgi wyborcze.
A skoro już puściliśmy wodze fantazji – może by tak wyłaniać w wyborach komendanta policji, prezesa sądu i prokuratora okręgowego?

Olgierd Rudak
Gość

Jeśli okręgi wielomandatowe, to nie ma ordynacji większościowej, lecz jest kulawa.

Tak działały cały czas (do niedawna) wybory do Senatu: we Wrocławiu były 3 mandaty z jednego okręgu. Mandat dostawało 3 kandydatów, którzy mieli największą liczbę głosów.

Schemat o tyle beznadziejny, że przy pewnej dozie makiawelizmu pozwala nieźle manipulować elektoratem. Bardziej niż przy proporcjonalnej.

Żuraw
Gość
Żuraw

OK, ale to już wiele razy słyszałem. Ale tak konkretniej?

Olgierd Rudak
Gość

Konkretniej o manipulacjach? ZTCW teorie gier bardziej zajmują się głosowaniem w parlamentach (są trzy konkurencyjne projekty, jesteśmy kompletnie przeciwko: zagłosujmy jednak wstępnie — taktycznie — nad tą propozycją, która ma najmniejsze szanse powodzenia, aby w ogóle utrącić propozycję), jednak dokładnie tak samo można przerzucać głosy między kandydatami (mamy 3 kandydatów, 2 super i trzeci do bani, on mandatu nie weźmie, a następny w kolejce jest nasz największy konkurent — więc w kampanii puszczamy oko do elektoratu, by jednak przerzucili ten 3. swój głos na jeszcze innego kandydata). Zresztą myślę, że zawsze lepsza jest sytuacja, w której wygrywa tylko najlepszy (o… Czytaj więcej »

Żuraw
Gość
Żuraw

Jakoś mnie to nie przekonuje. Ale pytanie było tylko gwoli zaspokojenia ciekawości intelektualnej – osobiście jestem za ordynacją większościową, a czy jej skutkiem będą JOW czy TOW, to już rzecz znacznie bardziej drugorzędna. Przy czym większościowa ma pewną wadę, której przy proporcjonalnej nie widzimy (i być może ona sprawiła wynalazek proporcjonalności). Przy niej znacznie łatwiej o rozdrobnienie partyjne parlamentu, co przy braku poczucia odpowiedzialności za państwo u znacznej części partyjnych liderów prowadzi do braku możliwości stworzenia koalicji a przez to do parlamentarnych kryzysów. Druga wada zaś objawia się bardziej przy JOW, nieco mniej przy DOW. Przy podziale poglądów politycznych np.… Czytaj więcej »

Mike
Gość
Mike

JOW czy nie to i tak będą wygrywać znani postawieni przez szefa z odpowiednim numerem.
Po prostu ludzie nie głosują na ludzi, tylko na szyldy partyjne. Inaczej bym nie usłyszał argumentu „nie, bo PIS”.
O wiele prościej byłoby zwyczajnie głosować na partie, bez żadnych ludzi, gdzie każda proporcjonalnie od procentu poparcia równemu 1 mandatowi w górę dostawałaby procent do obsadzenia przez swoich ludzi. Przynajmniej byłby stan faktyczny.

Olgierd Rudak
Gość

No właśnie powiedziałbym, że JOW daje szansę na głosowanie poza szyldami partyjnymi. Twierdzę tak na moim własnym przykładzie: w życiu nie zagłosuję na PiS, ale mógłbym znaleźć kilka osób z tej partii, które mogłyby dostać mój krzyżyk. Nie dostaną go jednak, ponieważ głos na tego osobnika byłby głosem na jeszcze innego osobnika.

