„Zegarek powinien kosztować jedną pensję”

Po niedawnym teście niedrogiego japońskiego zegarka dostałem aż dwa listele (na które pewnie nie zwróciłbym większej uwagi, gdyby nie komentarz pod recenzją pióra Visconti): zegarek powinien kosztować jedną pensję, przeto facet (zwłaszcza prawnik) przyznający się do noszenia tanich diverów (por. test Seiko SKX781):

  • pokazuje, że go nie stać na nic więcej, lub
  • pokazuje, że może go nawet stać, ale nie szanuje swoich partnerów w biznesie.

Seiko SKX013 vs Seiko SKX781 vs. Citizen NY0040

Od lewej: Seiko SKX013, Seiko SKX781 i Citizen NY0040 — czyli trzech (niedrogich) samurajów (fot. Olgierd Rudak, CC-BY-SA 3.0)


Nie traktowałem się dotąd jako arbitra elegancji — cała ta moja pisanina to raczej próba realizacji niespełnionych dziennikarskich aspiracji — niemniej wezwany aż trzykrotnie do tablicy muszę chyba trochę powyjaśniać (no tak, przecież równocześnie poszła recenzja wina, które kosztowało całe 160 koron!).

Zacznę może od tego: regułę, że „zegarek powinien kosztować jedną pensję” gdzieś już kiedyś widziałem, ale już nawet nie wiem czy to jakieś zalecenia korpo-stajlu (z cyklu „za pierwszą pensję kup nowy garnitur, za drugą kup drugi garnitur — będziesz miał dwa”), czy po prostu objawy horologomanii.
Mnie się z takimi powinienesiami nawet nie chce dyskutować, ale:

  • skoro zegarek prawdziwego faceta ma kosztować jedną pensję: co zrobić jeśli dostanę podwyżkę? Sprzedać stary na Allegro i kupić nowy? Czy dokupić drugi, a jeśli tak, to czy ten drugi ma być wart tyle co moja nowa pensja — czy też suma ich wartości ma odpowiadać mojemu miesięcznemu uposażeniu?
  • a jak postąpić, jeśli w życiu powiedzie się nam zupełnie odwrotnie? mam zegarek za średnią krajową, raptem obniżą mi do najniższej krajowej — trzymać nieadekwatnego sikora na lepsze czasy (byle ktoś nie zakwalifikował go jako wywyższania się), czy jednak opchnąć raz-dwa, nadwyżkę przeznaczając na ważniejsze potrzeby?
  • co zrobić mają osoby, które z różnych przyczyn — samozatrudnienie, fuchy — mają pieniądze z różnych źródeł? Wydać na zegarek tyle ile łącznie zarobią miesięcznie? Kupić zegarek za najwyższą pojedynczą wypłatę?

I druga sprawa, od której chyba powinienem zacząć: dychotomia tani-drogi to kwestia dość subiektywnej oceny. To co dla jednego tanie, dla innego będzie drogie. Widziałem niedawno na wystawie pięknego Seiko SRP777, kosztował bodajże tyle co cyferki w nazwie (z jedynką na przedzie). Obok efektowne zegarki Lorus, których można by kupić ze 3 za te pieniądze. Przyłóżcie jednak do tego frazę zegarek „blogerski” w popularnym serwisie internetowym — okazuje się, że szanująca się blogerka za jednego Lorusa będzie miała pięć sesji na bloga!

Reasumując: niech każdy kupuje taki sprzęt na jaki go stać (lub jaki mu pasuje). Być może byłoby mnie stać na lepszy (droższy) zegarek, ale z zegarkiem chyba jest tak jak z samochodem — który dla jednego jest istotnym wyznacznikiem statusu, a dla drugiego po prostu sposobem na ułatwienie sobie miłego spędzenia czasu (w górach, za miastem, z psem) — więc skoro uważam japońskie zegarki dla nurków za najfajniejsze, to po co się sprężać? ;-)

PS Testu tego Seiko SKX013 nie będzie — nie piszę recenzji sprzętu, którego nie używam — niemniej obiektywnie mogę rzec, że automatyczny diver w rozmiarze 39 mm to dobry wybór dla osoby o mniejszym nadgarstku (i pomyśleć, że ze 20 lat temu był to dość standardowy rozmiar męskiego zegarka).

