On-One Inbred 29er — test roweru na dystansie 3300 km

Pisałem gdzieś tu chyba kiedyś, że w dwóch posiadanych rowerach mam trzy hamulce — i jedną tylko przerzutkę. Ta przerzutka to SRAM X-9 w wersji 9-biegowej, z krótkim wózkiem; krótki wózek wystarcza, bo skoro z przodu przerzutki nie ma (pojedynczy blat 32T), to nie ma problemu obsłużenia jakichś dziwnych rozpiętości przełożeń.


On-One Inbred 29er test

On-One Inbred 29er — stalowa rama, stalowy widelec dla ludzi o stalowych ramionach. Dla ciekawskich: zaprezentowana rama jest w rozmiarze 18″. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Przerzutka założona jest do roweru On-One Inbred 29er… — i to by przecież właściwie było tyle o przerzutce, bo przecież dzisiejsza kartka wydarta z notatnika testera rzeczy przechodzonych poświęcona jest właśnie subiektywnemu testowi mojego sprzętu do terenowego trekkingu.

I od razu winien jestem P.T. Czytelnikom słówko wyjaśnienia: dzielę się opiniami o rowerze On-One Inbred w wersji z dużym kołem (co to znaczy „29er” można dowiedzieć się na przykład tutaj), ale tak naprawdę za kształt tego roweru nie do końca odpowiada jego producent. Rzeczywistość bowiem jest taka, że od On-One kupiłem samą ramę (i parę komponentów), ale co do zasady jest to własnoręcznie złożony składak — widelec Salsa CroMoto, koła z rozbiórki jakiegoś Cube, opony Continental X-King (2,4″ na przedzie, 2,2″ z tyłu), korba to zwykły SLX z 2012 r. ale z pojedynczą tarczą, etc. etc. Nie oznacza to, że producent zostawia wszystkich klientów na lodzie (DIY or die). Inbreda zwykle można kupić także jako złożony rower, chociaż na tę chwilę dostępny jest wyłącznie w wersji z kołem 26″.


On-One Inbred 29er test

On-One Inbred to idealny sprzęt do terenowego trekkingu (fot. Magdalena Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Przechodząc do rzeczy: sprzęt został złożony późnym latem 2012 r. i od tego czasu przemierzyłem nim 3300 kilometrów poprzez podwrocławskie łąki, lasy i pastwiska. Wyszło na to, że Inbred jest doskonałą — dla mnie, potrzeby i oczekiwania mam o tyle zdefiniowane, że i w tym przypadku chodziło mi o prostotę — maszyną do niespiesznego pożerania kilometrów podczas weekendowych eskapad.

Decydując się na takie rozwiązanie miałem na uwadze dwa podstawowe paradygmaty:

  • rower musi być wygodny — stąd decyzja o ramie ze stali, która w kwestii tłumienia wstrząsów jest lepszym rozwiązaniem niż aluminium (zaś nad włóknami węglowymi ma przewagę w cenie i trwałości);
  • rower musi być prosty — toteż właśnie rezygnacja z amortyzatora oraz zastosowanie wyłącznie jednej przerzutki (nadal chodzi mi głowie myśl, że jak zużyje się kaseta lub przerzutka, być może zrobię z niego tringla).

Kompromisem jest oczywiście zastosowanie sztywnego widelca, ale przecież: waży mniej niż najlżejszy FOX kosztując ułamek jego ceny, jest praktycznie bezobsługowy, a dzięki tłustej przedniej oponie (2,4″) podstawowy poziom amortyzacji mam zapewniony.


On-One Inbred 29er test

Obecnie na kierownicy zamontowane są genialne rogi Onza, kupione na przełomie wieków razem z GT Tequesta i teraz przekładane z roweru na rower. Chwyty ESI Grips też mogę polecić. (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Tak skonfigurowany On-One Inbred 29er jest naprawdę doskonałą maszyną do przemierzania dziesiątków kilometrów w terenie. Jest to o tyle przyjemniejsze, że rama ze stali 4130 naprawdę nieźle wychwytuje większość najbardziej uciążliwych wertepków, natomiast klasyczne kąty główki (71 st.) i rury podsiodłowej (73 st.) — jak w rowerze ściganckim, które dla mnie są nadal niedościgłym wzorem — pozwalają na całkiem niezłe przypierniczenie. (Co ciekawe rama przy swojej przełajowej geometrii ma mocowanie ISCG05 oraz możliwość przypięcia bagażnika… czyli jest to naprawdę wszechstronny sprzęt.)