Olgierd Rudak
Gość

Zauważyłeś, że dwa postulaty, czyli: > Przy niej znacznie łatwiej o rozdrobnienie partyjne parlamentu, co przy braku poczucia odpowiedzialności za państwo u znacznej części partyjnych liderów prowadzi do braku możliwości stworzenia koalicji a przez to do parlamentarnych kryzysów. oraz > Druga wada zaś objawia się bardziej przy JOW, nieco mniej przy DOW. Przy podziale poglądów politycznych np. 40% na partię X, 35% na partię Y i 25% na partię Z, to Z będzie mieć co najwyżej kilku posłów, ergo ćwierć społeczeństwa nie ma swojej reprezentacji. są ze sobą sprzeczne? W #1 mówisz, że źle, że jest rozdrobnienie, w #2 jednak… Czytaj więcej »

Żuraw
Gość
Żuraw

Ależ dlaczego sprzeczne? Tak samo sprzeczne jak ostrzeżenia że coś tam „grozi śmiercią lub kalectwem”. Kaleka raczej żyje, uśmiercony może mieć okaleczone zwłoki, ale sam kaleką nie jest.
Sprzeczne są, jeżeli się przyjmie że wystąpią równocześnie, zaś oddzielnie – albo wóz albo przewóz.
Poza tym – jak było wyżej – ja się nie kłócę, w każdym referendum zagłosuję na JOW. Pytanie o przewagę JOW nad COW (czteromadatowe) traktuję czysto akademicko :-)

Olgierd Rudak
Gość

IMHO sprzeczne są postulaty, ponieważ mówisz:

1) jest problem, ponieważ prowadzi do rozdrobnienia, a ja chcę możliwości powołania silnego rządu,

ale równocześnie (?)

2) jest problem, ponieważ nie będą reprezentowane pewne rodzaje poglądów politycznych (z racji tego, że niektóre partie przy znaczącym poparciu, np. 20%, nie dostaną mandatów).

Tymczasem rozdrobnienie=szeroka reprezentacja, zaś brak rozdrobnienia zakłada, że konieczne może być dość wyraźne cięcie po skrzydłach.

Żuraw
Gość
Żuraw

Ależ właśnie mówię że nie równocześnie (w którym miejscu użyłem tego słowa?).

Istnienie ulic Piastowskiej, MCSkłodowskiej i placu Grunwaldzkiego nie jest dowodem wewnętrznej sprzeczności ronda RReagana. Z tego ronda mogę pójść tu, tam albo gdzie indziej, ale nie w dwóch kierunkach równocześnie (przynajmniej ja nie potrafię).

Że zacytuję siebie z poprzedniego posta „Sprzeczne są, jeżeli się przyjmie że wystąpią równocześnie, zaś oddzielnie – albo wóz albo przewóz”

Równocześnie NIE MOGĄ wystąpić, będą albo pojedynczo, albo i wcale.

Olgierd Rudak
Gość

….natomiast wystąpiły równocześnie w jednej wypowiedzi krytycznej wobec tej instytucji. Równocześnie nie podoba Ci się teza i antyteza :)

Żuraw
Gość
Żuraw

No to ja już prościej nie potrafię niestety

Olgierd Rudak
Gość

Będzie prościej jeśli powiesz, z którym poglądem się zgadzasz. Bo jednym tchem wymieniłeś 2 wady, które stoją względem siebie w opozycji. Nie można uznawać obu tych cech za wadę.

Art
Gość
Art

Ja uważam, że ordynacja większościowa będzie dobrze działać pod warunkiem, że będą obowiązkowe prawybory. W takich prawyborach braliby udział zadeklarowani (zarejestrowani) wyborcy danej partii, a nie tylko członkowie partii, przy czym każdy wyborca mógłby brać udział w prawyborach tylko jednej partii. JOW bez prawyborów mieliśmy w 2011 roku w wyborach do Senatu i nic z tego nie wyszło, bo wybór ograniczał się do kandydatów wskazanych przez partyjne wierchuszki.

Olgierd Rudak
Gość

Ograniczał się, bo:
– nikomu innemu nie chciało się kandydować,
– bo kandydowanie przeciwko partiom jest trudne ze względów organizacyjnych (prawo wyborcze jest pisane przez partie pod ich własne struktury),
– nie raczyłeś zauważyć kandydatów niepartyjnych.

Obowiązkowe prawybory… Ale jeśli tak, to znów z całym tym cyrkiem pt. komisje, software, PKW, kampania prawyborcza. Chyba że dasz to do organizacji partiom, a wówczas będzie po staremu.

Art
Gość
Art

Rzeczywiście byli kandydaci bezpartyjni, popierani przez prezydentów dużych miast, ale przepadli z kretesem. Żaden chyba nie uzyskał mandatu.