PPS Zatem już jutro recenzja wina, za które (subiektywnie) przepłaciłem!

45 comments for “„Zegarek powinien kosztować jedną pensję”

  1. 26 listopada 2016 at 20:47

    Są prostsze metody ;)
    “Nazajutrz wcześnie rano Morkowin przyjechał do Tatarskiego do domu. Przywiózł dużą, jaskrawożółtą plastikową reklamówkę. W środku była marynarka koloru bordo, z materiału przypominającego sukno mundurowe. Kieszonkę na piersiach zdobił jakiś skomplikowany herb, wyglądający jak emblemat z paczki marlboro. Morkowin powiedział, że jest to marynarka klubowa. Tatarski nie zrozumiał, o co chodzi, ale posłusznie ją włożył. Morkowin wyciągnął też z reklamówki szpanerski notes w skórzanej okładce, nieprawdopodobnie gruby długopis z napisem „Zoom” i pager – wówczas absolutną nowość w Moskwie.
    -To zaczepisz sobie na pasku – powiedział. – Spotykacie się z klientem o pierwszej, a o pierwszej dwadzieścia zadzwonię do ciebie na ten pager. Jak zapiszczy, zdejmiesz go z paska i popatrzysz na niego z ważną miną. Przez cały czas, kiedy klient będzie mówił, rób zapiski w notesie.
    -Po co to wszystko? – zaciekawił się Tatarski.
    -Jak to, nie rozumiesz? Klient płaci dużą kasę za kawałek papieru i kilka kropel tuszu z drukarki. Musi być absolutnie przekonany, że przed nim za to samo zapłaciło mnóstwo innych ludzi.
    -Ja uważam – powiedział Tatarski – że właśnie przez te wszystkie marynarki i pagery może zacząć coś podejrzewać.
    -Nie komplikuj. – Morkowin machnął ręką. – Życie jest prostsze i głupsze. Aha, jeszcze to…
    Wyjął z kieszeni wąskie etui, otworzył je i podał Tatarskiemu. W etui spoczywał ciężki, niegustowny i pretensjonalny zegarek ze złota i stali.
    -To rolex oyster. Ostrożnie, nie zdrap pozłoty – jest fałszywy. Zabieram go tylko, jak idę gdzieś w interesach. Kiedy będziesz rozmawiał z klientem, staraj się, no wiesz, żeby go zauważył. To pomaga.”

    • 27 listopada 2016 at 09:22

      LOL :)

      A to z czego?

      • 27 listopada 2016 at 09:31

        Wiktor Pielewin – Generation P
        Polecam, cudne to jest w całości :)

  2. b52t
    26 listopada 2016 at 21:33

    Szmatko boska, ludzie, którzy kierują się takimi duperelami jak cena zegarka, pióra czy koszuli, mają niedobory różnych minerałów i mikroelementów w swoim organizmie.
    Jak się ma cena zegarka do szacunku „partnerów biznesowych”, to już tylko sprzedawca zegarków może powiedzieć.
    Biedak mentalny przez gadżety będzie chciał nadmuchać swoje ego (od egoizmu) albo już jego id (od idiotyzmu wrodzonego) przekazało mu, że coś trzeba, bo tak, bo ludzie paczajom.