Reasumując: jeśli masz już dość blichtru nowoczesności, nie uważasz, żeby tylko naj-naj rozwiązania były naj-naj — pamiętaj o paru prostych jak stalowy drut i starych jak technika wytapiania stali założeniach. Że każdy rower ma być do jeżdżenia, a nie do podziwiania. Że każdy rower jest właściwie tyle wart, ile warta jest jego rama (nie mam na myśli ujęcia wyłącznie ekonomicznego, ale w sumie też). Że proste rozwiązania są najlepsze, ponieważ… są proste.


On-One Inbred 29er test

Heavy metal to dla mnie detal (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


I to by było właściwie na tyle w tym tekście będącym, umówmy się, przyczynkiem do miłego popisania sobie z P.T. Czytelnikami o rowerach.

22 comments for “On-One Inbred 29er — test roweru na dystansie 3300 km

  1. Tomasz Minkiewicz
    4 lipca 2015 at 14:35

    Tłumienie wstrząsów przez stal… to urban legend.
    A już na pewno w przypadku ramy MTB, ze stalowym widelcem o lagach grubości cala, bo lekkie, cieniutkie widelce stalowe w starych szosówkach faktycznie się uginały amortyzując trochę przód, a ramy nieco gięły na boki podczas pedałowania (choć tu nadal panuje niezgoda – pomaga to, oddając energię przy depnięciu na drugi pedał, czy też szkodzi, marnując energię na odkształcanie ramy, zamiast kierować ją wprost na napęd; osobiście raczej nie przepadam).
    Co nie znaczy, że stalowe ramy są złe. Po prostu są dobre z innego powodu (hej, to stal! leciutka, zgrabna, piękna stal, którą w razie czego zespawa każdy warsztat, ale raczej nie będzie to potrzebne, bo jak by jej nie krzywdzić, prawdopodobnie sprężycie wróci do kształtu wyjściowego, nie tak jak kruche aluminium, czy plasticzany karbon – fuck the diamonds, *steel* is forever ;)).

    PS. Też sobie kiedyś złożę rowerek na ramie On-One. Tylko nie Inbreda, a Pompetaminkę w kolorze glow-in-the-dark. :)

    • 5 lipca 2015 at 12:09

      To pewnie dałoby się zmierzyć, policzyć. Mówienie o przednim widelcu jest jednak o tyle niecelowe, że powinieneś go porównywać — skoro to góral terenowy — do rowerów wyposażonych w uginacze. Więc na pewno mniej się ugina :)

      Inna sprawa, że ramy łączone mufami to na pewno też była inna bajka. On-One swego czasu psioczyło na jakieś EU-normy nakazujące im bodajże zwiększenie grubości ścianek rurek.

      Pompetamine też mam gdzieś w pamięci. Rok temu byłem bliski trzeciego roweru (myślałem, że uda mi się odzyskać moją stareńką GT Tequesta), później myślałem o Kaffenback albo Pompetaminie… Na razie zostaję przy dwóch, to dość dobry kompromis :)

    • Dawid Szewczyk
      21 kwietnia 2016 at 13:56

      Tomaszu, chętnie zaprosił bym Cię na Stallovego i dał pojeździć na takiej stali (mtb czy mx) przy której aluglinium pracuje jak kowadło zamocowane do bloku żelbetowego metr na metr na metr :)
      To żadne urban legend, choć faktem jest, że dziś w przypadku wielu (ale nie wszystkich) współczesnych konstrukcji może zbyt duże uogólnienie.

      ps: uginanie się na boku suportu a odczuwalny komfort jazdy to dwie odrębne rzeczy, często (żeby było zabawniej) idące ze sobą w parze.

  2. Paweł
    12 października 2015 at 20:15

    A miał Pan do czynienie z ramą pod koła 26 cali?
    Pytam bo mam dylemat co do wielkości 16 czy 18 cali.
    Mam 175 cm wzrostu i 77 cm noga wewnątrz.
    Może Pan coś doradzić ?

    • 12 października 2015 at 20:56

      Za Pana mogę się obrazić, ale… Tak, po mieście jeżdżę czymś takim

      https://czasopismo.legeartis.org/2015/04/test-opony-schwalbe-kojak.html

      Mam 180 cm wzrostu, nogi sobie nie mierzyłem ;-) a rama jest w rozmiarze 18″.

      • b52t
        13 października 2015 at 08:50

        Planuję przebudowę mojego Relaigha na singla, to może zgłoszę się po poradę. ;-)

        • 13 października 2015 at 09:08

          Ma z tyłu proste haki (otwarte na zewnątrz lub zawinięte, jak w stareńkich Wigry 3)? To nie będzie problemu najmniejszego :)

          Stosunkowo nieszczęśliwe są ramy z hakami jak w góralach — aczkolwiek biorąc pod uwagę, że można dołożyć napinacz, to chyba nawet nie jest takie straszne.