Nie jestem przeciwko partiom i wcale nie zależy mi na zwiększaniu szans kandydatów bezpartyjnych. Chciałbym tylko, aby kandydaci tych partii byli wyłaniani oddolnie, a nie odgórnie Czyli tak jak w USA. W Polsce mamy partie wodzowskie o strukturze silnie zhierarchizowanej. W Ameryce natomiast partie zrzeszają ludzi o różnych poglądach, nie ma dyscypliny partyjnej, nie ma jednego programu wyborczego.

Olgierd Rudak
Gość

Formalnie rzecz ujmując mamy 4 niepartyjnych senatorów: Cimoszewicz, Kutz, Borowski oraz Jarosława Obremskiego (z Wrocławia, od Dutkiewicza):

(za: http://senat.gov.pl/o-senacie/senat-wspolczesny/dane-o-senatorach-wg-stanu-na-dzien-wyborow/)

Natomiast ogółem komitetów wyborczych do Senatu w 2011 r. było więcej http://wybory2011.pkw.gov.pl/kom/pl/komitety.html

Moja teza jest taka: ponieważ i tak ważniejsze (bez ironii) są wybory do Izby Poselskiej, to kandydaci do Senatu mają świadomość, że generalnie nie ma się co wychylać. Kampania do Sejmu ich zmiecie.

Być może wyglądałoby to inaczej gdyby do obu izb wybory były organizowane w oparciu o ordynację większościową. Ale jest też prawdopodobne, że i wówczas partie zdominowałyby przekaz (jak w Zjednoczonym Królestwie lub Stanach Zjednoczonych).

Art
Gość
Art

Nie bądźmy takimi formalistami. W okręgu z którego startował Cimoszewicz Platforma nie wystawiła własnego kandydata, co było oczywistym gestem poparcia dla kandydatury Cimoszewicza. Podejrzewam że z Borowskim i Kutzem mogło być podobnie, ale nie chce mi się teraz tego sprawdzać. Prawdziwie bezpartyjny był człowiek Dutkiewicza. Wracając do meritum. Uważnie obserwuję amerykańską politykę i mam nieco odmienne spostrzeżenia. Tamtejsze partie są wypadkową poglądów, które zwyciężyły w prawyborach, a w prawyborach głosuje się na konkretnych ludzi. Najlepiej widać to raz na cztery lata, tj. w prawyborach prezydenckich. W debatach prawyborczych ostro spierają się ze sobą politycy z tych samych partii. W polskim… Czytaj więcej »

Olgierd Rudak
Gość

Zgadza się, wybór tych 3 panów nastąpił za wcale nie tak cichym poparciem PO. Obremski o tyle był bezpartyjny, że 2 lata wcześniej rzucił legitymację członka PO (właśnie w ogniu największego sporu Dutkiewicza z PO). Co do Stanów to tak się składa, że pisałem nawet pracę magisterską o Białym Domu :) Od tamtego czasu pewnie się troszkę zmieniło, ale pamiętam nadal, że w każdym stanie jest inne prawo wyborcze, zarówno w części dotyczącej samego głosowania, także w primaries (czasem jest głosowanie otwarte, czasem zamknięte, etc.) jak i zgłaszania kandydatów w prawyborach. Po drugie na pewno nie jest już tak (i… Czytaj więcej »

Art
Gość
Art

Jak słusznie zauważyłeś, te tzw. PAC nie są częścią partii, lecz zewnętrznym źródłem finansowania kampanii. Pieniądze idą na spoty wyborcze, plakaty, logistykę itp. Wyborcy wciąż mają własny rozum, nikt im nie wręcza do rąk pieniędzy i nie mówi jak mają głosować. Komitety sterują wynikiem prawyborów w takim stopniu w jakim lud daje się zmanipulować. Jeśli kandydat źle wypadnie podczas debat, to nawet najbogatszy Super-PAC go nie uratuje. Zobacz sobie jak wyglądało zbieranie pieniędzy przez Clinton i Obamę w 2008. Początkowo pieniądze płynęły głównie do Clinton, ale po kilku debatach zaczęły też płynąć do Obamy. Poza tym nie mieszałbym kwestii finansowania… Czytaj więcej »