    • 27 listopada 2016 at 17:18

      Inna sprawa, że w wielu środowiskach identyfikacja towarzyska opiera się na właśnie takich emblematach, często niezależnie od otoczenia — to fakt, nie ocena (rzucam desygnatami, można sobie dopasować grupę):

      – dredy, mogą być zawinięte w warkocz, jakiś niedyskretny tatuaż — to…?
      – dresy i ogólnie sportowy stajl (choćby i w kolejce do kasy w biedrze) — to…?
      – buty na wibramie, polarek, pleczaczek (może być i w kolejce do kasy w biedrze) — to…?
      – obfita lecz wypielęgnowana broda, papieros palony na chodniku przed popularną piwoteką — to…?
      – czerwone szelki — to…?
      – garnitur średnio wyjściowy, wypchana teczka skórzana — to…?
      – garnitur (chętnie w prążki), teczka skórzana, mniej wypchana — to…?
      – garnitur, najlepiej czarny, biała koszula, w ręku teczko-pudełeczko, może być nylonowo-ortalionowe — to…?

      MSPANC ;-)

      Takich ikonicznych zestawów można wymyślić jeszcze kilka.

      • b52t
        27 listopada 2016 at 20:25

        Tak, tak, to kwestia poziomu. Jednych ten element innych tamten – w większości przypadków -kwestia zaimponowania i przypodobania się otoczeniu.

  3. kjonca
    26 listopada 2016 at 23:21

    Normalnie cycki mi opadły. W życiu bym nie się nie spodziewał, że „zegarek może być wyznacznikiem szacunku do partnerów biznesowych” To musiał jakiś marketoid pisać.

    • 27 listopada 2016 at 09:21

      Są ludzie, którzy takie rzeczy czytają — i łykają. Czasem mam wrażenie, że to kwestia aspiracji (pamiętasz jak swego czasu na pl.biz.banki było ważne mieć najwięcej kart o najwyższym limicie, najchętniej najczarniejszych?)

      • kjonca
        27 listopada 2016 at 09:36

        Ale tam nikt nie ukrywał, że chodzi o sport :)

        • 27 listopada 2016 at 09:46

          No widzisz, a ja do dziś się uśmiecham jak puszczam sobie „Casino Royale” i dochodzi do tej sceny — ile to było gdybań (nie w polskich internetach) czy Bond podaje czarnego Centuriona:

          https://youtu.be/JGjYqlmHPVM?t=13

    • mbbm
      2 grudnia 2017 at 11:15

      Janisz Filipiak (właściciel Comarchu) w jednym wywiadzie stwierdził, że jak pojedzie do Dubaju z zegarkiem na ręce za 10 000zł, to nikt nie potraktuje go poważnie.

      Inna sprawa, że w dzisiejszych czasach mało kto pozna czy masz na ręku 500 zł czy 500 tys.

      • 2 grudnia 2017 at 21:15

        To chyba znak, że się poniewiera w kiepskim towarzystwie — że biorą się pod uwagę po cenie naręcznika…

  4. John
    27 listopada 2016 at 03:21

    Osobiście mam jakiś zegarek Xonix z WR100M za 70 zł i pasek NATO do niego za 30, mimo że stać mnie na zegarek za ok. 400 i mam w poważaniu wszystkich co mi powiedzą że to jest wyznacznikiem czegokolwiek. Zegarek ma wskazywać w mojej opinii czas, w sposób łatwiejszy niż telefon komórkowy (tj. podczas pływania i jak mam go w kieszeni). Ten spełnia swoją rolę. Tyle.

  5. Adam314
    27 listopada 2016 at 16:15

    Pewien blogger coachingowy napisał kiedyś, że szyk, styl i elegancja dają dobry start i pierwsze wrażenie ale tylko pierwsze. Potem i tak liczy się osobowość, charakter i inne cechy psychologiczne. Tak więc wydawanie jednej pensji na 5 sekund wrażenia na rozmówcy wydaje mi się przesadą. Lepiej wydać te pieniądze na kilka książek prowadzących do samorozwoju, lepszego zrozumienia siebie i otaczającego nas świata.

    Sam nie noszę zegarka, po prostu nie jest mi potrzebny, moje życie nie jest ustawione pod dyktando czasu czego i innym życzę.