          • b52t
            13 października 2015 at 09:52

            Nie planuję mieć z tym problemów. Inna rzecz, że wyjdzie na wszystko tak circa trzy razy więcej niż zapłaciłem za sam rower. ;)

            Zasadniczo to ło taki, ino w innych kolorach (M-trax 1000). Internaty mówią, że da się to zrobić. Sprawdziłem zanim puściłem na niego 300 zł.
            (z pracy piszę i mam poblokowane niektóre strony, stąd taki link)

            google.pl/imgres?imgurl=http://img06.staticclassifieds.com/images_tablicapl/254995011_1_1000x700_rower-raleigh-m-trax-tarnow_rev001.jpg&imgrefurl=http://olx.pl/oferta/rower-raleigh-m-trax-CID767-IDa84Sf.html&h=562&w=1000&tbnid=_PIHR8JqK2cTuM:&docid=6vs929I2AncGYM&ei=o7YcVoa9Oca0a-yNkKgK&tbm=isch&ved=0CEsQMyglMCVqFQoTCMaa_I76vsgCFUbaGgod7AYEpQ

            • 13 października 2015 at 10:13

              Bez napinacza łańcucha się nie obejdzie:

              https://lh4.googleusercontent.com/-_sCaY_i0sIo/UPAGj7_EgQI/AAAAAAAABH8/HO1zrN9oMB8/s838/IMG_0263.jpg

              Przednia zębatka może zostać; jeśli kaseta tylna jest rozbieralna, można wyjąć 1 zębatkę i jej użyć (ale lojalnie uprzedzam, że dedykowane zębatki pod single są lepsze, np.:

              http://www.on-one.co.uk/i/q/SKOOSSGA/on-one-groove-armada-single-speed-sprocket

              • b52t
                13 października 2015 at 10:18

                Jak napisałem, nie zamierzam mieć z tym problemów. Napinacz to nie jest wielki problem, choć będzie mi to psuło lekko moje rowerowe Zen.
                Nie zamierzam eksperymentować na takim elemencie. Zamierzam wydać tą stówkę – 150 na kółko ze sztywną piastą.

              • 13 października 2015 at 11:02

                A, jeśli to ma być ostre, to jasne. Tylko lepiej zostawić chociaż jeden hamulec :)

              • b52t
                13 października 2015 at 11:57

                To, że zostawię hamulec to więcej niż pewne. Jednak wybieram bezpieczeństwo. Jeżdżąc po ulicach nie wyobrażam sobie jazdę bez hamulców innych niż tylko jak ze starego składka.
                Zastanawiam się tylko czy kupić widelec na tarczę i pogodzić się z dodatkowym, nie małym, wydatkiem na taki hamulce, ale ponoć bardzo wydajnym i bezpiecznym, czy jednak opcja bardziej tradycyjna i jakieś v-break czy inne takie.
                Inna sprawa, że wróciła mi idea ponownego zamontowania hamulca i na tył (tu siłą rzeczy to co mam tylko odświeżone). To oczywiście tym bardziej psuje zen, ale i tan znikną dwie linki i dwie manetki.

              • 13 października 2015 at 13:12

                Jak widzę rama jest pod stery nakręcane, coś mi mówi, że może być duży kłopot z widelcem pod tarcze i takie stery (chyba się nie produkuje — ten rodzaj sterów jest zdecydowanie w odwrocie).

                Tarczowy w mieście… Szczerze mówiąc to chyba więcej z tym problemów niż pożytku. Owszem, inaczej to działa w śniegu, ale bez przesady.

              • b52t
                13 października 2015 at 14:02

                Czyli nawet lepiej. Dziękuję za poradę, a przy okazji zaoszczędzenie jakiś 300 zł. ;)

  3. Atomic Shutter
    16 marca 2017 at 11:29

    A czy szło by z tego zrobić taką la gravelówkę na baranku czy kąty ramy są jednak złe? Coś ala Spec AWOL?

    • 16 marca 2017 at 12:39

      Nie znam tamtego Specializeda, ale widzę, że użyto w nim tarcz o rozmiarze prawie szosowym (50T) — nie wiem czy nie haczyłaby o tylne widły. Spec nie podaje chyba kątów ni długości rurek (!) ale jak patrzę na zdjęcie to wydaje mi się, że to jest zdecydowanie rama trekkingowa.

      https://www.specialized.com/us/en/bikes/road/awol/106553

      Inbred ma natomiast geometrię ścigancką — pewnie można się ratować stromym mostkiem, ale znów baranek popsuje ten efekt.

      • Atomic Shutter
        16 marca 2017 at 12:44

        Kurcze szkoda bo bym bardziej chciał coś takiego złożyć pod dojazdy do pracy i ewentualne wypady na beskidzkie małe górki. Miałem też na celowniku Kona Rove ST ale mam świadomość, że samemu bym taniej ogarnął temat. Kona na stronie podaję kąty ramy.

Dodaj komentarz