    • 27 listopada 2016 at 16:48

      E tam, pewnie sprawdzasz godzinę na komórce — i wydaje Ci się, że nie funkcjonujesz w jakimś tam reżimie czasowym ;-)

  6. ajax
    27 listopada 2016 at 17:51

    Ten, kto kieruje sie takimi regułami jest (IMHO) biedny. Duchowo. Wychodzę z założenia, że: samochód kupuj najlepszy sposród tych, które spełnią twoje oczekiwania – dlatego używamy Dacii Dustera (bo zajedzie wszedzie, a jak rozbiję to nie bede płakać z powodu kosztów)

    • 27 listopada 2016 at 17:58

      I wyobraź sobie, że Duster jest na mej krótkiej liście preferencji na przyszłość…

      • b52t
        28 listopada 2016 at 08:35

        Ciekawe, Duster też jest na mojej równie krótkiej liście. Głównie dlatego, że to pojazd naprawialny, a nie serwisowalny.

        • 28 listopada 2016 at 08:55

          Mechanik mi powiedział: śmiało można brać, ale od razu zapodać dobre zabezpieczenie antykorozyjne.

          Niestety ruda lubi wiele dobrych marek…

          • b52t
            28 listopada 2016 at 09:38

            Coraz cieńsze blach to choroba samochodów po 2008 r.

            • 28 listopada 2016 at 09:59

              Tak, a także coraz bardziej oszczędne lakierowanie. Przecież stare Merce wyglądałby jak kanapka posmarowana masłem — a dziś?

              (Inna sprawa, że stare Ople rdzewiały bardziej niż dzisiejsze, a Mazda jak się okazuje rdzewieje prawie tak samo — więc nie ma reguły.)

              I żeby nie było, że jadę po innych — niedawno mechanik specjalizujący się w VAG zgodził się ze mną, że z obecnej oferty Audi (nie mówimy tylko o nówkach, mówimy także o kilkulatkach) trudno polecić coś z ręką na sercu… chyba że Exeo ;-)

              • b52t
                28 listopada 2016 at 10:10

                No, tak malowanie to też problem.
                Można (znaczy koncerny mogą) tłumaczyć to tym, że tak taniej, że bardziej ekologicznie. Ale już nie wytłumaczą tego, że dzisiaj przy co raz większej gamie samochodów nie można wykonać drobnych napraw serwisowych, bo trzeba się podpinać pod komputer albo przez to, że potrzeba specjalistycznych narzędzi, albo bo niektóre elementy są tak zamontowane, że nie da się nawet głupiej żarówki wymienić bez rozbierania zderzaka lub błotnika. Już dzisiaj przy downsizingu o 15 sprężynach i coraz bardziej skomplikowanych silnikach pojazdy, ponoć (ponoć, bo tak można często przeczytać), stają się niezdane lub ekonomicznie niezdatne po przejechaniu o połowę krótszego dystansu niż starsze samochody.

              • b52t
                28 listopada 2016 at 10:10

                nie sprężynach, a sprężarkach. Oczywiście.

              • 28 listopada 2016 at 10:18

                To taka sama ekologika jak kupowanie nowej lodówki, bo jest AAA++++ w miejsce tej nieekologicznej 7-letniej — która dzięki temu trafi na wysypisko…

                Ekologiczny samochód to taki, który jeździ i jeździ — produkowanie nowych aut z ekologią akurat wiele wspólnego nie ma… (zwłaszcza takich, których resurs jest o 50-70% krótszy niż tych starych, właśnie).

              • b52t
                28 listopada 2016 at 10:30

                Homo sapien sapiens to wie, homo oeconomicus manegro publico actiones societas patrzy na inne wskaźniki (co to za spółka, która nie zarabia miliardów dolarów?!).
                Ten same temat z cholernymi szmarfonami, laptopami, wspomnianym sprzętem AGD i RTV. Ale będą mydlić, że dzięki temu więcej osób może mieć w domu plazmę 56″ brand new, żeby wszystko migało i drgało w HD, smart i e-… w cholerę wsadźcie se. Oczywiście na kredyt.

      • ajax
        29 listopada 2016 at 22:10

        Zależy czego oczekujesz. Jeśli czegoś o sprawdzonej konstrukcji, czym dasz radę wjechać wszędzie, niedrogiego w naprawach i pojemnego oraz o znacznej ładowności to samochód dla Ciebie. Rudej nie stwierdzam od czerwca 2011r. Tłuczony po lasach, plażach, górach, tajgach, tundrach i pustyniach, po błotach i wykrotach, korytach strumieni (zarówno wyschniętych jak i mokrych). Po ponad 130 000 km poza normalną eksploatacją wymiana przednich wahaczy i ponowne przyklejenie jednego boczka od drzwi. A i jeszcze podlutowanie kabelka od klaksonu. Zabezpieczenie antykorozyjne – zaraz na początku Rust Check i od tego czasu nic więcej. A przy okazji bezproblemowo w dwie osoby można w nim mieszkać przez miesiąc. Tylko gotować w środku nie próbowałem. Radzę 4×4. Diesel czy benzyna – zależy jak jeździsz, tak jak w każdym przypadku. Diesel jest lepszy w terenie, benzyna gorsza ze względu na brak reduktora. A jeśli nie przeszkadza „otwieracz do piwa” na masce to …. tym bardziej dla Ciebie

        • 30 listopada 2016 at 08:04

          Fiu fiu, to widzę ten Duster terenowo jest traktowany, nieźle :)

          • ajax
            30 listopada 2016 at 17:07

            Byłbyś zaskoczony możliwościami terenowymi. Kiedyś wyciągałem zakopanego Wranglera. Na jego kinetyku (sam nie wożę, bo … nie kopię się aż do tego stopnia)

            • 30 listopada 2016 at 17:43

              Zimą temu taki Wrangler zatopił się w stawie niedaleko mojego domu. Jeździł po lodzie, jeździł, aż było bum-wiuuufff…

              No nic, jak mówiłem Duster jest na bardzo krótkiej liście na przyszłość, teraz tylko muszę się pozastanawiać kiedy ta przyszłość.

              • ajax
                30 listopada 2016 at 18:02

                miałby rosyjskiego Szerpę, to by popływał i sam wyjechał. A tak to wygląda:
                http://www.terenowo.pl/zmoty/szerpa-atv-%C5%82azik-z-bagien.html
                Na śniegi i mrozy uczyć się od Eskimosów i Rosjan. Z przewagą Rosjan ze względu na wysoki poziom trudnozamarzającego etanolu ;-D

              • 30 listopada 2016 at 18:33

                Zmoty mogą robić wrażenie, ale co z tego, skoro trudno tym wyskoczyć na drogę publiczną.

                Zresztą mi nie w teren auto potrzebne (wówczas pewnie bym celował w mojego ulubionego wizualnie Defendera), lecz po prostu jakiś prosty wolny ssak — a większy prześwit traktowałbym jako bonus.

        • 4 grudnia 2016 at 14:53

          Diesel jest lepszy w terenie, benzyna gorsza ze względu na brak reduktora

          Już obadałem temat, nie tyle reduktor (którego Duster nie posiada), ile „krótka” jedynka — w każdej wersji 4WD (i diesel, i beznyna).

          To tak, tytułem precyzji :)

          • ajax
            10 grudnia 2016 at 11:14

            Ty to mosz ale recht jak mawiają rdzenni górnoślązacy.
            Z mojej strony to był skrót myślowy. Po przeczytaniu – faktycznie można było zrozumieć, że diesel ma reduktor a benzyna nie, gdy Duster w ogóle nie ma reduktora. Poprawiłem, co zmienia sens mojej wypowiedzi. Krótka, „czołgowa” jedynka gorzej sprawdza się przy benzynie niż przy dieslu. Nie dość że troszkę inne są przełożenia skrzyni, to – i to jest zasadnicza różnica – przy benzynie aby dostać solidny moment obrotowy musisz zdecydowanie wyżej kręcić (3700/min wobec 1750/min). To z kolei powoduje, że benzyna łatwiej zrywa przyczepność na luźnym/śliskim podłożu. A jak już ruszysz i jedziesz, to jedziesz prędzej i trudniej kierować. Przetestowaliśmy to wielokrotnie na grupowych wyjazdach dusterów. W piasku czy błocie diesle ruszały, a benzyny ślizgały się i dopiero ruszały. Na krętych podjazdach diesle jechały, a benzyny utykały ze względu na brak momentu obrotowego przy niskich obrotach i trzeba było ratować się półśrodkami (zmiana trasy, półsprzęgło itp). Niekiedy nawet benzyna utykała w ogóle na ostrym podjeździe, a diesel przechodził bez problemu. 240 Nm diesla wobec niespełna 150 Nm benzyny daje sporą różnicę. Zdecydowanie mniejsza jest przy Tce (205 Nm) ale to nadal ponad 30 Nm i swoje robi w terenie. Oczywiście zawsze jest coś za coś. Jak zwykle

  7. 28 listopada 2016 at 10:09

    co do samochodów mam zasadę, żeby był wystarczająco tani żeby nie chcieli go ukraść i żeby bali się koło niego zaparkować. Ale żeby był na tyle sprawny żeby nie było ryzyka utraty życia.

    Ale znam też zasadę że samochód powinien kosztować tyle co roczna pensja (półroczna, kwartalna, są różne warianty) i gdybym miał prowadzić interesy z ludźmi którzy hołdują takiej zasadzie, to musiałbym się do niej dostosować. No chyba żebym był tak obrzydliwie bogaty że mój złom traktowaliby jako ekstrawagancję arystokraty.

    • 28 listopada 2016 at 10:15

      Już nie pamiętam czym miał jeździć Ingvar Kamprad (jakimś starym Volvo 740?), ale być może to efekt obawy przed szwedzką urawniłowką — lub zamiłowanie do narodowosocjalistycznego ubóstwa.

      Niemniej zasada, że „auto ma kosztować tyle co roczna pensja” to inna zasada, niż „auto ma kosztować tyle co kwartalna pensja” ;-) Zatem w ten sposób można faktycznie dorobić zasadę do wszystkiego :)

      • 28 listopada 2016 at 10:31

        To się sprowadzać ma do zasady że auto ma być odpwiednio szykowne bo cię nie będą szanować. I w niektórych kręgach rzeczywiście nie szanują.

        • 28 listopada 2016 at 10:33

          Czyli warto od razu pracować na metkę ekscentryka ;-)

          • 28 listopada 2016 at 10:35

            o, to bezapelacyjnie – to zawsze procentuje

            • 28 listopada 2016 at 11:10

              Muszę sobie wreszcie machnąć jakiś tatuaż, chociaż nie wiem czy dziś to nie jest już zbyt mainstreamowe… Irokez chodzi mi po głowie od lat, nigdy się nie zdobyłem — może zatem od razu w poprzek ;-)

              • 28 listopada 2016 at 11:20

                O, w poprzek to by było bardzo futurystycznie i jakby nie patrzeć szokująco :).

      • b52t
        28 listopada 2016 at 10:37

        Waren Buffet też mimo miliardów nie miał niesamowitego wozidła. I ponoć dalej mieszka w domu, który kupił dziesiątki lat temu.

        Niestety brutalna prawda jest taka, że za wielu chce wyglądać na bardziej bogatych niż jest, a to się może skończyć ubóstwem. A jak, ktoś już dojdzie do pieniędzy pozwalających na szaleństwo, może mieć już w nosie opinie innych i przez to zostanie „ekscentrykami”, co czasem może być dziwactwem.

  8. 19 grudnia 2016 at 10:33

    Co to jest horologomania?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.